Z intencją miłości być i działać. Zawsze od tego zaczynać i do tego wracać.

Na wdechu świadomie czuję jak miłość wypełnia moje serce i ciało. Na wydechu promieniuję tym ciepłem, które mnie rozgrzało i obdarzam miękkością, która mnie ukoiła – tak szeroko, jak tylko się da. Odważnie biorę i życzliwie rozdaję tę energię. Ile to zmienia… Obecność zbudowana z więzi. Świadomość osadzona w jednym. Głęboka prawda współistnienia wszystkiego ze wszystkim.

Zanim zacznę zadanie, rozmowę, kolejny plan – zatrzymuję się i pytam: Co mnie teraz wypełnia? Ambicja, pycha, wstyd czy miłość? Chcę czy muszę? Żądam od siebie czy zapraszam siebie? Jestem dla siebie krytyczna czy łagodna? Jestem sobie wrogiem czy przyjacielem? A dla innych? Czy mogę zacząć, cokolwiek chcę zacząć, z miejsca zrozumienia, że ja i ty i oni – każdy człowiek – jest tak kruchy i wrażliwy, szukający akceptacji i unikający skrzywdzenia, że z wdzięcznością przyjmie moją akceptującą obecność. To otwiera. Zaczynając kontakt ze sobą czy innymi od tego niezwykłego prezentu życzliwej uważności – buduję most ze światem.

Most to droga. Na moście można zawrócić, skręcić, zagapić się. Na most wchodzą wolni ludzie – dumni w swej niezależności i piękni we współzależności, o której czasem nie wiedzą i której nie przeczuwają zanim się nie spotkają z miłością… Każdy krok może zmienić ich wybór. Więc różne jest tempo przejścia prze most. Droga może być wyboista, można się wykoleić, potknąć i przewrócić. By krótko/długo leżeć lub szybko/powoli z namysłem wstać – zgodnie z decyzją lub siłą nawyku. A wstając, iść dalej ku spotkaniu ze sobą czy innym człowiekiem. Ale… czy to różnica? Prawdziwe spotkanie odczuwa się tak samo – autentyczność i spójność chwili, w której się jest. Z którą się jest. Którą się jest.

Wątpliwości, które pojawiają się na moście to część drogi – zamętu, niepewności, chwiejności, nieprzewidywalności i zmienności życia. Ile pytań, tyle mikro i makro decyzji.

A do czego wracam z tej podróży? Kiedy skończę zadanie, rozmowę, kolejny plan – zatrzymuję się i pytam: Co mnie teraz wypełnia? Ambicja, pycha, wstyd czy miłość? Chcę czy muszę? Żądam od siebie czy zapraszam siebie? Jestem dla siebie krytyczna czy łagodna? Jestem sobie wrogiem czy przyjacielem? A dla innych? Czy mogę skończyć, cokolwiek chcę skończyć, z miejsca zrozumienia, że ja i ty i oni – każdy człowiek – jest tak kruchy i wrażliwy, szukający akceptacji i unikający skrzywdzenia, że z wdzięcznością i ulgą przyjmie moją akceptującą obecność na koniec. Kończąc kontakt ze sobą czy innymi z tym niezwykłym prezentem życzliwej uważności – pozwalam sile miłości wspierać siebie i innych w rozwoju naszej mądrości, piękna, zaufania i wiary w wartość życia w każdej postaci. Kolejny most to kolejne połączenie. I o jedną granicę mniej.

Z intencją miłości być i działać. Zawsze od tego zaczynać i do tego wracać. Współpracować z energią, która jest początkiem i nie ma końca.

 

 

 

Napisz swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *