<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Archiwa Badania - myway-eu.pl</title>
	<atom:link href="https://myway-eu.pl/category/badania/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://myway-eu.pl/category/badania/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 25 Aug 2020 07:46:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.8.3</generator>
	<item>
		<title>Medytacja zmienia mózg</title>
		<link>https://myway-eu.pl/medytacja-zmienia-mozg/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[dorota]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 25 Aug 2020 07:46:26 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Badania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://nowa.myway-eu.pl/medytacja-zmienia-mozg/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Medytacja Mindfulness zmienia mózg (Jerzy Vetulani) Jednym z ważnych skutków zainteresowania się filozofią i medycyną Dalekiego Wschodu stało się wprowadzanie pewnych buddyjskich technik psychologicznych do współczesnej zachodniej psychoterapii. Szczególną pozycję mają tu techniki medytacji, a zwłaszcza sati – medytacja uważności (mindfulness meditation, MM), w której medytujący kontempluje poszczególne części własnego ciała, uczuć, świadomości i przedmiotów&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/medytacja-zmienia-mozg/">Medytacja zmienia mózg</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-968" src="http://myway-eu.pl/wp-content/uploads/2020/08/brain-1845962_1920-300x227.jpg" alt="" width="300" height="227" /></p>
<p>Medytacja Mindfulness zmienia mózg (Jerzy Vetulani)</p>
<p>Jednym z ważnych skutków zainteresowania się filozofią i medycyną Dalekiego Wschodu stało się wprowadzanie pewnych buddyjskich technik psychologicznych do współczesnej zachodniej psychoterapii. Szczególną pozycję mają tu techniki medytacji, a zwłaszcza sati – medytacja uważności (mindfulness meditation, MM), w której medytujący kontempluje poszczególne części własnego ciała, uczuć, świadomości i przedmiotów umysłu.</p>
<p>W zachodniej psychologii uważność oznacza pewną jakość psychologiczną, obejmującą ogniskowanie całej uwagi na aktualnych, zmieniających się w czasie przeżyciach, zwracanie uwagi na celowość tego, co się dzieje, bez wydawania osądu na ten temat, i wprawienie się w stan świadomości tego, co właśnie się dzieje, ale pozbawionej osądu i grzebania się w detalach. Celem jest uświadomić sobie i zaakceptować każdą rodzącą się myśl, uczucie czy wrażenie. Grupa wybitnych amerykańskich psychologów [Bishop SR, Lau M, Shapiro S, Carlson L, Anderson ND, Carmody J, Segal ZV, Abbey S, Speca M, Velting D, Devins G (2004). „Mindfulness: A proposed operational definition”. Clin Psychol Sci Pract 11: 230–241] zdefiniowała dwa składniki w tej technice medytacji: samoregulację uwagi, tak, aby utrzymać ją na właśnie przeżywanych doznaniach, a więc rozpoznawać na bieżąco wydarzenia zachodzące w myślach, oraz przyjęcie pewnej szczególnej postawy w stosunku do własnych przeżyć w danym momencie, polegającej na ciekawości, otwartości i akceptacji. Medytacji tego typu można się wyuczyć i istnieje wiele dowodów, że jej wytrenowanie korzystnie i długotrwale poprawia samopoczucie i zdrowie psychiczne. Takie skutki trwające dłużej, niż aktualna medytacja oznaczają, że medytacja musi w jakiś sposób zmieniać mózg.</p>
<p>W ciągu ostatnich trzydziestu lat praktyki medytacyjne wprowadza się do różnych programów terapeutycznych, a liczne spostrzeżenia wskazują, że łagodzą one objawy wielu schorzeń, takich jak chroniczne lęki, depresja, uzależnianie od substancji, zaburzenia w pobieraniu pokarmu (anoreksja, bulimia) czy uporczywe bóle, ogólnie powodując dobre samopoczucie i podnosząc jakość życia. Osoby praktykujące MM rozwijają świadomość zachodzących wokół nich zjawisk, równocześnie przyjmując w stosunku do nich postawę zrozumienia, współczucia i nieosądzania.<br />
Chociaż MM jest coraz częściej stosowana w praktyce klinicznej, niewiele wiadomo było o jej podłożu neurobiologicznym. Jednakże istnieje coraz więcej dowodów na to, że układy nerwowe są sieciami zdolnymi do modyfikacji i nawet w dorosłym mózgu odpowiedni trening może wywołać określone zmiany, także anatomiczne. Zdobywanie abstrakcyjnych informacji, nabywanie sprawności ruchowych i intelektualnych, a nawet aerobik, powodują zwiększenie objętości istoty szarej (czyli liczby neuronów lub ich wypustek) w określonych obszarach mózgu, a taki wzrost istoty szarej odpowiada poprawie funkcjonowania danego obszaru.<br />
Aby definitywnie przekonać się, czy techniki MM zmieniają strukturę mózgu grupa Sary Lazar z Uniwersytetu w Michigan przeprowadziła kontrolowane badania nad tym, jak ośmiotygodniowy kurs redukcji stresu oparty na uważności (Mindfulness-Based Stress Reduction course MBSR) wpływa na dające się obiektywnie zmierzyć zmiany neurobiologiczne mogące leżeć u podstaw zmian cech osobowościowych wywołanych przez MM. Badaniem objęto 16 uczestników kursu oraz grupę osób nieuczestniczących w kursie, którym w tym samym czasie co uczestnikom badano mózg. Mierzonym skutkiem kursu była różnica gęstości istoty szarej oceniana metodą rezonansu magnetycznego przed i po zakończeniu kursu, który obejmował cotygodniowe 2.5 godzinne zajęcia, przy czym w szóstym dniu poświęcono im dodatkowo cały dzień, a ponadto zachęcano do indywidualnych codziennych ćwiczeń. Ćwiczenia miały na celu rozwój zdolności do skupiania uwagi (świadomość przeżywania aktualnej chwili z pozycji współczucia i nie wdawania się w osądy) i obejmowały „skanowanie” ciała, ćwiczenia jogi uważności oraz medytację w postawie siedzącej. W czasie skanowania ciała kolejno obserwuje się „z oddalenia” odczucia z każdego obszaru ciała, kończąc na uświadamianiu sobie ciała jako „skończonej całości”. Joga uważności polega na typowych ćwiczeniach rozciągających i powolnych ruchach skoordynowanych z oddechem, z naciskiem na pełną świadomość przeżycia od ruchu do ruchu, bez nadmiernego wysiłku. Uczestnicy powinni sami uznać, co dla nich jest właściwe i stosować to, nie przekraczając ograniczeń wynikających ze swojego stanu fizycznego. Medytacje na siedząco zaczynają się od uświadomienia odczuć przy oddychaniu i zwracania uwagi na poszczególne doświadczenia zmysłowe – głosy, obrazy, smak, inne doświadczenia cielesne, myśli i emocje. Później kładzie się nacisk na świadomość otwartą, kiedy pole uwagi rozszerza się na wszystko, co znajduje się w świadomości, albo na uświadomienie sobie swej obecności tu i teraz.<br />
Najważniejszym odkryciem Sary Lazar i jej kolegów było wykazanie, że ośmiotygodniowy kurs medytacji MBSR powoduje istotne zmiany w gęstości istoty szarej. Gęstość ta rosła przede wszystkim w lewym hipokampie, ale ponadto w tylnej korze obręczy – obszarze związanym z depresją i bólem, w połączeniu skroniowo-ciemieniowym – szczególnie ważnym dla posiadania teorii umysłu czyli umiejętności przewidywania toku myślenia innych osób, oraz w móżdżku i pewnych jądrach w pniu mózgu.<br />
Hipokamp podejrzewano od dawna o granie głównej roli w pośredniczeniu korzyści z medytacji, ponieważ jest on związany z modulowaniem pobudzenia i reaktywności kory mózgowej. Hipokamp również moduluje emocje i zmiany strukturalne po MM mogą odzwierciedlać poprawę w regulowaniu emocjonalności po medytacji. W przeciwieństwie do tego wzrostu, w wielu sytuacjach patologicznych, takich jak wielka depresja czy zespół stresu pourazowego, gęstość lub objętość hipokampa maleje w wyniku różnych czynników, takich jak nadmiar hormonu stresowego – kortyzolu, utrata komórek glejowych, wywołane stresem deficyty neurotrofin lub zmniejszenie tworzenia nowych neuronów (następujące u człowieka jedynie w hipokampie). Osoby o małym hipokampie mają też większe ryzyko rozwinięcia patologii związanych ze stresem. Hipokamp ma jednak olbrzymie możliwości neuroregulacyjne i spadki jego objętości są odwracalne, na przykład działaniem leków przeciwdepresyjnych.. Ciekawe, czy podobne do nich działania będą miały zmiany objętości hipokampa wywołane medytacją?<br />
Zmiany w odczuwaniu stresu są związane ze zmianami strukturalnymi w zespole jąder migdałowatych. W tej strukturze MM, która jest kuracją przeciwstresową, powoduje wyraźne zmniejszenie gęstości istoty szarej.<br />
Interesującym obszarem reagującym wzrostem gęstości tkanki neuronalnej na MM jest połączenie skroniowo-ciemieniowe (temporal-parietal junction,TPJ), bardzo ważne dla świadomego odczuwania przestrzennej jedności ciała i jaźni, którego uszkodzenia mogą powodować takie patologie, jak out-of-body experience, czyli poczucia obserwacji własnej osoby z zewnątrz. Ponadto TPJ jest związane z poznaniem społecznym – teorią umysłu czyli wnioskowaniem o marzeniach, intencjach i celach innych. Jego aktywność u osób medytujących wzrasta gdy odczuwają empatię. Wywołane przez MM zmiany strukturalne w TPJ mogą być związane ze zwiększonym współczuciem występującym po treningu medytacjiJeszcze inną struktura rozwijająca się pod wpływem MM jest tylna kora obręczy (poosterior cingular cortex, PCC), zaangażowana w ocenie znaczenia bodźca dla własnej osoby i w integracji bodźców odnoszących się do siebie i własnego kontekstu emocjonalnego i autobiograficznego.. Zmiany strukturalne mogą być związane z powtarzaną aktywacją tej okolicy w czasie treningu.<br />
Warto dodać, że hipokamp, TPJ i PCC wraz z przyśrodkową korą przedczołową tworzą sieć podtrzymującą różne formy samoprojekcji, takie jak pamięć przeszłości, myślenie o przyszłości i uwzględnianiu punktu widzenia innych.<br />
Wyraźne punkty zwiększenia istoty szarej poi MM występują także w móżdżku w bocznej części płatu tylnego i kłaczkowato grudkowego oraz w robaku. Przez pewien czas móżdżek uważano jedynie za narząd równowagi, ale obecnie wiemy, że poza dobrze znanymi funkcjami w integracji odczuć zmysłowych, koordynacji i kontroli motorycznej struktura ta pełni również bardzo istotną rolę w regulacji emocji i poznania, a uszkodzenie móżdżku prowadzi do tzw. móżdżkowego zespołu poznawczo-afektywnego. Sugerowano, że móżdżek reguluje szybkość, pojemność, stałość i adekwatność procesów emocjonalnych i poznawczych analogicznie jak reguluje szybkość, siłę, rytm i dokładność ruchów. Ma on więc pełnić rolę automatycznego regulatora zachowania, oscylującego wokół pewnej linii podstawowej. Zmiany obserwowane po medytacji w móżdżku mogą odpowiadać za uzdrawiające zmiany w samopoczuciu.<br />
Jeszcze inne miejsca w mózgu ulegające zmianom znajdują się w pniu mózgu. Zmiany obserwowano w jądrach kluczowych dla zarządzania działaniem mózgu przez tzw. neuroprzekaźniki stanu, wszechobecne modulujące aktywność nerwową aminy biogenne, noradrenaliną i serotoninę – w jądrze sinawym i jądrze szwu mostu, a ponadto w nakrywce mostu oraz czuciowym jądrze trójdzielnym.<br />
Jądro sinawe to miejsce syntezy i uwalniania noradrenaliny, a jadro szwu – serotoniny, Modulacja układu serotoninowego okazała się istotna w leczeniu licznych zaburzeń nastroju i lęku, a system jadra sinawego wydaje się optymizować zachowanie modulując pobudzenie i regulując współgrę pomiędzy tym, co stałe i tym, co plastyczne w odpowiedzi na wymogi środowiska, a także pomiędzy uwagą selektywna i ogólną, przesiewową. Neurony tego systemu są ważne dla różnorakich kognitywnych, afektywnych i innych funkcji behawioralnych i są związane z zaburzeniami takimi, jak depresja, lęk, zaburzenia snu i rytmu dobowego. Jest też jednym z głównych miejsc działania leków przeciwdepresyjnych i odpowiedzi na stres. Badania Sary Lazar maja moim zdaniem olbrzymią wartość poznawczą.<br />
Po pierwsze potwierdzają, że wzrost istoty szarej, a więc tkanki neuronalnej, jest związany z powtarzaną aktywacją odpowiedniego obszaru mózgu, dając neurobiologiczna podbudowie staremu rzymskiemu przysłowiu, że repetitio est mater studiorum. Powtarzając materiał usprawniamy nasz mózg również fizycznie. Może warto zrewidować nasze pogardliwe odnoszenie się do wkuwania na pamięć?<br />
Po drugie potwierdzają przekonywująco, że psychika wpływa na strukturę mózgu, albo bardziej obrazowo – że duch bezpośrednio działa na materię. Nowoczesna neurobiologia dowodzi, że prymitywny materializm jest nie do utrzymania, ale nie daje żadnego argumentu zwolennikom prymatu ducha nad materią. Po prostu wskazuje, że podział na duchowe i materialne jest podziałem sztucznym, a psychika i mózg to dwa aspekty świadomego życia. Czyżby należało powrócić do idei podwójnego aspektu Spinozy?</p>
<p>Po trzecie wykazują, że cywilizacja i kultura Zachodu może i powinna czerpać z doświadczeń, przemyśleń i praktyk Wschodu. Wgląd w psychikę ludzką wielu filozofii wschodnich jest głęboki i może być doskonale wprzęgnięty w nowoczesna, humanistyczną medycynę. Oczywiście jako neurobiolog wciąż uważam, że to neurobiologia tłumaczy medycynę Wschodu, a nie odwrotnie. Stwierdzenie że tak ceniona na Wschodzie medytacja poprawia samopoczucie i zwiększa liczbę komórek nerwowych w obszarach związanych ze zdrowiem umysłowym sugerują, że prawdopodobnym mechanizmem pozytywnego działania medytacji są trwałe zmiany w strukturach mogących podtrzymywać poprawione funkcjonowanie umysłu.<br />
Fakt, że nie znamy dotychczas mechanizmów molekularnych leżących u podłoża neuroplastyczności anatomicznej modyfikowanej przez aktywność psychiczną jest dobrą nowiną, otwiera bowiem wspaniała drogę poszukiwań, które muszą być prowadzone, gdyż znajomość mechanizmów neurobiologicznych terapii behawioralnych – skuteczni uzupełniających farmakoterapię chorób psychicznych – jest nieodzowna dla ich celowego rozwijania i stosowania.</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/medytacja-zmienia-mozg/">Medytacja zmienia mózg</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Metta &#8211; medytacja miłującej dobroci</title>
		<link>https://myway-eu.pl/metta-medytacja-milujacej-dobroci/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[dorota]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 10 Aug 2020 14:03:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Badania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://nowa.myway-eu.pl/metta-medytacja-milujacej-dobroci/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł &#8211; źródło insi.pl To praktyka współczucia dla siebie i innych. Medytacja miłującej dobroci tłumi płynący z empatii ból. Przestajemy odczuwać cierpienie drugiej osoby, a zaczyna zalewać nas fala ciepłych uczuć. Zamiast odrazy okazujemy troskę oraz pomoc. Do Europy i Stanów Zjednoczonych ten rodzaj praktyki medytacyjnej został sprowadzony z Indii i Birmy. W USA orędowniczką metty&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/metta-medytacja-milujacej-dobroci/">Metta &#8211; medytacja miłującej dobroci</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-918" src="http://myway-eu.pl/wp-content/uploads/2020/08/med-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></p>
<p>Artykuł &#8211; źródło insi.pl</p>
<p><strong>To praktyka współczucia dla siebie i innych. Medytacja miłującej dobroci tłumi płynący z empatii ból. Przestajemy odczuwać cierpienie drugiej osoby, a zaczyna zalewać nas fala ciepłych uczuć. Zamiast odrazy okazujemy troskę oraz pomoc.</p>
<p></strong>Do Europy i Stanów Zjednoczonych ten rodzaj praktyki medytacyjnej został sprowadzony z Indii i Birmy. W USA orędowniczką metty była w latach 70. Sharin Salzberg, która po powrocie z Bliskiego Wschodu, razem z Josephem Goldsteinem (którego poznała z birmańskiej viharze) założyła Insight Meditation Society w stanie Massachusetts. Tam Amerykanie zaczęli uczyć się medytacji miłującej dobroci.</p>
<p>Z języka pali słowo <em>metta </em>tłumaczymy jako „miłująca dobroć”. Jest to postawa bezwarunkowej dobroci i dobrej woli – odmiana miłości, zbliżonej do greckiej <em>agape</em>. <strong>W praktyce tej medytacji w milczeniu powtarza się w myślach takie formuły jak: „Abym była bezpieczna”, „Abym była zdrowa”, „Aby moje życie toczyło się łatwo”.</strong> Najpierw wypowiadamy te życzenia we własnej intencji, następnie w intencji bliskich, a potem w intencji wszystkich istot – nawet tych, które są dla nas trudne albo które nas skrzywdziły.</p>
<h2><strong>Samowspółczucie kontra samokrytycyzm</strong></h2>
<p><strong>Praktyka miłującej dobroci często obejmuje współczujące pragnienie, żeby cała ludzkość uwolniła się od wszelkiego cierpienia.</strong> Jak zauważył Dalajlama – po angielsku <em>współczucie</em> oznacza pragnienie dobra dla innych, nie dla samego siebie, natomiast w jego ojczystym języku tybetańskim oraz w sanskrycie pojęcie współczucia wskazuje na pragnienie dobra zarówno dla innych, jak i dla siebie samego. Dlatego zauważono potrzebę, żeby w językach zachodnich powstało nowe pojęcie, które oznaczałoby współczucie wobec siebie samego.</p>
<p>Takie właśnie pojęcie <em>self-compassion, </em>czyli samowspółczucie, weszło do języka psychologii, kiedy Kristin Neff, psycholożka z University of Texas w Austin opublikowała swoje badania na jego temat. Jej definicja tego pojęcia oznacza bycie wobec siebie dobrym, a nie samokrytycznym, traktowanie własnych błędów i niepowodzeń jako rzeczy ludzkiej, a nie osobistej wady. Obejmuje również umiejętność dostrzegania swoich słabych stron bez nadmiernego koncentrowania się na nich.</p>
<p><strong>Przeciwieństwem samowspółczucia jest postawa samokrytyki, często spotykana na przykład u osób chorujących na depresję.</strong> Miłująca dobroć skierowana do siebie podczas medytacji pomaga w przypadku tej choroby. Badania naukowe izraelskich psychologów są dowodem na to, że nauka medytacji miłującej dobroci u osób szczególnie podatnych na samokrytykę zmniejszyła ilość surowych oceniających myśli oraz podniosła współczucie wobec siebie, a także empatię okazywanej innym.</p>
<h2><strong>Metta – Czym jest empatia?</strong></h2>
<p>Badania neurologiczne mówią o trzech rodzajach empatii. <strong>Empatia kognitywna</strong> pozwala zrozumieć, jak myśli druga osoba, rozumiemy wówczas jej perspektywę. Dzięki <strong>empatii emocjonalnej</strong> wczuwamy się w czyjeś uczucia. Jej oznaką jest odczuwanie we własnym ciele cierpienia, które doznaje inny człowiek. Z tego powodu bywa, że dystansujemy się od uczuć drugiej osoby i hamujemy okazywanie empatii. Nie patrzymy na bezdomnych, wyłączamy programy pokazujące drastyczne wydarzenia, omijamy schroniska dla zwierząt, nie rozmawiamy z ludźmi, których dotknęło nieszczęście. Tymczasem współczucie zaczyna się od zaakceptowania tego, co się dzieje – jest to pierwszy konieczny krok, żeby móc udzielić pomocy. <strong>Trzeci rodzaj empatii leży u źródła współczucia </strong>– to poczucie, że zależy nam na dobru drugiej osoby i zrobimy wiele, żeby jej pomóc. Kultywowanie miłującej dobroci wzmacnia ostatnią postać empatii.</p>
<figure class="wp-block-image size-large"></figure>
<h2>Metta – <strong>Bardziej skłonni do pomocy</strong></h2>
<p>W swoich różnych wariantach praktyka miłującej dobroci stała się jedną z najlepiej przebadanych naukowo form medytacji współczucia – czytamy w książce Daniela Golemana i Richarda J. Davidsona <em>„Trwała przemiana. Co nauka mówi o tym, jak medytacja zmienia umysł i ciało”</em>.</p>
<p>Badanie przeprowadzone w Instytucie Plancka w Lipsku pokazało, że medytowanie miłującej dobroci już po 8 godzinach praktyki zmienia aktywność mózgu. Przed przeszkoleniem uczestnicy eksperymentu, w odpowiedzi na pokazanie im zdjęć ukazujących cierpienie, odczuwali je sami. Wywoływało to u nich negatywne odczucia. <strong>Po nauce wzbudzania współczucia w ich mózgach uruchomiły się zupełnie inne obszary – te odpowiadające za miłość rodzicielską. </strong>W ten sposób odczuwając, przesuwamy się po spektrum reakcji od zauważenia problemu do zareagowania i udzielenia pomocy. Mózg na poziomie neuronalnym jest bardziej skłonny do okazania dobroci i podjęcia konkretnych kroków, aby ruszyć z pomocą.</p>
<p>Naukowcy sprawdzili, czy dzieje się to w rzeczywistości. Wynik badań? Osoby, które przeszły szkolenie współczucia dawały potrzebującym niemal dwa razy więcej pieniędzy niż druga grupa, którą tylko poinstruowano, jak zmienić nastawienie do własnych uczuć. Mózgi osób z pierwszej grupy wykazywały zwiększoną aktywność obszarów odpowiadających za uwagę, perspektywę oraz pozytywne uczucia. Im ta aktywność była silniejsza, tym bardziej altruistyczne było ich zachowanie.</p>
<p><strong>Fala ciepłych uczuć oraz małe akty dobroci są zapowiedzią większych zmian aktywności mózgowej, którzy praktykują współczucie przez wiele tygodni, miesięcy albo i lat.</strong></p>
<h2>Metta – <strong>Opiekuńczość zamiast lęku</strong></h2>
<p>Różne formy mentalnego treningu kształtują mózg na różne sposoby. Podczas praktyki współczucia podnosi się siła reakcji ciała migdałowatego, które sygnalizuje ważne elementy w otoczeniu, na przykład cierpienie drugiego człowieka. Zbadano, że u osób długo praktykujących miłującą dobroć ciało migdałowate silniej reaguje na niepokojące odgłosy, na przykład krzyk kobiety. Ale – co ważne – nie lękiem, gniewem czy nerwowym rozproszeniem, tylko silną koncentracją i gotowością do działania.</p>
<p><strong>Sprawdzono, że trzymiesięczna intensywna sesja miłującej dobroci po 7 latach zaowocowała spokojną współczującą reakcją na cudze cierpienie, a nie odrazą (co jest typową reakcją u ludzi). </strong>Empatyczna reakcja na ludzkie cierpienie uruchamia w nas coś w rodzaju neuronalnego alarmu, który natychmiast dostraja nas do cudzego cierpienia i zwraca uwagę na obecność zagrożenia. Jednak współczucie – rozumiane jako poczucie troski wobec cudzego cierpienia – uruchamia w mózgu zupełnie inne obszary, a mianowicie te, które odpowiadają za uczucia ciepła, miłości i opiekuńczości.</p>
<p><strong>Współczucie tłumi płynący z empatii ból</strong>, a odczuwane są – przyjemność (uaktywnia się hormonalny mechanizm nagrody, który także pojawia się także, gdy wykonujemy kreatywne zajęcia lub relaksujemy się), przynależność do grupy oraz odporność psychiczna. Pod wpływem praktyki miłującej dobroci aktywuje się nie tylko współczucie, ale też poczucie szczęścia i radości, a to za sprawą oddziaływania na korę przedczołową, która zwykle wzbudza w nas krytyczne myśli i zachowawcze reakcje. Po ćwiczeniu medytacji stajemy się bardziej odprężeni, zadowoleni i altruistyczni. Zaobserwowano także, że osoby, które medytują współczucie, z biegiem czasu praktyki szybciej wracają do równowagi po reakcji stresowej, a wzmacnianie współczucia przychodzi im znacznie łatwiej.</p>
<h2><strong>Ciało migdałowate – klucz do dobroci</strong></h2>
<p>Naukowcy są zdania, że kultywowanie współczucia uruchamia w mózgu pewne „biologiczne gotowce”, czyli zaprogramowaną gotowość do opanowania danej umiejętności. Można porównać to do szybkiej nauki mówienia czy chodzenia u dzieci. <strong>Wygląda na to, że jesteśmy zaprogramowani do nauki miłości. </strong>Zawdzięczamy to w dużej mierze obszarom mózgu, które odpowiadają za troskę o innych, są to zwłaszcza sieci neuronów w ciele migdałowatym. Żeby wzmocnić te siatki połączeń, wystarczy szkolenie ze współczucia. Honorowi dawcy, którzy oddali nerkę nieznajomej sobie potrzebującej przeszczepu, mają większe niż przeciętnie prawe ciało migdałowate. Ten obszar pobudza się, gdy wczuwamy się w położenie osoby cierpiącej.</p>
<figure class="wp-block-image size-large"></figure>
<h2><strong>Jak działa metta w porównaniu z innymi praktykami</strong></h2>
<p>W Instytucie Nauk Kognitywnych i Neurobiologii im. Maxa Plancka w Lipsku Tania Signer przeprowadziła badania naukowe poświęcone medytacji, żeby sprawdzić, w jaki sposób działa na zdrowe cechy umysłu – koncentrację, uważność, perspektywę, empatię i współczucie. 300 ochotników przez jedenaście miesięcy podejmowało różne rodzaje praktyki kontemplacyjnej w trzech kilkumiesięcznych blokach. W badaniu wzięła też udział grupa porównawcza, która nie uczestniczyła w treningu medytacji, ale poddawała się tym samym testom.</p>
<p>Okazało się, że praktyka uważności koncentrująca się na oddechu i wczuwaniu w sygnały płynące z ciała (mindfullness) ogranicza błądzenie myśli i zwiększa świadomość ciała. Obserwowanie myśli podnosi poziom metaświadomości, kiedy jesteśmy uważni na to co myślimy, czujemy, jak reagujemy. Za to medytacja miłującej dobroci podnosi poziom ciepłych myśli i uczuć wobec innych. Zatem – jeśli ktoś pragnie skutecznie wzmocnić w sobie uczucia dobroci, należy praktykować właśnie tę, a nie inne formy medytacji.</p>
<p class="has-text-align-right"><em><strong>redakcja INSI</strong></em></p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/metta-medytacja-milujacej-dobroci/">Metta &#8211; medytacja miłującej dobroci</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Techniki mindfulness pomagają dbać o miłość</title>
		<link>https://myway-eu.pl/techniki-mindfulness-pomagaja-dbac-o-milosc/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[dorota]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 19 Feb 2020 16:30:26 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Badania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://nowa.myway-eu.pl/techniki-mindfulness-pomagaja-dbac-o-milosc/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jak dbać o miłość? Przydadzą się techniki mindfulness 20.01.2020 &#124; autor: Ewa Mukoid z Magazyn Coaching &#160; Uważność w miłości to sztuka pamiętania, a przynajmniej zdolność przypominania sobie na zawołanie, że kocham tego człowieka, że jest dla mnie bardzo bardzo ważny. &#160; Mindfulness to nie jest życie chwilą. Mindfulness to umiejętność świadomego zatrzymania się i zwrócenia uwagi, że&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/techniki-mindfulness-pomagaja-dbac-o-milosc/">Techniki mindfulness pomagają dbać o miłość</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-754" src="http://myway-eu.pl/wp-content/uploads/2020/02/jak-dbac-o-milosc-przydadza-sie-techniki-mindfulness-300x200.jpeg" alt="" width="300" height="200" /></p>
<p><strong>Jak dbać o miłość? Przydadzą się techniki mindfulness</strong></p>
<p>20.01.2020 |</p>
<p>autor: <a href="https://www.focus.pl/user/ewa-mukoid">Ewa Mukoid</a> z Magazyn Coaching</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Uważność w miłości to sztuka pamiętania, a przynajmniej zdolność przypominania sobie na zawołanie, że kocham tego człowieka, że jest dla mnie bardzo bardzo ważny.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Mindfulness to nie jest życie chwilą. <strong>Mindfulness to umiejętność świadomego zatrzymania się i zwrócenia uwagi, że chwila, którą żyjesz, zaraz minie.</strong> Z reguły łączy się z odczuciem radości i pełni, dostrzeżeniem głębszego sensu czy też przynależności do czegoś większego i wspanialszego niż zwyczajna gonitwa pośród codziennych spraw i niepokojów.</p>
<p>Kiedy jesteśmy zakochani, kiedy rodzi nam się dziecko, lub kiedy czujemy, że wkrótce możemy na zawsze stracić kogoś najbliższego (rodzica, przyjaciela… ), wówczas to uczucie miłości jest tak wszechogarniające, że nie pozwala o sobie zapomnieć. Żyjemy wtedy na najwyższych obrotach, a ukochanej osobie spontanicznie i bezgraniczne poświęcamy całą naszą uwagę i troskę.</p>
<p>Zupełnie inaczej jest, kiedy zamiast euforii początku lub katharsis końca zmagamy się ze zwykłą codziennością: marudzącym przedszkolakiem, nieznośnym nastolatkiem, roztargnioną żoną, niezaradnym mężem, wymagającą matką, narzekającym ojcem, zajmującym nasz czas przyjacielem, oczekującą wsparcia przyjaciółką… Naszą najczęstszą reakcją jest zniecierpliwienie. Zaprzeczenie miłości i jej cichy zabójca.</p>
<p>Co możesz zrobić, a raczej robić, aby nie pozwolić, by twoją miłość zabiła codzienność? Proponuję kilka ćwiczeń uważnej miłości. Możesz złożyć z nich warsztat na każdy dzień, możesz wykorzystywać je oddzielnie, kiedy tylko odczujesz taką potrzebę. Być może w pewnym momencie zauważysz, że ich stosowanie weszło ci w krew, a twoja miłość zyskała wymiar głębi mindfulness.</p>
<ol>
<li><strong> PORANEK UWAŻNEJ MIŁOŚCI</strong></li>
</ol>
<p>Rano, zaraz gdy wstaniesz, także wtedy, gdy on/ona jeszcze śpi, delikatnie pocałuj go/ją na „dzień dobry”, spojrzyj z czułością i poczuj jak najpełniej: to jest osoba, którą kochasz. Takie rozpoczęcie dnia będzie dla każdego z was zapowiedzią czasu pod znakiem dobrej miłości. Będzie wzmocnieniem w trudniejszych chwilach i przypomnieniem tego, co dla was ważne.</p>
<p>→ Nie musisz budzić ze snu ukochanej osoby.<br />
Twoje uczucie dotrze do niej bez udziału jej świadomości. Przekaz będzie nawet mocniejszy &#8211; wykorzysta pozaświadome kanały somatyczne, poprzez które ciało i zmysły kontaktują się z mózgiem (bez udziału racjonalnego przetwarzania bodźców). Wystarczy do tego odpowiednie skupienie twojej świadomości, kiedy twoje usta dotykają drogiej ci osoby.</p>
<p>→ A jeśli nie mieszkacie (już, jeszcze) razem lub jeśli któreś z was na pewien czas musiało wyjechać, pamiętaj, żeby każdego dnia twoją pierwszą i najważniejszą poranną czynnością było wysłanie smsa/wiadomości, w którym wyrazisz swoją miłość i swoją tęsknotę oraz przekażesz – najlepiej jak potrafisz lub najlepiej jak to w tym momencie jest możliwe – swoje życzenia dobrego dnia. To może być tekst dłuższy lub krótszy, to może być jedno słowo, to może być nawet tylko emotikon. Ważne jest, by pisząc wyraźnie uświadomić sobie swoje uczucia i aby odczuwać miłość całą swoją osobą.</p>
<ol start="2">
<li><strong> SKUPIANIE ŚWIADOMOŚCI</strong></li>
</ol>
<p>W normalnym stanie codziennych czynności i odczuć twoja świadomość pozostaje rozproszona. Można wręcz powiedzieć, że jest nieobecna. Niektórzy nazywają to trybem automatycznego pilota.</p>
<p>Automatycznie reagujesz na to, co się przydarza. Cieszysz się, gdy coś sprawia ci przyjemność, złościsz się, gdy coś „cię złości”. Prawą ręką (jeśli jesteś praworęczny/a) piszesz i podnosisz do ust łyżkę także prawą dłoń (nawet gdy nie jesteś praworęczny) podajesz, by się przywitać. Jeździsz lub chodzisz znanymi sobie trasami, używasz słów, nie zastanawiając się nad ich znaczeniem. Także nie zastanawiasz się nad tym, czy kogoś lubisz czy nie ani z jakiego powodu. Jeśli kogoś lubisz, z łatwością usprawiedliwiasz potknięcia tej osoby. Jeśli do kogoś czujesz niechęć, cokolwiek zrobi lub powie, wywołuje twoją irytację i sprzeciw. Czy na pewno i czy zawsze? Otóż nie.</p>
<p>Są pewne słowa, pewne zachowania czy pewne sytuacje, na które twój automatyczny pilot reaguje pozytywnie lub negatywnie bez względu na to, kto jest ich autorem czy kto w nich uczestniczy. Na przykład: gdy czujesz głód lub pragnienie, nie potrafisz cierpliwie wysłuchać niczyich opowieści. Lub gdy ktokolwiek mówi ci „musisz to lub  tamto”, budzi się w tobie złość i przekora.</p>
<p><strong>Skupienie świadomości oznacza wysiłek &#8211; nie pozwalasz automatycznemu pilotowi przejmować kontroli nad twoimi reakcjami. Jak to zrobić? Zatrzymać się!</strong></p>
<p>→ Zamiast reagować spontanicznie, weź głęboki oddech, który uspokoi twoje wzburzone emocje lub automatyczne odruchy.</p>
<p>→ Następnie świadomie skieruj swoją uwagę na to, co świadomie uważasz za najważniejsze.</p>
<p>→ Świadomość, która nie błądzi, nie dopuszcza do siebie rozpraszających bodźców (zarówno zewnętrznych np. słów, sytuacji, jak i wewnętrznych np. myśli, wspomnień, emocji). Nabiera mocy, którą można porównać do siły wiatru w elektrowni wiatrowej czy promieni słonecznych skupionych w soczewce. Skupienie sprawia, że cała twoja umysłowa, emocjonalna i cielesna energia koncentruje się w jedną wiązkę. Ty niejako stajesz się tą wiązką.</p>
<p>→ Na czym polega to niesamowite zjawisko, że jesteś w stanie tę energię przekazać komuś innemu? Tego na razie nauka nie wie. Fakt, że możemy to zaobserwować w otaczającej nas rzeczywistości. Spróbuj! Za pierwszym razem nie musi się udać, jednak nauka czyni mistrza!</p>
<ol start="3">
<li><strong> ODCZUWANIE MIŁOŚCI CAŁĄ SWOJĄ OSOBĄ</strong></li>
</ol>
<p>Odczuwanie miłości całą swoją osobą to doświadczenie komplementarne do poprzedniego. Gdy je opanujesz, pozwoli ci wysyłać do ukochanej osoby skupione i potężne przekazy miłości (a nie, dajmy na to, żalu, smutku, zazdrości czy niepokoju). Niektórzy ludzie nie potrafią panować nad swoimi emocjami. Najczęściej „nie potrafią” oznacza „nie chcą”. Czasem bywa to wynikiem tak zwanej nieświadomej niekompetencji, czyli takiego stanu, kiedy po prostu nie wiedzą, że nad emocjami da się zapanować oraz że jest to pewna umiejętność, której można się nauczyć.</p>
<p><strong>PULS KRWI</strong></p>
<p>Poczuj ją tam, gdzie najczęściej się ją odczuwa – w sercu. Połóż dłoń na klatce piersiowej po lewej stronie i wsłuchaj się w rytm swojego serca. Poczuj jak bije ono miłością. Potem przyłóż złączone palce prawej dłoni na przegubie dłoni lewej, jak do mierzenia pulsu. W każdym przepływie krwi pulsującej w rytm bicia serca dosłysz puls twojej miłości; z każdym przepływem, odczuj jak twoja miłość rośnie i wzmacnia się. Pozwól sobie na to doświadczanie tak długo, aż moc twojej miłości osiągnie zenit.</p>
<p><strong>WNĘTRZNOŚCI</strong></p>
<p>Teraz poczuj swoją miłość w brzuchu, tam gdzie siedlisko mają najbardziej nieświadome impulsy twojego organizmu i twojego odczuwania. Miliony mikroorganizmów zasiedlających twój przewód pokarmowy mogą być twoim sprzymierzeńcami lub przeciwnikami. Pomyśl, a raczej poczuj, że nawet to, co w tobie najbardziej obce, także jest miłością. Równocześnie zaproś to, co w tobie najbardziej intymne i najbardziej ukryte, aby pomogło ci rozświetlić i wydobyć na jaw całą twoją miłość. Tam gdzieś, w głębi ciebie, może czaić się strach, podejrzliwość, niepewność. Niech twoja mocna miłość przekona je, by ją wspierały.</p>
<p><strong>MIEJSCA INTYMNE</strong></p>
<p>Teraz zejdź niżej, do twoich organów płciowych. Daj sobie pełne prawo, by poczuć w nich rozkosz miłości. A jeśli miłość, która teraz cię zaprząta, nie jest miłością erotyczną – po prostu poczuj, że nie tu jest jej miejsce, lecz zarazem, że nic z tego miejsca jej nie zagraża. Z niczym nie musi konkurować ani się ścierać.</p>
<p><strong>NOGI</strong><br />
Zejdź jeszcze niżej, do nóg. Poczuj jakie są mocne, jak mocno stoją na ziemi. Poczuj, jak solidne oparcie dają twojej miłości, jak ją ugruntowują, zakorzeniają w gruncie. Wiążą z tym, co jest podstawą życia – ziemią.</p>
<p><strong>STOPY</strong><br />
A kiedy będziesz odczuwać pewność postawy swoich stóp, poczuj zarazem ich lekkość i zwinność. Poczuj, że kiedy zechcesz lub kiedy poczujesz taką potrzebę, uniosą ciebie i twoją miłość tam, gdzie będzie wam dobrze i bezpiecznie.</p>
<p><strong>RĘCE</strong><br />
Zwróć jeszcze uwagę na swoje ramiona i dłonie. Poczuj, jak obejmujesz nimi swoją miłość, jak ją pieścisz. Poczuj, jak delikatnie ją dotykasz i delektuj się tym odczuciem.</p>
<p><strong>GŁOWA</strong><br />
Potem przejdź w górę, do głowy. Oczami zobacz swoją miłość i jej piękno. Uszami usłysz jej głos, wsłuchaj się w to, co ci mówi. Nozdrzami poczuj jej specyficzny zapach. A teraz przetraw to i zakoduj w swoim mózgu-umyśle-intelekcie.</p>
<p><strong>SERCE</strong><br />
I na koniec jeszcze raz wróć do serca. Poczuj, jakie jest mądre, mocne i dzielne. Całym sercem i całą swoją osobą, duchem i ciałem, ciesz się swoją miłością.</p>
<ol start="4">
<li><strong> DOSTROJENIE &#8211; ODDECH</strong></li>
</ol>
<p>Na co dzień nie za uważamy własnego oddechu. W praktyce mindfulness, czyli życiu uważnym, życiu świadomym siebie – oddech jest w centrum uwagi.</p>
<p>Może zdarza ci się (bo większości z nas się to zdarza), że nie rozumiesz osoby, którą kochasz. Innymi słowy: nie potrafisz się z nią porozumieć. Wszystko idzie nie tak, jak gdybyście nadawali na odmiennych falach, używali różnych języków, w wyniku czego oddalacie się od siebie. Zwłaszcza w tych sytuacjach zwróć uwagę na oddech.</p>
<p>Już wiesz, że najlepszym zachowaniem będzie zatrzymać się i świadomie spowolnić i pogłębić oddychanie, aż poczujesz spokój i na nowo będziesz mógł/mogła przejąć kontrolę nad swoimi reakcjami. To wstęp do ćwiczenia dostrojenia oddechu.</p>
<p>Celem dostrajania oddechu jest porozumienie i zrozumienie – możesz stosować go w każdej sytuacji, kiedy chcesz lepiej komunikować się z innymi ludźmi, a już koniecznie wtedy, kiedy chodzi o dobrą komunikację z osobą, którą kochasz.</p>
<p>→ Posłuchaj jej oddechu, znajdź i poczuj jego rytm. Świadomie postaraj się dostosować rytm swojego oddechu do jej oddechu.</p>
<p>→ Dostosuj także głębokość oddychania. Jeśli ci to pomoże, możesz przyjąć pozycję ciała podobną do niej – nie chodzi jednak o to, co potocznie stosują techniki oparte na mowie ciała. Chodzi o to, by wasze oddechy były ze sobą dostrojone.</p>
<p>→ Gdy to osiągniesz, po prostu kontynuuj!</p>
<p>→ I to wszystko? Tak, to wszystko. Po krótszej lub dłuższej chwili zauważysz, jak zaczynasz rozumieć tę osobę, jak znajdujesz odpowiednie słowa, gesty lub… milczenie czy bezruch, które sprawiają, że i ona zacznie odczuwać wasze porozumienie.</p>
<p>Czasami nie trzeba nic mówić, wspólne oddychanie wystarczy. Czasami koniecznie trzeba coś sobie powiedzieć, wyjaśnić, o coś poprosić, za coś przeprosić, za coś podziękować – wtedy poprzedź te słowa dostrojeniem oddechu. Potem możesz wytłumaczyć kochanej osobie jak to działa. Będzie działać jeszcze lepiej i jeszcze skuteczniej, gdy zaczniecie wspólnie dostrajać do siebie wasze oddechy.</p>
<ol start="5">
<li><strong> ZAPANUJ NAD EMOCJAMI</strong></li>
</ol>
<p>Zwróć uwagę na ten moment, w którym emocje zaczynają nad tobą panować. To początek procesu utraty świadomego kierowania sobą i swoim życiem. <strong>Pamiętaj, że nie ma dobrych czy złych emocji: każdą można wykorzystać w dobry lub zły sposób. </strong>Jednak aby móc ją wykorzystać, trzeba potrafić nad nią panować, a nie pozwolić, by to ona panowała nad tobą.</p>
<p>→ Kiedy rozpoznasz zwiastuny, które prowadzą do przejęcia kontroli nad tobą niechcianej emocji, zatrzymaj ją! Tu ponownie najprostszym i najskuteczniejszym narzędziem jest oddech.</p>
<p>→ Weź powolny, głęboki oddech. Potem zrób długi wydech, tak aby możliwie całe powietrze zgromadzone w twoich płucach wyszło na zewnątrz. Wraz z nim wyjdą emocje, które były w tobie.</p>
<p>→ Jeśli to nie zadziała – powtórz raz jeszcze te czynności: powolny głęboki wdech, a potem jak najpełniejszy wydech.</p>
<p>→ Jeśli trzeba – powtarzaj dalej, aż do skutku. A skutek nastąpi na pewno: biologicznie jest niemożliwe równoczesne powolne głębokie oddychanie i pozostawanie pod wpływem silnych emocji.</p>
<p>→ Kiedy uspokoisz swój oddech, a wraz z nim swoje emocje tak, że potrafisz świadomie kierować sobą, skieruj całą moc swojej uwagę na miłość.</p>
<ol start="6">
<li><strong> MAGIA SPOTKANIA</strong></li>
</ol>
<p>Jeśli kiedyś zainteresujesz się filozofią miłości, z pewnością zauważysz jak wiele miejsca zajmuje w niej zagadnienie spotkania. W jej rozumieniu spotkanie oznacza nadzwyczajne wydarzenie – kiedy dwie osoby zwracają na siebie specjalną uwagę i wzajemnie zaczynają być dla siebie.</p>
<p>W praktycznej perspektywie mindfulness uważna miłość jest nieustannym spotkaniem. Wydarzeniem, które równie dobrze mogło się nie odbyć, więc skoro jednak ma miejsce, należy mu się wdzięczność i specjalne traktowanie.</p>
<p>Przypomnij sobie pierwsze spotkania ze swoją miłością: wyjątkowość pierwszej randki, pierwszego wyznania, pierwszego zbliżenia, cud wiadomości o tym, że narodzi się wasze dziecko, jego przywitanie na świecie; pierwszy uśmiech, pierwsze słowa. Albo początki przyjaźni, kiedy ze zdumieniem w pierwszych spotkaniach, w sposób niezaplanowany i nieuporządkowany, odkrywacie siebie i waszą bliskość. A potem następuje normalność. Dziecko rozwija się, namiętność zamienia się w oczywistość a przyjaźń w oczekiwanie wzajemnych usług.</p>
<p><strong>Uważna miłość zawsze świętuje i docenia spotkanie jako dar i niespodziankę, która przydarza się, choć równie dobrze mogłaby się nie przydarzyć.</strong> Czuje i wyraża wdzięczność i zachwyt, celebruje radość, która mu towarzyszy. Otacza spotkanie opieką, by nic go nie zakłóciło, dba o jego atmosferę, by była wyjątkowa.</p>
<p><strong>ZAPROSZENIE DO SPOTKANIA</strong><br />
W wielu językach istnieje znaczeniowa różnica między słowem oznaczającym przypadkowe spotkanie a spotkanie zorganizowane, zaplanowanie. Tej różnicy nie mamy w języku polskim. Tym bardziej przecież możemy korzystać z zaproszenia do spotkania jako pewnego rodzaju niewiadomej – niespodzianki, którą mamy okazję wypełnić własną wyjątkową treścią.</p>
<p>Potrenuj odczuwanie i okazywanie wdzięczności za spotkanie, które wam się zdarza, aż stanie się stałym elementem twojej uważnej miłości.</p>
<ol>
<li>Bez względu na to, czy wasze spotkanie było zaplanowanie, czy jest wynikiem przypadku, zdaj sobie sprawę z tego, że mogło nie nastąpić. Poczuj możliwość straty – frustracji, gdyby to spotkanie nie nastąpiło.</li>
<li>Skoro jednak nastąpiło, poczuj wdzięczność: do losu, że to umożliwił, do ukochanej osoby, że bierze w nim udział, do siebie, że jesteś tutaj z nią, choć równie dobrze mogłeś/łaś być gdzie indziej z kim innym.</li>
<li>Wyraź swoją wdzięczność i swoją radość ze spotkania najlepiej i najmocniej jak potrafisz – wciąż pamiętając, że mogło do niego nie dojść, że może być waszym ostatnim spotkaniem, że drugi raz takie samo nigdy więcej się nie powtórzy…</li>
</ol>
<p>4.To mogą być słowa, pocałunki, uściski – zrób to jak chcesz, byle w zrozumiały dla odbiorcy sposób. Nie każ mu zgadywać czy podejrzewać; daj wyraźnie znać, że to spotkanie napełnia cię radością i że jest to chwila uprzywilejowana, nic lepszego w życiu nie mogło cię teraz spotkać.</p>
<ol start="5">
<li>Bądź! Odczuwaj miłość całą swoją osobą. Skup na niej swoją świadomość. Doceniaj i celebruj. Z czułością i troskliwością – buduj dla siebie i dla osoby, którą kochasz kapitał na czas, który może nadejść w każdej chwili: czas pożegnania i rozstania.</li>
</ol>
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/techniki-mindfulness-pomagaja-dbac-o-milosc/">Techniki mindfulness pomagają dbać o miłość</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wdzięczność odmienia serce i wpływa na struktury molekularne mózgu</title>
		<link>https://myway-eu.pl/wdziecznosc-odmienia-serce-i-wplywa-na-struktury-molekularne-mozgu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[dorota]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 19 Feb 2020 16:17:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Badania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://nowa.myway-eu.pl/wdziecznosc-odmienia-serce-i-wplywa-na-struktury-molekularne-mozgu/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wdzięczność odmienia serce i wpływa struktury molekularne mózgu 24 MARCA 2019 https://sekrety-zdrowia.org/wdziecznosc-zdrowie-mozg-serce/ Wdzięczność jest czymś więcej niż największą cnotą. Jest matką wszystkich cnót pisał rzymski filozof Cyceron. O tym jak ważne jest uczucie wdzięczności mówią wszystkie święte księgi i stare systemy filozoficzne. Wielcy mistrzowie duchowi, uzdrowiciele i lekarze medycyny wschodniej przekonują, że warto praktykować wdzięczność&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/wdziecznosc-odmienia-serce-i-wplywa-na-struktury-molekularne-mozgu/">Wdzięczność odmienia serce i wpływa na struktury molekularne mózgu</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-752" src="http://myway-eu.pl/wp-content/uploads/2020/02/Obraz1-300x169.png" alt="" width="300" height="169" /></p>
<p>Wdzięczność odmienia serce i wpływa struktury molekularne mózgu</p>
<p>24 MARCA 2019</p>
<p><a href="https://sekrety-zdrowia.org/wdziecznosc-zdrowie-mozg-serce/">https://sekrety-zdrowia.org/wdziecznosc-zdrowie-mozg-serce/</a></p>
<p><em>Wdzięczność jest czymś więcej niż największą cnotą.</em><em><br />
Jest matką wszystkich cnót</em></p>
<p>pisał rzymski filozof Cyceron. O tym jak ważne jest uczucie wdzięczności mówią wszystkie święte księgi i stare systemy filozoficzne.</p>
<p>Wielcy mistrzowie duchowi, uzdrowiciele i lekarze medycyny wschodniej przekonują, że warto praktykować wdzięczność dla zdrowia duszy i ciała. Huna, starożytna wiedza Polinezyjczyków uczyła wdzięczności i błogosławienia wszystkiego, cokolwiek chcieliśmy mieć.</p>
<p>W kulturze zachodniej traktujemy temat z przymrożeniem oka. Słowo dziękuję traktujemy traktujemy powierzchownie.</p>
<p><strong>Czym jest wdzięczność ?</strong></p>
<p>Instynktownie wiemy czym jest wdzięczność,  ale mamy trudności ze zdefiniowaniem. Czy to emocja, cnota, zachowanie?</p>
<p>Każdy z nas inaczej traktuje wdzięczność. Są miejsca na ziemi gdzie ludzie są naprawdę wdzięczni za kawałek chleba czy szklankę czystej wody. Tymczasem my mając dach nad głową, wodę w kranie i dosyć jedzenia narzekamy. Mamy wszystko co potrzebne do życia a jednak nie potrafimy się z tego cieszyć.</p>
<p>Skupiamy się na niedoborach, ciągle pragniemy czegoś więcej. Tylko że zdobywanie dóbr materialnych nie jest kluczem do szczęścia. Nowe buty, sukienka, samochód mogą sprawić chwilową przyjemność. Szczęścia, które jest stanem wewnętrznym w ten sposób nie osiągniemy. Okazując wdzięczność – już tak.</p>
<p>Zbawienna moc wdzięczności</p>
<p>Uczuciem wdzięczności zajęła się nauka. Okazało się, że wypływa ono dosłownie na strukturę molekularną mózgu i serce.</p>
<p>Badania przeprowadzono między innymi  w UCLA . Wykazały one wykazano, że uczucie wdzięczności ma bezpośredni wpływ na strukturę molekularną mózgu.</p>
<ul>
<li>Poprawia funkcjonowanie substancji szarej w mózgu</li>
<li>Pozytywnie wpływa na centralny układ nerwowy.</li>
<li>Czyni nas szczęśliwymi i zdrowszymi.</li>
<li>Odczuwając wdzięczność jesteśmy spokojniejsi</li>
<li>Bardziej odporni i mamy lepsze samopoczucie. <strong><a href="http://newsroom.ucla.edu/stories/gratitude-249167">[1]</a></strong></li>
</ul>
<p>Osoby, które potrafią odczuwać wdzięczność są znacznie bardziej szczęśliwe i rzadziej zapadają na depresje. W jednym z badań wzięło udział 300 dorosłych z problemami psychicznymi, w tym osoby cierpiące na nerwicę lękową i depresję. Ochotników, którzy otrzymali wsparcie terapeutyczne, podzielono ich na 3 grupy.</p>
<ul>
<li>Osoby z pierwszej grupy miały 3 tygodnie notować powody do wdzięczności</li>
<li>Druga grupa zapisywała emocje i negatywne doświadczenia</li>
<li>Trzecia grupa nie prowadziła notatek</li>
</ul>
<p>Po zakończeniu badań u osób z pierwszej grupy znacznie poprawił się stan zdrowia w porównaniu z grupą, która otrzymała tylko wsparcie psychologa. Najgorzej wypadła grupa osób, które notowały negatywne emocje i doświadczenia.</p>
<p><em>Wdzięczność jest jak magnes.<br />
Im bardziej wdzięczny jesteś,<br />
tym więcej masz powodów, za które możesz być wdzięczny.<br />
Iyanla Vanzant</em></p>
<p><strong>Wdzięczność a serce</strong></p>
<p>Prof. Paul Mills z uniwersytetu kalifornijskiego prowadził badania na pacjentach z bezobjawową niewydolnością serca. Okazało się, że odczuwanie wdzięczności przełożyło na wymierne wyniki terapii. Wpłynęło na poprawę zdrowia, nastrój i lepszą jakość snu.</p>
<p>Osoby poddane badaniu prowadziły 8 tygodni dziennik dziękczynny. Codziennie zapisywały 3 rzeczy za które danego dnia były wdzięczne. W wyniku eksperymentu zmniejszył się w ich organizmach poziom prozapalnych białek i ustabilizował rytm serca znacznie obniżając ryzyko zawału. <strong><a href="https://greatergood.berkeley.edu/article/item/can_gratitude_be_good_for_your_heart">[2]</a></strong></p>
<p><strong>Co nam daje odczuwanie wdzięczności ?</strong></p>
<ul>
<li>uwalnia od toksycznych emocji</li>
<li>ma trwały wpływ na mózg</li>
<li>poprawia zdrowie serca, układu krążenia i systemu nerwowego</li>
<li>wzmacnia odporność, zmniejsza stany zapalne</li>
<li>poprawia jakość snu,</li>
<li>pozytywnie wpływa na nastrój i samopoczucie</li>
</ul>
<p><strong>W jaki sposób wzbudzać uczucie ?</strong></p>
<p>Praktykować je możemy poprzez <strong><a href="https://sekrety-zdrowia.org/intuicja-wewnetrzna-moc-rozbudz-na-nowo/">uważność</a></strong>. Gdy nie poświęcimy czemuś uwagi nie jesteśmy w stanie tego zauważyć.</p>
<p>Możemy być wdzięczni za to że budzimy się w we własnym łóżku, możemy wziąć poranny prysznic, zjeść śniadanie. Możemy być wdzięczni za kwiaty, śpiewającego ptaka za oknem, otaczających nas ludzi.</p>
<p>Dostrzeganie prostych rzeczy, które wcale nie są z założenia oczywiste i dane nam na zawsze zmienia perspektywę.  Robiąc to rano poczujemy się lepiej i pozwoli nam to zacząć dzień z bardziej pozytywnym nastawieniem. Wieczorem możemy zapisywać 3 rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni tego dnia.</p>
<p>Uczucie wdzięczności musi być prawdziwe, odczuwane wewnątrz w ciele.  Nie może być dysonansu pomiędzy tym co myśli głowa a odczuwa serce.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/wdziecznosc-odmienia-serce-i-wplywa-na-struktury-molekularne-mozgu/">Wdzięczność odmienia serce i wpływa na struktury molekularne mózgu</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Uważna medytacja pomaga na stany depresyjne</title>
		<link>https://myway-eu.pl/uwazna-medytacja-pomaga-na-stany-depresyjne/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[dorota]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 15 Jan 2020 19:38:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Badania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://nowa.myway-eu.pl/uwazna-medytacja-pomaga-na-stany-depresyjne/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Uważna medytacja pomaga na stany depresyjne Czy medytacja może działać jak antydepresanty? Czy dzięki niej możemy mieć lepszą pamięć? Sesje mindfulness, czyli medytacyjnego treningu uważności, prowadzi dziś każdy poważny szpital kliniczny w USA od Stanfordu po Boston. Jeszcze jakiś czas temu, w szczycie zachwytu nad pastylkami na depresję, mało kto miałby odwagę powiedzieć, że od&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/uwazna-medytacja-pomaga-na-stany-depresyjne/">Uważna medytacja pomaga na stany depresyjne</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-736" src="http://myway-eu.pl/wp-content/uploads/2020/01/med-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></p>
<header class="entry-header">
<h1 class="entry-title">Uważna medytacja pomaga na stany depresyjne</h1>
</header>
<div class="below-entry-meta "></div>
<div class="entry-content clearfix">
<p>Czy medytacja może działać jak antydepresanty? Czy dzięki niej możemy mieć lepszą pamięć? Sesje mindfulness, czyli medytacyjnego treningu uważności, prowadzi dziś każdy poważny szpital kliniczny w USA od Stanfordu po Boston.</p>
<p>Jeszcze jakiś czas temu, w szczycie zachwytu nad pastylkami na depresję, mało kto miałby odwagę powiedzieć, że od antydepresantów lepsza może być medytacja. Dzisiaj tezę tę potwierdzają kolejne badania najlepszych ośrodków na świecie. Co więcej, medytacja stała się czymś pożądanym i społecznie akceptowanym. Tego typu “przywracające harmonię” zajęcia dla pracowników organizuje pół Doliny Krzemowej, z Facebookiem włącznie. Niemal każdy poważny szpital kliniczny, który ostatnio odwiedzałam, od Stanfordu po Boston, chwali się, że właśnie otworzył centrum medytacji dla pacjentów.</p>
<p>Kluczem do sukcesu był rodzaj medytacji zwanej mindfulness. To forma umysłowego treningu skoncentrowanego na rzeczywistości. Medytujący pracuje z ciałem, emocjami oraz myślami, np. dzięki ćwiczeniom oddechowym skupia się na “tu i teraz”, by zatrzymać nieustający galop myśli w głowie i świadomie przeżywać każdą chwilę. Prościej? Czy zdarzyło się wam jechać do pracy i nic nie zapamiętać z przebytej drogi? Żadnej piosenki z radia, żadnego krajobrazu? Pewnie tak. Większość czynności w naszym życiu wykonujemy automatycznie, zajęci rozmyślaniem nad swoimi problemami. Kłopot w tym, że funkcjonowanie z takim autopilotem może trwać tygodniami, a nawet latami. Aby go wyłączyć, trzeba się nauczyć uważności umysłu. – Wiele osób sądzi, że medytacja polega na siedzeniu w ciszy, nicnierobieniu i odlatywaniu jak na haju. To nieprawda. Chodzi o aktywny trening i dyscyplinowanie naszego mózgu – tłumaczy prof. Madhav Goyal z Universytetu w Baltimore i dodaje, że różne szkoły uczą osiągania tego samego efektu na różne sposoby.</p>
<p>Takie podejście do medytacji to oczywiście żadna nowość. Buddyjscy mnisi medytują od tysięcy lat, a w bliższym nam kręgu kulturowym ten rodzaj modlitwy praktykowali pierwsi chrześcijanie – ojcowie pustyni czy benedyktyni. Potem medytacja nie miała wstępu do zachodniej nauki jako coś z pogranicza znachorstwa. Medycyna holistyczna wróciła jednak na salony, a dokładniej – pod tomografy, rezonanse magnetyczne, EEG i inne nowoczesne urządzenia stosowane przez najlepszych badaczy naszego wewnętrznego centrum dowodzenia.</p>
<p>Cała ta maszyneria pokazała, że medytacja rzeczywiście wpływa na nasze mózgi. Naukowcy z University of British Columbia odkryli, że osoby, które regularnie medytują, mają więcej neuronów i połączeń między nimi. Zwiększa się u nich także objętość lewego hipokampu (w wielu sytuacjach patologicznych, takich jak poważna depresja czy zespół stresu pourazowego, gęstość lub objętość hipokampu maleje). Badacze z Emory University sugerują natomiast, że medytacja może powstrzymać zmiany zachodzące w starzejącym się mózgu. Wszystko to dzięki temu, że praktykowanie odmian zen działa na szare komórki trochę tak jak wykonywanie ćwiczeń na mięśnie.</p>
<ul>
<li>Nie jest to jednak cudowny środek ani lek na poważne choroby. Ale medytacja może działać zbawiennie na psychikę i być stosowana jako skuteczna profilaktyka, tak jak zdrowa dieta i ruch. Najwyższy czas, aby lekarze odrobili pracę domową i zaczęli poważnie rozmawiać z pacjentami o medytacji – ogłosił ostatnio Allan Goroll, profesor medycyny z Harvardu, wywołując tym poruszenie w amerykańskim światku medycznym. Anglicy poszli jeszcze dalej. W Wielkiej Brytanii koszty medytacji jako jednej z metod terapii od paru lat są refundowane przez tamtejszy odpowiednik naszego NFZ. Oprócz niskiej ceny ma ona bowiem dodatkową zaletę – nie wywołuje skutków ubocznych w przeciwieństwie do medykamentów na poprawę samopoczucia hurtowo przepisywanych przez lekarzy.</li>
</ul>
<p>Na fali coraz głośniejszej krytyki antydepresantów, której przewodzi ostatnio jeden z najlepszych na świecie psychiatrów prof. Tom Inset, szef amerykańskiego Instytutu Zdrowia Psychicznego, medytacja wydaje się idealnym rozwiązaniem dla niezbyt ciężkich przypadków. W końcu trudno sobie wyobrazić, żeby jej codzienne sesje mogły prowadzić do otyłości, zatwardzenia, spadku libido czy ospałości, co niestety może powodować tabletka na szczęście.</p>
<p>Jednak także w przypadku medytacji należy zachować rozsądek. Według niektórych badań medytacja może wpływać niekorzystnie na działanie leków przeciwlękowych i nadciśnienie. Problemy po sesji “wglądu w siebie” mogą też mieć chorzy na schizofrenię, chorobę afektywną dwubiegunową i bardzo ciężką depresję.</p>
<p><strong>Zwolnij, smakuj, otwórz umysł</strong></p>
<p><strong>SKANUJ, ODDYCHAJ, MYŚL</strong><br />
Podstawowe ćwiczenia medytacyjne i trening uważności w uproszczeniu polegają na dokładnym obserwowaniu doznań związanych z oddychaniem lub skanowaniu ciała. Ćwiczenia należy wykonywać w przytulnym, cichym i czystym pomieszczeniu codziennie albo przynajmniej trzy razy w tygodniu o tej samej porze przez co najmniej 10 minut.</p>
<p><strong>1. ODDYCHANIE</strong><br />
Spróbuj przez 5 minut skoncentrować się wyłącznie na swoim oddechu. Odganiaj myśli, które kłębią ci się w głowie (kiedy to się skończy? po co mi to?). W której części ciała najbardziej czujesz oddech? W brzuchu, klatce piersiowej, a może wokół nosa, ust? Jak rozwija się twój oddech w trakcie każdego wdechu i wydechu?<br />
Jeśli nie możesz się skoncentrować, staraj się liczyć: jeden – wdech, dwa – wydech. To pomoże zignorować pojawiające się myśli.</p>
<p><strong>2. SKANOWANIE CIAŁA</strong><br />
Skup się na palcach stopy i powoli przesuwaj wzrok wzdłuż nogi aż do miednicy. Rejestruj wszystkie wrażenia i kieruj wdechy i wydechy w stronę “skanowanego” obszaru.<br />
Zrób to samo z każdą częścią ciała, od stóp aż po czubek głowy. “Skanowanie” z góry na dół ma działanie relaksujące, a robienie tego ku górze podnosi poziom energii. Najlepiej wykonywać ćwiczenia na leżąco.</p>
<p><strong>3. ŚWIADOME SIEDZENIE</strong><br />
Usiądź wygodnie na poduszce, ze skrzyżowanymi nogami i podpartymi kolanami; kręgosłup musi być wyprostowany, ramiona rozluźnione. Oczy skieruj w jedno miejsce. Spróbuj wytrzymać w tej pozycji około 10-15 minut.</p>
<p><strong>4. KONCENTRACJA NA JEDZENIU</strong><br />
Weź kawałek czekolady lub jakiś ulubiony owoc. Staraj się jeść go bardzo długo (co najmniej 15 minut). Oglądaj go, wąchaj, smakuj, sprawdź, jaki wydaje dźwięk przy jedzeniu. Co wyczuwa twój język? Usta? Podniebienie? Gardło?</p>
<p><strong>5. SMAKOWANIE RZECZYWISTOŚCI</strong><br />
Rozejrzyj się po pokoju. Spróbuj się skoncentrować na elementach wystroju wnętrza. Poszukaj na przykład wszystkich zielonych albo czerwonych elementów. Możesz również postarać się wychwycić otaczające cię dźwięki i próbować je rozpoznać.</p>
</div>
<header class="entry-header"></header>
<div class="entry-content clearfix">
<p>Za: Dobrewiadomości – serwis pozytywnych informacji</p>
<p>01.2020</p>
</div>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/uwazna-medytacja-pomaga-na-stany-depresyjne/">Uważna medytacja pomaga na stany depresyjne</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi?</title>
		<link>https://myway-eu.pl/co-sprawia-ze-jestesmy-szczesliwi/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[dorota]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 02 Jan 2020 11:15:17 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Badania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://nowa.myway-eu.pl/co-sprawia-ze-jestesmy-szczesliwi/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Oto wynik badania trwającego 75 lat 75 lat trwały badania, prowadzone przez kolejne pokolenia naukowców z Harvarda, na temat tego, co sprawia, że ludzie czują się szczęśliwi. Wyniki przedstawił, w wystąpieniu dla Ted, kierownik tego projektu Robert Waldinger. Oto treść całej wypowiedzi: Co sprawia, że czujemy się zdrowi i szczęśliwi idąc przez życie? Gdybyś miał&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/co-sprawia-ze-jestesmy-szczesliwi/">Co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-732" src="http://myway-eu.pl/wp-content/uploads/2020/01/prof-300x169.jpg" alt="" width="300" height="169" /></p>
<header class="entry-header">
<h1 class="entry-title">Oto wynik badania trwającego 75 lat</h1>
</header>
<div class="below-entry-meta "></div>
<div class="entry-content clearfix">
<p>75 lat trwały badania, prowadzone przez kolejne pokolenia naukowców z Harvarda, na temat tego, co sprawia, że ludzie czują się szczęśliwi. Wyniki przedstawił, w wystąpieniu dla Ted, kierownik tego projektu Robert Waldinger.</p>
<p>Oto treść całej wypowiedzi:</p>
<p><em><strong>Co sprawia, że czujemy się zdrowi i szczęśliwi idąc przez życie? Gdybyś miał teraz zainwestować w najlepszą wersję siebie w przyszłości, w co włożyłbyś swój czas i energię?</strong></em> Niedawno przeprowadzono badanie wśród członków tak zwanego „Pokolenia Milenium”, pytając, jakie są ich najważniejsze cele życiowe, ponad 80 procent odpowiedziało, że najważniejsze są dla nich pieniądze. 50 procent z nich uznało również, że kolejnym ważnym celem jest sława.</p>
<p>Ciągle wmawia się nam, że musimy się skupić na pracy, dawać z siebie więcej aby więcej osiągnąć. Ulegamy wrażeniu, że to są cele, do których musimy dążyć, aby mieć dobre życie. Spojrzenie całościowe, na wszystkie podjęte decyzje i to jak wpłynęły one na nasze życie, wydaje się być niemożliwe. Większość tego, co wiemy o życiu, pochodzi z zadawania ludziom pytań o przeszłość, a jak wiadomo, umysł interpretuje ją w różny sposób. Zapominamy większość z tego, co działo się w naszym życiu, a czasami nasza pamięć puszcza wodze fantazji.</p>
<p><em><strong>A co jeśli moglibyśmy obejrzeć, jak przez lata toczyło się czyjeś życie? Co jeśli moglibyśmy badać je od czasów młodzieńczych do starości i zobaczyć, co tak naprawdę czyni ludzi zdrowymi i szczęśliwymi?</strong></em></p>
<p><em><strong>Zrobiliśmy to.</strong></em> The Harvard Study of Adult Development to prawdopodobnie najdłuższe badanie życia dorosłych ludzi jakie zostało wykonane. Przez 75 lat śledziliśmy losy 724 mężczyzn, rok po roku pytając ich o pracę i rodzinę – nie wiedząc oczywiście, jak dalej potoczy się ich życie.</p>
<p>Badania takie jak te są niezwykle rzadkie. Niemal wszystkie podobne projekty kończyły się w ciągu pierwszych 10 lat, ponieważ zbyt wielu ludzi z nich rezygnowało, kończyło się finansowanie, badacze zaczęli zajmować się czymś innym lub umierali i nie miał ich kto zastąpić. Jednak ten projekt przetrwał, dzięki szczęściu i uporowi kilku pokoleń badaczy. Około 60 z 724 osób biorących w nim udział wciąż żyje, większość ma ponad 90 lat. A teraz zaczynamy badać ponad 2000 dzieci tych ludzi. Ja jestem już czwartym kierownikiem tych badań.</p>
<p>Od 1938 roku śledziliśmy losy dwóch grup. Pierwsza składała się z mężczyzn studiujących na drugim roku na Uniwersytecie Harvarda. Wszyscy ukończyli go w trakcie II wojny światowej i większość z nich poszła służyć w wojsku. Drugą grupę stanowili chłopcy z najbiedniejszych dzielnic Bostonu, specjalnie wybrani z rodzin, którym się nie wiodło. Większość żyła w kamienicach, wielu bez dostępu do bieżącej wody.</p>
<p>Kiedy zaczynaliśmy ten projekt, rozmawialiśmy z każdym z tych nastolatków. Przebadaliśmy ich pod kątem zdrowotnym. Odwiedziliśmy ich domy i rozmawialiśmy z ich rodzicami. Ci chłopcy z biegiem czasu stali się z mężczyznami, których życia potoczyły się różnie. Zostali pracownikami fabryk, adwokatami, murarzami, lekarzami, jeden z nich został prezydentem Stanów Zjednoczonych. Niektórzy popadli w alkoholizm. U kilku objawiła się schizofrenia. Część pięła się po drabince kariery na sam szczyt, innych czekała w przeciwnym kierunku.</p>
<p>Inicjatorzy tych badań w najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczali, że 75 lat później będę stał tutaj przed wami i opowiadał, że te badania wciąż są kontynuowane. Co dwa lata nasi cierpliwi i oddani ludzie dzwonią do tych mężczyzn i pytają, czy mogą jeszcze raz wypytać ich o sprawy związane z ich życiem.</p>
<p>Wielu z tych, którzy wychowywali się w biedzie, pyta: “Czemu ciągle chcecie mnie badać? Moje życie nie jest zbyt interesujące”. Ci po Harvardzie nigdy nie pytają.</p>
<p>Aby mieć jak najlepszy obraz ich życia, nie wysyłamy im ankiet. Rozmawiamy z nimi w ich domach. Od ich lekarzy dostajemy wyniki badań. Pobieramy im krew, skanujemy mózgi, rozmawiamy z ich dziećmi. Nagrywamy ich rozmowy z żonami dotyczące największych zmartwień. Kiedy jakieś 10 lat temu spytaliśmy wreszcie ich żony, czy dołączyłyby do tych badań, od wielu z nich usłyszeliśmy odpowiedź: “Najwyższy czas”.</p>
<p>Więc czego się dowiedzieliśmy? Jakie lekcje płyną z dziesiątek tysięcy stron z informacjami, które zebraliśmy na temat ich żyć? Cóż, lekcje te nie dotyczą bogactwa, sławy ani coraz cięższej pracy. Najprostszy przekaz, jaki wyłania się z tych 75 lat badań to:</p>
<p><strong><em>Dobre relacje z innymi ludźmi sprawiają, że jesteśmy zdrowi i szczęśliwi. Kropka.</em></strong></p>
<p>Nauczyliśmy się trzech bardzo ważnych rzeczy na temat relacji z innymi ludźmi. Pierwsza mówi, że <strong><em>kontakt z innymi jest bardzo pożyteczny, a samotność zabija</em></strong>. Okazuje się, że ludzie, którzy są mocniej przywiązani do rodziny, znajomych czy wspólnot są szczęśliwsi, zdrowsi i żyją dłużej od tych, którzy nie są tak przywiązani. Samotność bywa zaś toksyczna. Ludzie odizolowani od innych bardziej niż by tego chcieli są mniej szczęśliwi, podupadają szybciej na zdrowiu, ich umysł pracuje gorzej i żyją krócej od tych, którzy nie są samotni. Smutne jest to, że obecnie ponad 1/5 Amerykanów określa się mianem samotnych.</p>
<p>I wiemy o tym, że samotnym można być wśród tłumu, tak samo jak samotnym można być w małżeństwie, dlatego druga ważna lekcja, jaką wyciągnęliśmy, jest taka, że <strong><em>nie liczy się tylko liczba twoich znajomych czy wierność w związku, ale przede wszystkim jakość bliskich relacji z innymi.</em></strong> Życie w cieniu jakiegoś konfliktu bardzo źle wpływa na nasze zdrowie. Na przykład małżeństwa, w których często dochodzi do kłótni, okazują się bardzo złe dla stanu zdrowia, gorsze niż rozwód. Natomiast życie w zgodzie, w przyjaznych związkach nas chroni.</p>
<p>Kiedy prześledziliśmy losy naszych mężczyzn do momentu, w którym mieli osiemdziesiątkę na karku, postanowiliśmy spojrzeć na nich w wieku średnim i sprawdzić, czy jesteśmy w stanie przewidzieć, kto będzie szczęśliwym, zdrowym osiemdziesięciolatkiem, a kto nie. I kiedy przeanalizowaliśmy wszystkie dane o nich zebrane do pięćdziesiątki, okazało się, że to nie poziom ich cholesterolu wpłynie na to, jak będą się starzeć. To poziom ich zadowolenia ze związków. Ci, którzy byli z nich najbardziej zadowoleni w wieku 50 lat, byli też najzdrowsi w wieku 80. Dobre związki potrafią też uchronić przed problemami związanymi ze starzeniem się. Nasza najszczęśliwsza para po osiemdziesiątce przyznała, że kiedy odczuwała większy ból fizyczny, miała nadal pogodny nastrój. Natomiast ludzie w nieszczęśliwych związkach podczas dni wzmożonego bólu fizycznego odczuwali go jeszcze mocniej przez ból emocjonalny.</p>
<p>A trzecią lekcją, jakiej nauczyliśmy się o związkach i naszym zdrowiu, było to, że <em><strong>udane związki nie chronią tylko naszych ciał, ale też umysły.</strong></em> Okazało się, że poczucie bezpieczeństwa w związku po osiemdziesiątce działa protekcyjnie, jeśli ludzie wiedzą, że mogą zawsze liczyć na swoją drugą połowę, ich pamięć i wspomnienia są wyraźniejsze przez dłuższy czas. Natomiast ci, którzy czują, że mogą liczyć jedynie na siebie, doświadczają szybszego zaniku pamięci. W dodatku te udane związki nie muszą być bez przerwy idealne. Niektóre z naszych par osiemdziesięciolatków mogły się między sobą sprzeczać dzień i noc, ale dopóki czuły, że w razie cięższych chwil jedno może polegać na drugim, te kłótnie nie miały wpływu na ich pamięć.</p>
<p>Ta wiadomość, że udane związki są dobre dla naszego zdrowia i samopoczucia, to wiedza stara jak świat. Czemu jest to tak trudne do osiągnięcia, a tak łatwe do ignorowania? Cóż, jesteśmy ludźmi. Lubimy szybkie rozwiązania, coś, co uczyni życie lepszym i takim już ono pozostanie. Związki są trudne i skomplikowane, zwrócenie się w stronę rodziny i znajomych to ciężka praca, nie tak czarująca i seksowna. W dodatku trwa całe życie. Nigdy się nie kończy. Z badanych przez nas osób najszczęśliwsi na emeryturze byli ci, którzy potrafili znaleźć sobie nowych znajomych po utracie tych z pracy. Wielu, tak jak ci z pokolenia Milenium w niedawno przeprowadzonych badaniach, zaczynało jako młodzi ludzie, wierzący, że potrzebują bogactwa, sławy i wielkich osiągnięć, aby być w życiu szczęśliwym. Ale minęło 75 lat, podczas których nasze badania wykazały, że ci, którzy zwrócili się w stronę związków, rodziny, przyjaciół czy wspólnot zaszli najdalej.</p>
<p>A co z tobą? Powiedzmy, że masz 25 lat, a może 40, a może nawet 60. Jak takie zwrócenie się w kierunku relacji z innymi ma w ogóle wyglądać?</p>
<p>Możliwości są nieograniczone. Może to być wstanie sprzed komputera i spędzenie czasu z innymi ludźmi, albo ożywienie nieco skostniałego związku przez wspólne robienie czegoś, np. chodzenie na spacery, albo odnowienie kontaktu z tym członkiem rodziny, z którym od lat nie rozmawiałeś, bo rodzinne sprzeczki mają bardzo zły wpływ na tych, którzy długo trzymają urazę.</p>
<p>Chciałbym zakończyć cytatem z Marka Twaina. Ponad 100 lat temu, spoglądając na swoje życie, napisał: <em><strong>“Nie ma czasu – tak krótkie jest życie – na sprzeczki, przeprosiny, zawiść, wyjaśnienia. Jest tylko czas na kochanie, i to w tej chwili, że się tak wyrażę”.</strong></em></p>
<p>Dobre życie oparte jest na dobrych związkach.</p>
<p>Dziękuję. (za: dobrewiadomosci.net.pl)<br />
<iframe loading="lazy" src="https://embed-ssl.ted.com/talks/lang/en/robert_waldinger_what_makes_a_good_life_lessons_from_the_longest_study_on_happiness.html" width="640" height="360" frameborder="0" scrolling="no" allowfullscreen="allowfullscreen" data-mce-fragment="1"></iframe></p>
</div>
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/co-sprawia-ze-jestesmy-szczesliwi/">Co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nerw błędny &#8211; tajemniczy reduktor stresu</title>
		<link>https://myway-eu.pl/nerw-bledny-tajemniczy-reduktor-stresu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[dorota]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 25 Sep 2019 10:00:19 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Badania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://nowa.myway-eu.pl/nerw-bledny-tajemniczy-reduktor-stresu/</guid>

					<description><![CDATA[<p>W ciele każdego z nas znajduje się wiele nerwów i połączeń między nimi. Nerw błędny (nervus vagus) jest najdłuższym z nich. Dociera do wszystkich organów i, niczym błędny rycerz (zbieżność nazw nieprzypadkowa!), broni czci i zdrowia wybranki swego serca. I tak, to Ty nią jesteś! CZYM JEST NERW BŁĘDNY? Nerw błędny odpowiada za komunikację impulsów&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/nerw-bledny-tajemniczy-reduktor-stresu/">Nerw błędny &#8211; tajemniczy reduktor stresu</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W ciele każdego z nas znajduje się wiele nerwów i połączeń między nimi. Nerw błędny (<em>nervus vagus</em>) jest najdłuższym z nich. Dociera do wszystkich organów i, niczym błędny rycerz (zbieżność nazw nieprzypadkowa!), broni czci i zdrowia wybranki swego serca. I tak, to Ty nią jesteś!</strong></p>
<p><strong>CZYM JEST NERW BŁĘDNY?</strong></p>
<p>Nerw błędny odpowiada za komunikację impulsów nerwowych z narządami ciała.</p>
<p>Tak oto wygląda jego przebieg (nerw błędny został na rycinie oznaczony kolorem żółtym):</p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone  wp-image-665" src="http://myway-eu.pl/wp-content/uploads/2019/09/nerw-b-130x300.jpg" alt="" width="175" height="404" /></p>
<p>RYC. <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/pl:Henry_Vandyke_Carter">HENRY VANDYKE CARTER, HENRY GRAY</a> (1918) ANATOMY OF THE HUMAN BODY <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Bartleby.com">BARTLEBY.COM</a>: <a href="http://www.bartleby.com/107/">GRAY’S ANATOMY</a></p>
<p>Jak widać, nerw błędny oplata wszystkie duże narządy:</p>
<ul>
<li>gardło</li>
<li>przełyk</li>
<li>krtań</li>
<li>oskrzela</li>
<li>płuca</li>
<li>serce</li>
<li>żołądek</li>
<li>trzustka</li>
<li>wątroba</li>
</ul>
<p>Rozpoczyna się w rdzeniu przedłużonym, następnie opuszcza czaszkę przez boczną część otworu szyjnego.</p>
<p>Tworzą go dwa szlaki, grzbietowy i brzuszny. Od owych szlaków głównych odchodzą jeszcze liczne odgałęzienia i sploty (m. in. sercowy i słoneczny), co czyni przebieg nerwu błędnego rzeczywiście skomplikowaną wędrówką po ludzkim ciele.</p>
<p>Zakończenie nerwu błędnego stanowią liczne jego rozgałęzienia w jamie brzusznej.</p>
<p>“Inteligentny” nerw błędny (szlak brzuszny) odkryto tylko u ludzi. Przewodzi on impulsy bardzo szybko (400 km/godz) i pozwala nam korzystać z układu przywspółczulnego, aby się uspokoić.</p>
<p>Szybkość przewodzenia sygnałów w układzie nerwowym zapewnia neuronom, w tym nerwówki błędnemu, proces zwany mielinizacją. Mielina to tłuszczowa osłonka wokół aksonu (włókna nerwowego), która działa jak izolator elektryczny. Układ nerwowy może wykształcić miliony aksonów i synaps, ale dopóki nie wytworzy się wokół nich otoczka mielinowa, proces nie jest dokończony.</p>
<p>Mielinizacja sprawia, że sygnały przeskakują szybciej i bez zakłóceń.</p>
<p>Tylko brzuszny szlak nerwu błędnego człowieka jest zmielinizowany.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>DLACZEGO JEST TAKI WAŻNY</strong></p>
<p>Aż 80% włókien nerwu błędnego wysyła informacje z jelit do mózgu, zaś pozostałe 20% kontroluje organy i procesy, które są niezbędne dla utrzymania nas przy życiu czyli serce, trawienie, oddychanie czy gruczoły.</p>
<p>Łączy mózg z jelitami, biegnie przez klatkę piersiową, przeponę, otaczając serce i obszary tradycyjnie uznawane za ośrodki intuicji, troski i współczucia.</p>
<p>Oddziałując i komunikując ze sobą tyle narządów, zasługuje na miano siły napędowej naszego ciała.</p>
<p>Nerw błędny uczestniczy w bardzo wielu procesach w naszym ciele:</p>
<ul>
<li>przełykanie i trawienie (wydziela serotoninę, która daje nam uczucie sytości po posiłku)</li>
<li>mówienie (poprzez pobudzenie mięśni głosowych)</li>
<li>oddychanie</li>
<li>bicie serca (mechanizm zwalniania tętna, kontrola przepływu krwi)</li>
<li>reguluje poziom glukozy i żółci (wątroba i trzustka)</li>
<li>kontroluje masę ciała</li>
<li>zmniejsza stany zapalne (kontroluje układ odpornościowy)</li>
<li>odpowiada za wrażenia dotykowe (zawiera receptory oksytocyny)</li>
<li>pozwala pokonać stres</li>
<li>zapobiega lękom i depresji</li>
<li>odpowiada za zaangażowanie społeczne</li>
</ul>
<p>Funkcjonalnie nerw błędny składa się z trzech części: czuciowej, ruchowej i przywspółczulnej.</p>
<p><strong>Nerw błędny znajduje się gdzieś na styku biologii z duchowością.</strong></p>
<p>Piszę to nie bez kozery.</p>
<p>Faktem jest, że somatyka, cierpienia fizyczne, wskazują nam bardzo wyraźnie na jakieś konkretne obszary psychiki, którymi warto się zająć, by poczuć się dobrze. I odwrotnie, emocje są przekaźnikami fizycznych potrzeb.</p>
<p>Zgodnie z teorią poliwagalną, łącznikiem między tymi dwoma, pozornie rozdzielnymi, światami, jest <strong>nerw błędny</strong>.</p>
<p>Pod jego kontrolą znajduje się bardzo ważny element naszego dobrego samopoczucia: <strong>układ przywspółczulny</strong>. Nerw błędny stanowi jego<em> neurobiologiczne podłoże</em> (Porges, 2011).</p>
<p>Układ ten działa przeciwstawnie do współczulnego i razem stanowią autonomiczny układ nerwowy. Sterują większością procesów życiowych oraz naszymi reakcjami.</p>
<p>Głównym zadaniem układu przywspółczulnego jest odpoczynek organizmu po stresie lub wysiłku. W przeciwieństwie do układu współczulnego, przywspółczulny nie reaguje jako całość, tylko uruchamia potrzebne w danym momencie funkcje.</p>
<p>Dla organizmu najkorzystniej jest, aby znajdował się jak najwięcej w stanie równowagi.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>ACETYLOCHOLINA</strong></p>
<p>W 1921 roku niemiecki fizjolog Otto Löwi, laureat nagrody Nobla, odkrył, że stymulacja nerwu błędnego sprawia, iż w organizmie pojawia się substancja, która redukuje częstość akcji serca. Nazwał ją <em>Vagusstoff</em> (niem. substancja błędna).</p>
<p>Dziś wiemy, że owa substancja jest neuroprzekaźnikiem. Nazywamy ją acetylocholiną.</p>
<p>Acetylocholina wyhamowuje reakcję na stres i pomaga nam utrzymać równowagę zarówno fizyczną jak i psychiczną. W ten sposób stanowi hormonalną podstawę układu przywspółczulnego.</p>
<p><strong> </strong></p>
<table width="880">
<tbody>
<tr>
<td width="625"><strong>Acetylocholina</strong>:</p>
<p>●        zmniejsza ciśnienie krwi</p>
<p>●        zmniejsza częstość akcji serca</p>
<p>●        umożliwia trawienie</p>
<p>●        zapewnia nam odpoczynek</p>
<p><strong> </strong></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p><strong>SEROTONINA</strong></p>
<p>Drugim neuroprzekaźnikiem, uwalnianym w układzie przywspółczulnym przy udziale nerwu błędnego, jest serotonina.</p>
<p>Stymulacja nerwu błędnego sprawia, że poprawia się samopoczucie i czujemy się odprężeni (jak po dobrym posiłku). Stan ten zawdzięczamy wydzielaniu się serotoniny (Saldmann, 2017).</p>
<p>&nbsp;</p>
<table width="880">
<tbody>
<tr>
<td width="625"><strong>Serotonina:</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>●        kontroluje apetyt</p>
<p>●        umożliwia zasypianie</p>
<p>●        zapewnia dobre samopoczucie</p>
<p>●        dba o libido</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>ASPEKT SPOŁECZNY</strong></p>
<p>Nerw błędny odpowiada za zaangażowanie społeczne. Poprzez mimikę dolnych mięśni twarzy <em>odzwierciedla zmiany w aktywności organów w jamie klatki piersiowej </em>(Arden, 2017). Być może odczułeś to na własnej skórze, gdy twoje serce nagle przyspieszyło i poczułeś jednoczesny ucisk szczęki.</p>
<p>Ten widoczny dyskomfort sprawia, że ktoś się może o nas zatroszczyć.</p>
<p>W kardiologii wykorzystuje się metodę stymulacji nerwu błędnego poprzez nacisk w przypadku ataku tachykardii (Saldmann, 2017). Można też tę metodę stosować samemu w sytuacji awaryjnej.</p>
<p>Z drugiej strony, uśmiech, nawet wymuszony, aktywuje układ przywspółczulny. W kontekście społecznym wystarczy, by inna osoba uśmiechała się do nas. Nerw błędny jest na to wyczulony i reaguje natychmiast.</p>
<p>Neurochemicznym podłożem tych procesów jest kolejny hormon, oksytocyna, której receptory znajdują się na nerwie błędnym. Wykorzystujemy oksytocynę, aby zwiększyć swój komfort i wzmocnić więź poprzez aktywację układu przywspółczulnego.</p>
<p>&nbsp;</p>
<table width="880">
<tbody>
<tr>
<td width="624"><strong>Oksytocyna:</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>●        pozwala nawiązać i utrzymać relacje</p>
<p>●        pomaga wytwarzać więź międzyludzką</p>
<p>●        nasila poczucie zaufania</p>
<p>●        zmniejsza lęk i stres społeczny</p>
<p>●        odpowiada za przynależność do grupy</p>
<p>●        umożliwia poczęcie, prawidłowy przebieg ciąży i poród</td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>JAK WSPIERAĆ ZDROWIE NERWU BŁĘDNEGO</strong></p>
<p>Nasze ciało dobrze funkcjonuje, gdy komunikacja neuronalna, przebiegająca przede wszystkim za pomocą nerwu błędnego, działa sprawnie. Akcja serca i ciśnienie krwi spadają, spowalnia aktywność narządów, oddychamy miarowo, nasz układ immunologiczny daje odpór patogenom, słabe komórki są usuwane, nie dając szansy nowotworom. Jesteśmy szczupli, silni, zrelaksowani.</p>
<p>Na prawidłowe działanie nerwu błędnego ma wpływ szereg czynników.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>DZIECIŃSTWO</strong></p>
<p>Bliskość na wczesnym etapie życia wzmacnia sygnał nerwu błędnego.</p>
<p>Dzieje się tak dzięki wspomnianym wcześniej receptorom oksytocyny. Im więcej dotyku (bliskości fizycznej) i bliskości emocjonalnej, tym więcej oksytocyny uwalnia się w organizmie dziecka i rodzica. Nie tylko wspomaga to pielęgnację niemowlęcia, ale także zwiększa mielinizację nerwu błędnego, wspomagając jego siłę przewodzenia impulsów już na poziomie neurobiologicznym.</p>
<p>Im bardziej wczesnodziecięca więź była oparta na poczuciu bezpieczeństwa, tym silniejsza mielinizacja nerwu błędnego (a więc intensywniejsze przewodzenie impulsów). Intensywny sygnał nerwu błędnego sprawia, że sprawniej się wyciszamy.</p>
<p>Słabszy sygnał nerwu błędnego związany jest z pozabezpiecznym stylem przywiązania (czyli stylem opartym na braku poczucia bezpieczeństwa), wytworzonym we wczesnym dzieciństwie, a co za tym idzie jest skorelowany z lękiem, słabszą kontrolą impulsów, wysoką reaktywnością, deficytem uwagi, dekoncentracją oraz wrażliwością. (Arden, 2017)</p>
<p>Niekiedy <em>niedokonana mielinizacja</em> dotyczy wcześniaków lub dzieci z dysfunkcjami neurologicznymi. Tym bardziej będą one potrzebowały dotyku i bliskości, aby rozwijać się możliwie prawidłowo.</p>
<p>Osłabiony nerw błędny nie jest w stanie chronić narządy w jamie brzusznej, co także może skutkować problemami zdrowotnymi w dorosłym życiu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>DIETA</strong></p>
<p>Zwracając uwagę na to, co jemy, wpływamy świadomie na komunikację pomiędzy jelitami a mózgiem (przypomnę, jest to 80% pracy nerwu błędnego). Na nasze samopoczucie ma wpływ wiele hormonów, m. in. serotonina. <em>W 95 procentach serotonina wytwarzana jest w układzie pokarmowym. </em>(Saldmann, 2017) Odbywa się to przy udziale nerwu błędnego.</p>
<p>A zatem poprzez dietę możemy poprawić swoje samopoczucie i zdrowie.</p>
<p>Na przykład dostarczając naszemu ciału pożywienia bogatego w tryptofan (banany, kakao, kasze, ryby, pełnoziarniste pieczywo, rośliny strączkowe, awokado, orzechy), zapewniamy budulec do prawidłowej syntezy serotoniny. Ten hormon potrafi kontrolować nasz apetyt. To dlatego te produkty dają nam uczucie sytości po spożyciu umiarkowanej ilości.</p>
<p>Nie tylko aktywacja nerwu błędnego stymuluje wydzielanie serotoniny. Również obecność tego hormonu w organizmie może pobudzać układ przywspółczulny do działania.</p>
<p>Ale to jeszcze nie koniec.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>STYMULACJA NERWU BŁĘDNEGO</strong></p>
<p>Ważna informacja jest taka, że – choć nie unikniemy stresu w życiu codziennym, z pomocą nerwu błędnego jesteśmy w stanie niwelować jego skutki. Możemy pomóc naszemu ciału regulować wytwarzanie neuroprzekaźników takich jak acetylocholina.</p>
<p>Nawet dorośli ze słabym sygnałem nerwu błędnego mogą go w łatwy sposób stymulować. Istnieją liczne ćwiczenia i metody pracy z nerwem błędnym, które poprawią nasz dobrostan.</p>
<p>Są znane od wieków w medycynach całego świata.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>MASAŻ</strong></p>
<p><em>Można stymulować nerw błędny dzięki dobremu fizjoterapeucie specjalizującemu się w tej dziedzinie</em>. Specjalista wykonuje serię masaży w okolicy jamy brzusznej. Taka stymulacja nerwu błędnego łagodzi skurcze jelit i aktywuje układ przywspółczulny.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>ODDYCHANIE PRZEPONOWE</strong></p>
<p>Jak już zostało powiedziane wyżej, pień brzuszny nerwu błędnego odpowiada za działanie układu przywspółczulnego. To dlatego oddychanie torem brzusznym uspokaja.</p>
<p>Połóż się na plecach, połóż ręce na brzuchu. Zrób wdech nosem, wpompowując powietrze do brzucha (poczujesz jak unoszą się twoje ręce). Wykonaj wydech ustami. Postaraj się wykonać to ćwiczenie na tyle wolno, by w 2 minutach zmieścić zaledwie 10 cykli wdech-wydech.</p>
<p>To ćwiczenie można wykonać także na siedząco.</p>
<p>Źródło: Mindful.org</p>
<p>Pomaga wyobrażenie sobie, że masz w brzuchu czerwony balonik, który pompujesz własnym oddechem albo liść, który unosi się lub opada wewnątrz twojego brzucha.</p>
<p>Dzięki tej technice praktykowanej codziennie, zmniejsza się uczucie zagrożenia, uspokaja się akcja serca, poprawia zaś równowaga wewnętrzna oraz trawienie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>MIĘŚNIE BRZUCHA</strong></p>
<p>Skutecznym sposobem stymulacji jest także napinanie mięśni brzucha w sposób, jakbyśmy mieli za chwilę otrzymać tam cios. <em>Napięte mięśnie pozwalają osiągnąć dobrą stymulację nerwu błędnego.</em> <em> </em>(Saldmann, 2017) Warto sprawdzić napięcie, wymierzając sobie bardzo lekki cios w brzuch pięścią. Po sprawdzeniu w ten sposób odporności, powtarzamy ćwiczenie (już bez kuksańców) czternaście razy, naprzemiennie napinając i rozluźniając mięśnie brzucha.</p>
<p>Ćwiczenie wykonujemy w pozycji stojącej.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>“PEŁNE USTA”</strong></p>
<p>To ćwiczenie jest wykorzystywane w dietetyce, aby hamować napady głodu.</p>
<p>Wykonujemy je przed posiłkiem, w pozycji siedzącej.</p>
<p>Wypełniamy usta letnią wodą, tak, aby język był zanurzony, a policzki wydęte. Nie otwieramy ust, ani nie zmieniamy napięcia przez 3 minuty. Oddychamy wolno przez nos.</p>
<p>Po tym czasie płyn można połknąć lub wypluć. Uczucie głodu zostaje zastąpione uczuciem sytości za sprawą sygnału, jaki stymulowany w ten sposób nerw błędny wysyła do mózgu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>WZMOCNIENIE SYGNAŁU</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Istnieją także inne sposoby stymulacji nerwu błędnego w celu wzmocnienia jego sygnału.</p>
<ul>
<li>Uciśnięcie oczu</li>
<li>Wypicie duszkiem szklanki wody</li>
<li>Zwiększenie wydzielania śliny</li>
<li>Masaż wnętrza ucha</li>
<li>Płukanie gardła</li>
<li>Śpiew przeponowy</li>
<li>Pozycja Trendelenburga (głową w dół)</li>
<li>Pranajama</li>
<li>Zimny i naprzemienny prysznic</li>
<li>Spanie na lewym boku</li>
<li>Inspirujące kontakty społeczne</li>
<li>Zwrócenie się do innych o pomoc w opanowaniu trudnych emocji</li>
</ul>
<p>Dzięki takiej systematycznej stymulacji nie tylko czujemy się lepiej, ale także nasze narządy wewnętrzne pracują wydajnie i bez zakłóceń (np. serce).</p>
<p><strong>NIE PRZESADZAJ ZE STYMULACJĄ                                                                                  </strong></p>
<p>Mimo, że większość ćwiczeń nerwu błędnego można z łatwością opanować i wykonać w domu, a także w dowolnym momencie, warto pamiętać o paru kwestiach.</p>
<p>Po pierwsze stymulacja nerwu błędnego działa z wielką mocą. Można za jej pomocą dokonać naprawdę spektakularnych zmian w swoim ciele. Należy stale mieć na uwadze tę siłę.</p>
<p>Po drugie, jeśli dojdzie do przestymulowania nerwu błędnego, o co wcale nie tak trudno, może dojść do tzw. omdlenia wazowagalnego, czyli uczucia, że za chwilę stracimy przytomność (Saldmann, 2017).</p>
<p><em>Ze względu na złożoną patofizjologię omdleń wazowagalnych ich diagnostyka stała się dziedziną interdyscyplinarną na pograniczu zainteresowań neurologii i kardiologii. </em>(Piątkowska, Koźluk 2008)</p>
<p>Zanim rozpocznie się stymulację nerwu błędnego, należy skonsultować ten zamiar z fizjoterapeutą, osteopatą lub lekarzem zaznajomionym z funkcjonowaniem nerwu błędnego.</p>
<p>Jednak bez względu na te środki ostrożności, metody stosowane aby zaktywizować nerw błędny, pozwalają nam się zapoznać z reakcjami naszego ciała w różnych sytuacjach i, w miarę możliwości, tak zorganizować sobie życie, aby w sposób optymalny sprzyjać własnemu zdrowiu.</p>
<p>Artykuł: Marta Szperlich Kosmala</p>
<p><strong>BIBLIOGRAFIA</strong></p>
<ol>
<li>Stephen Porges (2011) <em>The polyvagal theory: Neurophysiological foundations of emotions, attachment, communication, and self-regulation</em>, Norton, New York</li>
<li>Frederick Saldmann (2017) <em>Twoje zdrowie w twoich rękach</em>, Muza, Warszawa</li>
<li>John B. Arden (2017) <em>Neuronauka w psychoterapeutycznym procesie zmiany</em>, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków</li>
<li>Piękno umysłu (2018) <a href="https://pieknoumyslu.com/nerw-bledny-pokonac-niepokoj/"><em>Nerw błędny pomoże ci pokonać niepokój</em></a>, <a href="http://www.pieknoumyslu.com/">pieknoumyslu.com</a></li>
<li>Agnieszka Piątkowska, Edward Koźluk (2008) <em>Czy głównym winowajcą omdleń jest mózg czy układ naczyniowy? </em>Forum Medycyny Rodzinnej 2008, tom 2, nr 1, 33–41</li>
</ol>
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/nerw-bledny-tajemniczy-reduktor-stresu/">Nerw błędny &#8211; tajemniczy reduktor stresu</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>7 rodzajów głodu wg dr Jan Chozen Bays</title>
		<link>https://myway-eu.pl/7-rodzajow-glodu-wg-dr-jan-chozen-bays/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[dorota]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 06 Sep 2019 10:58:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Badania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://nowa.myway-eu.pl/7-rodzajow-glodu-wg-dr-jan-chozen-bays/</guid>

					<description><![CDATA[<p>TU PRZECZYTAJ OPIS SIEDMIU RODZAJÓW GŁODU Rozróżniając 7 rodzajów głodu, uczysz się podejmować mądrzejsze decyzje, co do tego, kiedy i co powinieneś jeść. Tylko pożywieniem możesz zaspokoić głód żołądka i komórek. Pięć pozostałych rodzajów głodu: oka, ust, nosa, serca i umysłu możesz zaspokoić na inne sposoby. Pamiętaj o tym!   Jedz świadomie i z zaciekawieniem&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/7-rodzajow-glodu-wg-dr-jan-chozen-bays/">7 rodzajów głodu wg dr Jan Chozen Bays</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignnone size-medium wp-image-657" src="http://myway-eu.pl/wp-content/uploads/2019/09/ciacho-300x169.jpg" alt="" width="300" height="169" /></p>
<p><a href="http://myway-eu.pl/wp-content/uploads/2019/09/7-RODZAJÓW-GŁODU.pdf">TU PRZECZYTAJ OPIS SIEDMIU RODZAJÓW GŁODU</a></p>
<p>Rozróżniając 7 rodzajów głodu, uczysz się podejmować mądrzejsze decyzje, co do tego, kiedy i co powinieneś jeść. Tylko pożywieniem możesz zaspokoić głód żołądka i komórek. Pięć pozostałych rodzajów głodu: oka, ust, nosa, serca i umysłu możesz zaspokoić na inne sposoby. Pamiętaj o tym!</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Jedz świadomie i z zaciekawieniem – zwracaj uwagę na różnorodność tekstur, zapachów, barw, a nawet dźwięków czy ruchów. Uważne jedzenie pobudza zmysły. Nie śpiesz się a delektuj.</strong></p>
<p><strong>To bardzo miłe i zdrowe &#8211; żyć w harmonii ze swoim ciałem i czerpać z jego mądrości.</strong></p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/7-rodzajow-glodu-wg-dr-jan-chozen-bays/">7 rodzajów głodu wg dr Jan Chozen Bays</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Depresja nie oznacza, że jesteś słaby&#8230;</title>
		<link>https://myway-eu.pl/depresja-nie-oznacza-ze-jestes-slaby/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[dorota]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 25 Aug 2019 15:54:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Badania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://nowa.myway-eu.pl/depresja-nie-oznacza-ze-jestes-slaby/</guid>

					<description><![CDATA[<p>„Depresja nie oznacza, że jesteś słaby… tylko, że byłeś silny za długo” Artykuł przeczytany na www.zielonazmiana.pl Publikacja ze względu na jego wysoką wartość merytoryczną oraz nadzieję, że ta kompilacja może pomóc w lepszym zrozumieniu zjawiska jakim jest depresja. &#160; Depresja, nazywana dżumą XXI wieku, w ciągu życia pokolenia dotyka ok. 15% Europejczyków. Inne dane mówią, że&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/depresja-nie-oznacza-ze-jestes-slaby/">Depresja nie oznacza, że jesteś słaby&#8230;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>„Depresja nie oznacza, że jesteś słaby… tylko, że byłeś silny za długo”</p>
<p><strong>Artykuł przeczytany na www.zielonazmiana.pl</strong></p>
<p><strong>Publikacja ze względu na jego wysoką wartość merytoryczną oraz nadzieję, że ta kompilacja może pomóc w lepszym zrozumieniu zjawiska jakim jest depresja.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Depresja, nazywana dżumą XXI wieku, w ciągu życia pokolenia dotyka ok. 15% Europejczyków. Inne dane mówią, że co dziesiąta osoba na świecie przechodzi w życiu przynajmniej jeden jej epizod. Depresja jest już drugą, po chorobie niedokrwiennej serca, najczęściej atakującą nas „dolegliwością”. W 1990 r. zajęła ona 4 miejsce na liście 150 zaburzeń zdrowotnych obciążających społeczeństwo największymi kosztami bezpośrednimi (koszty finansowania „leczenia”) i pośrednimi (koszty absencji w pracy, inwalidztwa oraz zgonów osób w wieku produkcyjnym). Z danych opublikowanych przez National Institute of Mental Health w USA w 2007 r. wynika zaś, że każdego roku na depresję zapada ponad 15 milionów dorosłych Amerykanów. W Australii liczba takich przypadków podwoiła się między 1990 a 1995 r. Według wstępnych szacunków, w 2020 r. depresja zajmie pierwsze miejsce w niechlubnym rankingu przyczyn zgonów. World Health Organization w swoim raporcie alarmuje: u młodych ludzi depresja jest głównym powodem występowania schorzeń i niepełnosprawności, a samobójstwo jest jedną z trzech najczęstszych przyczyn śmierci młodzieży.</p>
<p>Podczas gdy w wielu krajach europejskich częstotliwość samobójstw spada, w Polsce jednak ciągle rośnie – tam od lat działają programy profilaktyczne, u nas pokutują stereotypy. Ogromnej liczby zamierzeń zapisanych w Narodowym Programie Ochrony Zdrowia Psychicznego z 2011 r. po prostu nie wykonano. Kiedyś w Polsce samobójstwo popełniało od czterech do pięciu tysięcy osób rocznie. Teraz – ponad sześć tysięcy – w 2013 r. było ich 6355. Zgonów w wyniku samobójstw mamy już dwa razy więcej niż w wypadkach drogowych – stwierdził psychiatra Marek Balicki, były minister zdrowia. Więcej też, aniżeli w wyniku zabójstw czy z powodu HIV/AIDS – o połowę więcej niż przed 40 laty. Autorzy raportu, przygotowanego dla Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, alarmują, że wśród krajów europejskich w statystyce samobójstw Polska zajmowała do 2008 r. 13 miejsce, zaś jeśli chodzi o mężczyzn – 9. Być może właśnie „wspięliśmy się” do pierwszej dziesiątki. Najświeższy raport WHO umieszcza Polskę wśród 6 europejskich państw o najwyższej częstotliwości samobójstw (przodują Litwini, plasujący się jednocześnie na samym końcu listy narodów najbardziej empatycznych).</p>
<p>Prób samobójczych jest dziesięć razy więcej niż samobójstw. Wynika z tego, że tych, którzy nie mają siły żyć, może być ponad 60 tysięcy.</p>
<p>Profesor Maria Jarosz, socjolog z Instytutu Studiów Politycznych PAN wydała ostatnio książkę „Samobójstwa. Dlaczego teraz”, w której przeanalizowała przypadki samobójstw z ostatnich 60 lat. Zauważyła, że w tym czasie gwałtownie zwiększyła się dysproporcja między liczbą samobójców a samobójczyń. Mężczyźni zawsze częściej decydowali się na ten krok, jednak w ostatnich latach ta różnica stała się jeszcze większa. Prof. Jarosz stwierdziła, że tak dużych dysproporcji nie ma nigdzie na świecie: za granicą zaczyna się postrzegać Polskę jako kraj silnych kobiet i coraz słabszych mężczyzn. Mężczyzn samobójców jest ponad sześciokrotnie więcej niż kobiet (na świecie ta dysproporcja to zwykle 1 do 4). A wśród mężczyzn – najwięcej tych w sile wieku, 45–54 lata – ponad 1,3 tysięcy.</p>
<p>Według dr. hab. Bartosza Łozy, prezesa Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, klasyczny samobójca to <strong>człowiek dojrzały, najczęściej mężczyzna, który</strong> <strong>nie może się pogodzić ze stratą osobistą</strong>. To czasami strata pracy, pozycji, czasami pieniędzy albo partnerki/partnera. Najczęściej odchodzą samotni, opuszczeni, bezrobotni, bezdomni.</p>
<p>W ostatnim czasie coraz częściej spotyka się ludzi, którzy głęboko przeżywają <strong>niewyobrażalne straty, jakich doświadcza przyroda</strong>. Ludzi widzących dalej niż inni: jak giną całe ekosystemy i zagrożona jest sama biosfera, w której żyjemy. Ogarniętych przez to rozpaczą, mających poczucie, że stoimy w obliczu końca świata, jaki znamy.</p>
<p>Z danych Komisji Europejskiej wynika, że na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne lub osobowości może cierpieć nawet 23% Polaków, jednak opieką psychiatryczną objęta jest tylko jedna czwarta z nich. W Polsce jest 6 psychiatrów na 100 tysięcy mieszkańców, podczas gdy na Węgrzech – 9, w Czechach czy Niemczech – 12, w Finlandii czy we Francji – 22. Psychiatrzy nie ukrywają, że cieszą ich wyznania o cierpieniu na depresję, takie, jak uczynione na Facebooku<br />
i w wywiadzie prasowym przez Justynę Kowalczyk. Ich zdaniem pomagają „odczarować” depresję, jednakże nadzieje te mogą być płonne. W komentarzach do wywiadu dominował podziw, że Justyna „miała odwagę przyznać się do takiej słabości”. Odzywają się już kolejni sportowcy, którzy również cierpieli – cierpią – na depresję. Inni przypominają sobie o znajomych, którzy mają dokładnie takie same objawy, jak słynna narciarka. I jak to zwykle bywa, wyznanie bardzo znanej osoby (przykład Angeliny Jolie) nagle odblokowało problem; okazuje się, że „chorzy na depresję” są wśród nas, że jest ich bardzo wielu, tyle że może nie zawsze są oni dostrzegani, a już na pewno – rozumiani.</p>
<p>Mimo wieloletnich kampanii medialnych <strong>depresja wciąż jest czymś </strong>„<strong>wstydliwym</strong>”, a ci, których dotyka, są <strong>stygmatyzowani</strong>. Wzbudzają litość, współczucie, bo są słabsi, bo sobie nie radzą. Tymczasem od wielu lat wiadomo, że zaburzenia nastroju nie są żadną słabością charakteru, a depresja jest związana z ustalonym osobniczo funkcjonowaniem dwóch ważnych neuroprzekaźników w mózgu – serotoniny i noradrenaliny (chociaż niektórzy mają wątpliwości, czy ich zbyt niski poziom jest przyczyną czy skutkiem depresji) – oraz z nieprawidłowościami, jak określają to lekarze, funkcjonowania osi podwzgórze-przysadka-nadnercza, nadmiernie wytwarzającej <strong>hormony stresu</strong>, między innymi<strong> kortyzol</strong>.</p>
<p><strong>Zaburzenia osobowości</strong> można podejrzewać u osób, których pewne cechy charakteru lub sposoby nawiązywania relacji odbiegają drastycznie od przyjętych w danej kulturze do tego stopnia, że utrudnia im to własną egzystencję lub współżycie z innymi.</p>
<p>Dr Robert Spitzer, profesor psychiatrii z New York Columbia University i członek Komitetu Nazewnictwa Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, stworzył na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego stulecia współczesną wersję systemów klasyfikacji zaburzeń psychicznych i osobowości. Przewidywał on, że prawdziwe znaczenie owych systemów polega na „odkryciu” powszechności tych zaburzeń. Dziś niektórzy szacują, że nawet 20-40% populacji może mieć w ciągu życia jakieś tego rodzaju zaburzenia. W Polsce może to być co czwarta osoba i co pewne – ogromna część przeżyje jakiś wariant depresji.</p>
<p><strong>Depresja rzadko ma tylko jedną przyczynę</strong>. Najczęściej wywołują ją różne czynniki, takie jak: negatywne doświadczenia, ciężkie choroby trwające długi czas, czynniki dziedziczne, cechy osobowości, warunki życiowe, układy rodzinne i zawodowe. Pomimo licznych czynników środowiskowych mogących wywołać zaburzenia depresyjne, kluczowy pozostaje <strong>przewlekły stres</strong>. A dzisiejsza rzeczywistość powoduje, że wiele osób nie radzi sobie z wyzwaniami stojącymi przed nimi. Depresja ma też skłonność do <strong>nawrotów</strong> – ok. 75% osób, których dotknęła, dozna jej ponownie w ciągu dwóch lat od poprzedniego epizodu. Wyraźną przyczynę można zauważyć z reguły tylko w przypadku pierwszych trzech-czterech nawrotów. Kolejne epizody pojawiają się niejako z automatu – bez wyraźnej przyczyny. Obok obniżenia nastroju, spadku aktywności, energii życiowej, utraty zainteresowań, zaburzeń rytmu snu i czuwania, często także obsesyjnych myśli o śmierci; jeden z podstawowych objawów depresji, to <strong>anhedonia</strong>. Jest to niezdolność do przeżywania radości, szczęścia i satysfakcji wtedy, gdy taka reakcja byłaby naturalna i wcześniej, przed okresem depresji, występowała. Psychiatrzy do tej pory traktowali anhedonię jako wynik „choroby”. Jak jednak wykazują najnowsze badania, anhedonia składać się może z dwóch elementów, z których jeden może być prognostykiem depresji na długo przed tym, zanim człowiek przestanie być zdolnym do odczuwania przyjemności. Oznacza to, że zanim dojdzie do tego, że zostanie utracona zdolność do odczuwania przyjemności, występuje wcześniejsza faza<br />
– zaniechanie poszukiwania sytuacji, które są źródłem tych przyjemnych doznań.</p>
<p><strong>Samotność</strong> jest tym negatywnym stanem, który może doprowadzić do dezintegracji osobowości. Samotności towarzyszą takie doświadczenia, jak: samoalienacja, nieufność wobec innych, poczucie winy, wstyd, lęk, poczucie niedopasowania społecznego – co wzmaga podatność na zaburzenia psychiczne. Sprzyja również różnym formom uzależnień (alkoholizm, narkomania), które stosuje się jako mechanizmy obronne. Istnieje też istotna korelacja: samotność-depresja. Zaś samotne, długotrwałe borykanie się jakiejś osoby z objawami i skutkami depresji może ją doprowadzić do swoistego <strong>zerwania kontaktu z rzeczywistością</strong>. Jest to wynikiem pogrążania się przez nią w smutku, opisywanym jako <strong>zapadanie się w ciemności</strong>. Według relacji osób w depresji, „jak w czeluści, oddziela ich od świata czarna ściana. Czarna jest ich przeszłość, teraźniejszość i przyszłość”. Patrząc na ludzi pracujących, bawiących się i śmiejących, osoba w depresji ma uczucie, jakby patrzyła na nich z głębi studni; gdzieś wysoko jest słoneczny dzień, który ją tylko drażni kontrastem i beznadziejnością jej egzystencji. Co do innych objawów: zwykle od dłuższego czasu nie odczuwa już ona radości, nic jej nie cieszy, traci zainteresowanie codziennymi czynnościami. Często przestaje ją też interesować w co się ubiera i jak wygląda; zaniedbuje higienę, zapuszcza zarost, przestaje chodzić do fryzjera itp. Jej waga może znacznie spaść lub wzrosnąć, może też mieć bóle głowy, żołądka i pleców, bóle mięśniowe, kołatanie serca. Ciągle jest zmęczona i senna, nie mogąc zasnąć do późna w nocy lub budząc się bardzo wcześnie rano. Czuje ona, że jej myśli i ruchy są jakby „w zwolnionym tempie”, a wszystkie członki stają się wyjątkowo ciężkie. Przeczytanie książki lub gazety to dla niej wysiłek, nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, o czym był przeczytany tekst. Może mieć ona mgliste wspomnienia tego co robiła kilka dni temu, tracić rachubę czasu. Odczuwa lęk, ale nie wie przed czym konkretnie i boi się wyjść z domu. Może mieć myśli samobójcze, planować i wyobrażać sobie swój pogrzeb, przygotowywać listy pożegnalne. Zdarza się, że ogranicza ona lub zrywa zupełnie kontakty z sąsiadami, znajomymi i rodziną. Rozmawia z bliskimi tylko gdy musi, krótko i rzeczowo, często przy tym kłamiąc albo udzielając wymijających odpowiedzi na pytania o jej zdrowie, samopoczucie i o to, co właściwie robi. Zanika stopniowo jej życie seksualne,<br />
a w rezultacie kontakt z partnerką/partnerem ulega osłabieniu lub jest zrywany. Partnerzy i inni bliscy takiej osoby mogą uważać to, o czym mówi, za objawy jej słabego charakteru i jakiejś złej woli. Wywołuje to często konflikty, ponieważ osoba w depresji ma już dosyć „brania się w garść”, „mobilizowania się” i „dyscyplinowania” oraz „chłodnej oceny” sytuacji. Ma przecież problem z czymś takim jak słabość, wrażliwość, bezbronność i niepewność. Siebie traktuje ona jak wroga i kiedy noga jej się powinie, wymierza sama sobie karę.</p>
<p>Natomiast osoby <strong>usilnie tające depresją</strong> mogą zachować się zupełnie „normalnie” i mogą nawet wyglądać na zadowolone z życia. Jednak również odczuwają bardzo silną nienawiść do siebie samych. Jednocześnie, w związku z tym, osoby takie mogą planować akt samobójstwa – zazwyczaj bardzo starannie, tj. szczegółowo: czas, miejsce i sposób jego dokonania. Erwin Ringel, psychiatra i suicydolog, pisze, że „ustalenie takich detali jest końcowym etapem podejmowania decyzji. Kiedy już ją podejmą, stają się spokojni, rozluźnieni. Szczególnie widać to u osób depresyjnych, „wchodzących w tunel, w którym niczego się już się nie czuje, jak w narkozie. Zostaje tylko jedna myśl: uciec, zasnąć – nie umrzeć, ale właśnie zniknąć, zasnąć”. Jeśli z etapów samobójstwa wyobrażonego i upragnionego przechodzą one już do planowania, to potem – jak to ujmują suicydolodzy – w tzw. procesie samobójczym jest już tylko czwarty, ostatni etap: samobójstwo dokonane. Lecz nie zawsze, bowiem niektórzy na etapie „samobójstwa upragnionego” dożywają sędziwego wieku. Dr Iwona Koszewska, doświadczona lekarka psychiatra, mówi: „zdecydowana większość osób w depresji ma myśli dotyczące sensu własnego życia, myśli rezygnacyjne, w tym samobójcze. Prawie każdej depresji może towarzyszyć poczucie bezradności, bezsilności, winy. Większość jednak nie do końca jest zdecydowana odebrać sobie życie. Silnemu pragnieniu śmierci towarzyszy zazwyczaj <strong>silna chęć życia</strong>. Samobójstwo ma często uwolnić od cierpienia, z którym życie jest niemożliwe, a nie jest aktem sprzeciwu wobec życia w ogóle”.</p>
<p>Jak wiele trzeba, aby i <strong>społeczeństwo odrzuciło osobę w depresji</strong>? Czasami wszak wystarczy mu jedna cecha, zupełnie niezawiniona i nieznacząca, ale mimo to sprawiająca, że ktoś jest „inny”. Już nawet „nieestetyczna” choroba czy widoczna ułomność ciała albo jakieś błahe ale przykre zdarzenie z przeszłości może sprawić, że dana osoba wypadnie poza nawias, a w jej towarzystwie będzie się odczuwało dyskomfort i zażenowanie. Również starość i często wiążąca się nią, wspomniana już samotność, wypychają ludzi na margines życia społecznego. Takie stany, sytuacje i zdarzenia mogą przekreślić nie tylko karierę zawodową, ale i życie rodzinne lub towarzyskie. Dają poczucie permanentnej osobistej porażki (pasma kolejnych życiowych klęsk), poczucie wstydu i bycia gorszym, a w konsekwencji obiektem ostracyzmu. Ludzie, którzy niewiele wiedzą o depresji, uważają ją często za przejaw lenistwa, obłomowszczyzny i traktują z lekceważeniem lub pogardą. W skrajnych przypadkach może to prowadzić do wspomnianej samonienawiści i poczucia nieadekwatności społecznej.</p>
<p>Niestety, <strong>stygmatyzacja</strong> dotycząca osób korzystających z powodu depresji z „leczenia” (farmako- czy psychoterapii) jest wpisana w szerszy obszar stygmatyzacji dotyczącej osób doświadczających trudności psychicznych w ogóle. Ludzie cierpiący na depresję – nawet jeśli nie korzystają z „leczenia” – są często <strong>wykluczani</strong> ze społeczeństwa i dlatego zazwyczaj wstydzą się tego faktu. Z sondażu przeprowadzonego przez CBOS wynika, że prawie trzy czwarte Polaków uważa, iż choroby psychiczne z założenia <strong>ukrywa się przed innymi</strong>. Według dr Anny Branieckiej (z Katedry Psychologii Pozytywnej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie) u podstaw wstydu związanego z korzystaniem z leczenia psychiatrycznego czy psychoterapii często leży znacznie szerszy problem współczesnych czasów – <strong>lęk przed byciem nie do końca sprawnym i efektywnym</strong>. W dzisiejszych burzliwych i przełomowych czasach, w których ogromną wagę przywiązuje się do osiągania życiowych sukcesów, przyznanie się do tego, że ktoś nie do końca sobie radzi, może być bardzo trudne. Zdaniem psychologa, trenera i psychoterapeuty Wojciecha Eichelbergera „przez ostatnie ćwierćwiecze obowiązywał <strong>model pędu za posiadaniem</strong>, które miało uczynić ludzi szczęśliwymi. Okazało się jednak, że w skali społecznej ilość cierpienia raczej wzrosła niż zmalała. Młodzi ludzie widzą, że ich <strong>rodzicom, kombatantom czasów przemiany ustrojowej, ten pęd nie dał szczęścia</strong>”. Nie odnieśli oni więc sukcesu życiowego pozwalającego na bycie przez nich w dalszym ciągu jakimś wzorem i autorytetem dla kolejnego pokolenia.</p>
<p>Harry Cleaver (amerykański lewicowy ekonomista związany przez lata z Uniwersytetem Teksańskim w Austin, autor książki „Struggle against work”) prosi, by spojrzeć na <strong>doświadczenie różnych grup wykluczonych</strong>: właśnie starszych albo niepełnosprawnych. Możliwości zaprzęgnięcia ich do kapitalistycznej maszyny są utrudnione, więc w społecznym odczuciu uważa się ich za <strong>mniej wartościowych</strong>. Za ciężar, w którego rozwój niechętnie inwestujemy. Maksimum tego, na co mogą liczyć, to zapewnienie im egzystencjalnego minimum. A i to nie wszędzie. Współczesne społeczeństwa odchodzą bowiem od solidarnościowych systemów opiekuńczych i emerytalnych. Oznacza to, że będziemy mieli więcej ludzi, których niskie płace i prekaryjne warunki zatrudnienia nie pozwolą na sfinansowanie godnej jesieni życia. Oni będą musieli pracować dłużej. Być może do końca. Wielu praca dosłownie zabije. Zabija ich zresztą cały czas. Stres, wypalenie, praca w trudnych warunkach. To nie są zmyślone problemy – Cleaver „nie widzi powodu, dla których ekonomiści czy politycy mieliby odwracać od nich wzrok. Problem, o którym mówi, jest reprodukowany z pokolenia na pokolenie. Faktyczne zniewolenie pracą zostało dawno temu usankcjonowane. Uchodzi za normalne i naturalne. Za człowieczy los. Jak wygląda ta reprodukcja współczesnego niewolnika? Rodzisz się i zostawiają cię w spokoju. Na chwilę. Każdy człowiek ma wtedy parę lat wolności i pewnie dlatego dzieciństwo jest dla tak wielu z nas mitycznym czasem szczęścia. Ale potem? Zaraz musi iść do szkoły”.</p>
<p>Według prof. Jonathana Rottenberga (amerykańskiego psychologa po Stanford University, zajmującego się przede wszystkim psychologią emocji i kierującego katedrą emocji i nastrojów na South Florida University, autora książki „The Depths: The Evolutionary Origins of the Depression Epidemic”) <strong>kultura współczesna</strong> oraz wszystkie inne, mają być uniwersalnym środkiem znieczulającym i „antydepresyjnym”. Coraz więcej potrzeb domagających się zaspokojenia, cywilizacja, sztuka, religia – wszystko to ma zająć nam czas i okłamać rozum<br />
– wprowadzić go w <strong>trans</strong> – tak, byśmy nie mieli depresji. Czyli nie stawali oko w oko z prawdą, że żyjemy na świecie, który jest pełen zła i cierpienia, okrucieństwa i niesprawiedliwości, a życie zawsze prowadzi do śmierci. Jego zdaniem jest bardzo możliwe, że <strong>współczesna kultura, zwłaszcza zachodnia, źle spełnia tę rolę</strong>, odbierając wiarę w życie wieczne, a gloryfikując sukces, młodość i urodę. Za to daje „lekarstwa”: prozac, efectin czy asertin…</p>
<p>Zdaniem prof. Rottenberga <strong>depresja nie jest jednak defektem czy schorzeniem psychicznym ani zaburzeniem osobowości, a stanem jak najbardziej naturalnym</strong>, który w porządku naszego życia mentalnego i emocjonalnego ma swoje uzasadnione miejsce. W przekonaniu <strong>ewolucjonistów</strong> psychika jest przecież podstawowym obszarem adaptacji – służy przede wszystkim temu, żeby przetrwać. Szczęście czy dobre samopoczucie nie są więc w żaden sposób oczywistą jakością doświadczenia, a jedynie produktami ubocznymi dążeń do innych – w optyce Rottenberga głównie <strong>adaptacyjnych</strong> – celów.</p>
<p>Depresja jest więc nieocenionym <strong>spowalniaczem</strong> – kiedy ogarnia nas nierealistyczny pęd. Przynosi świadomość ograniczenia, konfrontuje z bezradnością, wprowadza bezruch tam, gdzie dominuje jednostronnie zorientowana aktywność. Ludzie, którzy nigdy nie doświadczyli stanu depresyjnego, mają często – co pokazują przytaczane przez prof. Rottenberga badania – nierealistyczną ocenę własnych możliwości, a także, mówiąc potocznie, nie uczą się na błędach, nie wyciągają wniosków z porażek.</p>
<p>Od prof. Jonathana Rottenberga płynie więc <strong>przekaz iście rewolucyjny</strong>. Należy rozpoznać ograniczenia; <strong>odejść od retoryki sukcesu i pozytywnej waloryzacji siły, sprawności oraz skuteczności; zaakceptować negatywne stany i nastroje</strong>, jako nieodłączny składnik życia psychicznego, tak samo potrzebne i ważne, jak stany pozytywne. Porzucić iluzyjny ideał szczęścia jako cel sam w sobie; odejść od kultury waloryzującej indywidualny sukces na rzecz kooperacji i wspólnotowości. Włączyć cierpienia i cierpiących do głównego nurtu kultury, do naszego myślenia i przeżywania rzeczywistości, zamiast alienacji, koncentracji na ideale wiecznej młodości i piękności, ukrywania chorych i umierających za szpitalnymi parawanami oraz reklamowymi kliszami budującymi nieistniejącą krainę wiecznej szczęśliwości…</p>
<p><strong>Zachodnia kultura</strong> jest według prof. J. Rottenberga <strong>ekstremalnie</strong> <strong>depresjogenna</strong>. Wiele spośród takich ewidentnie kulturowych czynników, jak kult szczęścia, sukcesu – rozumianego jako powodzenie finansowe – sprawności, odpowiada za współczesną „<strong>epidemię depresji</strong>”. Na pierwszy rzut oka wydają się one dość łagodne – podobnie jak przekonanie, że możesz właściwie robić wszystko, pod warunkiem, że odpowiednio nastroisz swój umysł. Widać to szczególnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie od małego wpaja się dzieciom w toku <strong>edukacji</strong>, że osiągną coś w życiu tylko pod warunkiem, że będą niebywale ambitne. Z jednej strony – to świetnie, z drugiej – kiedy te dzieci stykają się później z drapieżną rzeczywistością, ich wygórowane ambicje rozbijają się o jej rafy. Ma to często dominujący wpływ na rozwój depresji.</p>
<p>Zresztą jest tak nie tylko w USA. Według cytowanego już wyżej Harryego Cleavera, szkoła w całym współczesnym kapitalistycznym świecie wiele obiecuje. Mówi się tam, że <strong>wykształcenie</strong>to wehikuł społecznej mobilności, droga do lepszego jutra. Jednakże zdaniem tego badacza „awans przez ciężką pracę” to w kapitalistycznej rzeczywistości „użyteczna legenda”. Szkoła jest filarem tej legendy. Ale w praktyce w większości przypadków nie jest to już miejsce, w którym uczysz się poznawać kulturowe dziedzictwo oraz jego różnorodność. Albo rozwijać swoją wrażliwość moralną. Do szkoły chodzisz w gruncie rzeczy po to, <strong>by przygotować się do roli przyszłego pracownika</strong>. Zamiast chaotycznego biegania i odkrywania różnorodności sadzają człowieka w ławce i uczą dyscypliny. To musztra dokładnie skrojona pod jego przeznaczenie – małego trybiku w wielkiej machinie kapitalizmu. Uległego wobec wąskiej klasy zarządzających i czerpiących ogromne profity z tego interesu.</p>
<p>Jeszcze w latach 60. czy 70. wielu przynajmniej marzyło o innej szkole. Takiej, która przygotuje suwerennych obywateli do życia w autentycznej demokracji. Ale to się skończyło. W Ameryce od lat jest presja, by w szkole było mniej „nierynkowych bzdur”, a więcej nauki praktycznego zawodu. Bo oprócz instytucji obowiązuje tam również <strong>ideologia</strong>, przekonanie, że praca jest cnotą samą w sobie. To przekonanie łączy zresztą kapitalizm z sowieckim komunizmem. Na Zachodzie dominowała kalwińska etyka pracy, zgodnie z którą, jak pracujesz i ci się wiedzie, to znaczy, że Bóg pokazuje ci, że postępujesz słusznie. W krajach komunistycznych panował zaś duch „stachanowca”, który dowodził tego samego, tylko bez Boga. Pracuj i nie pytaj o nic, bo to sens sam w sobie.</p>
<p>W swojej najnowszej książce Rottenberg napisał przede wszystkim o dwóch elementach. Po pierwsze – o podstawowym systemie odpowiedzialnym za powstawanie nastrojów, który człowiek dzieli z innymi gatunkami. Po drugie<br />
– o wielości rozmaitych czynników, które są specyficznie ludzkie, które ludzką depresję czynią znacznie bardziej dotkliwą i poważną, i które, zwłaszcza współcześnie, stały się bardzo intensywne.</p>
<p>Depresja jest zatem ceną, jaką płacimy za <strong>psychopatię współczesnej kultury</strong>, prowadzącą według innych badaczy do tzw. „<strong>demoralizacji</strong>”. Ale też jest niezwykle cennym <strong>sygnałem ostrzegawczym</strong>, <strong>pobudką</strong>, która – jeśli tylko odczytamy płynący z niej przekaz – może okazać się szansą na pełniejsze i prawdziwsze życie. Obniżony nastrój, negatywne uczucia spełniają zatem w pierwszym rzędzie <strong>funkcję informacyjną</strong>: mówią danej osobie, w jakim położeniu w danym momencie się znajduje, orientuje ją w rzeczywistości, wskazuje niebezpieczeństwo albo sytuację, w której nadmierne wysiłki są nieuzasadnione, bo prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu jest niskie bądź zerowe. Jeśli w jakiejś sytuacji określone zachowanie nie przynosi oczekiwanego efektu, obniżony nastrój spełnia rolę powstrzymującą daną osobę przed jego kontynuowaniem. Można przytoczyć bardzo dużo tego rodzaju sytuacji – które spotykają zarówno człowieka, jak i inne zwierzęta – kiedy to jest się w położeniu niebezpiecznym czy ryzykownym i dalsze działanie byłoby z tej perspektywy kompletnie bezzasadne. Na ironię zakrawa fakt, że choć przywykliśmy myśleć o depresji jako o „defekcie” czy oznace jakiegoś „braku” – tak naprawdę bierze się ona z tego wszystkiego, z czego, jako ludzie, jesteśmy najbardziej dumni. Ze zdolności do stawiania sobie bardzo ambitnych celów, zdolności do snucia opowieści o sobie. Potrafi to tylko człowiek<br />
– genetycznie najbliższy mu szympans nie jest zdolny do żadnej narracji. Ze względu na te – i wiele innych – zdolności, ludzie byli w stanie podporządkować sobie inne gatunki, ale jednocześnie płacą za to wspomnianą „cenę”.</p>
<p>Natomiast <strong>medyczny model</strong> myślenia o depresji jest w pewnym sensie narzędziem utrwalającym neoliberalną, zachodnią wizję społeczeństwa. Ostatecznie chodzi o sprawność i funkcjonalność, a więc o jak najszybsze i skuteczne <strong>przywrócenie pracownika do</strong> <strong>pełnej produktywności</strong> – z pomocą farmako- albo psychoterapii. Koresponduje to z przytaczaną wyżej tezą dr Anny Branieckiej, dotyczącą lęku przed byciem niesprawnym i nieefektywnym. Podobnie spostrzega to H. Cleaver, dodając jednak jeszcze, że „większość ludzi nie wykonuje prac ani szczególnie potrzebnych, ani szalenie rozwijających. To oznacza, że życiowego zadowolenia muszą szukać poza pracą. W dzisiejszym świecie nie mogą tego robić, bo praca w kapitalizmie, który mamy dziś, rozlewa się i pożera czas wolny. Dlatego w ich interesie <strong>jest zmniejszenie obciążenia pracą</strong>”.</p>
<p>W takim ujęciu nie ma najmniejszego znaczenia, dlaczego depresja się pojawia, czego jest sygnałem, co się w tym doświadczeniu istotnego odsłania. Chodzi wyłącznie o pozbycie się jej, sprowadzenie do „schorzenia” podobnego grypie, a więc o reedukację osoby nią dotkniętej – żeby znowu mogła realizować kulturowy wzorzec, który <em>de facto</em> w cierpienie ją wpędził. Postępująca <strong>medykalizacja obniżonego nastroju</strong>, czy w ogóle negatywnych doświadczeń, jest tego zjawiska dobitnym przejawem.</p>
<p>Podejście – jeśli czujesz się źle, bierz leki i pozbądź się depresji – odcina nas kompletnie od możliwości rozumienia naszego nastroju, głębokiego przeżycia go, a tym samym odcina nas w ogóle od tego rodzaju doświadczeń, które są po prostu częścią ludzkiej kondycji. Oczywiście, do pewnego stopnia zrozumiałe jest tego rodzaju nastawienie, z drugiej jednak strony można myśleć, że w ten sposób ludzie pozbawiają się czegoś bardzo istotnego. I oczywiście, dopóty, dopóki ludzie nie popadają w iluzję – że depresja to „choroba” taka sama, jak inne choroby – nie ma nic groźnego w zastosowaniu <strong>środków przeciwdepresyjnych</strong>, jeśli cierpienie jest nie do wytrzymania. Cierpienie jest bowiem realne – i potrafi być po prostu straszliwe. Depresja jest dla prof. J. Rottenberga problemem z poziomu <strong>zdrowia publicznego</strong>, tak samo jak <strong>zabójstwa</strong> czy <strong>samobójstwa</strong>. Podobnie wspomniana już kilkakrotnie <strong>samotność</strong> – to też jest według niego ogromna kwestia z tegoż zakresu, gdyż ludzie, którzy czują się samotni, są generalnie mniej zdrowi, bardziej podatni na rozmaite choroby. Depresję J. Rottenberg zalicza właśnie do tej kategorii zjawisk, na których ludzie zajmujący się zdrowiem publicznym i wsparciem społecznym, poziomem życia i dobrym samopoczuciem populacji, powinni się szczególnie koncentrować. Zatem to, że nie traktuje depresji jako „choroby”, nie oznacza, że nie uważa, iż jest to bardzo poważny problem.</p>
<p>Wiele osób cierpiących na depresję nie wie po prostu, co zrobić. Bezkrytyczne podążanie za modelem medycznym może być w tym sensie zwodnicze, że osoba taka przestaje interesować się źródłami tego, co się z nią dzieje, oczekuje po prostu, że leki zaczną działać i problem minie. Mówi się o niej jako o „chorobie”, takiej, jak inne, związanej z deficytami pewnych substancji w mózgu, przepisuje się farmaceutyki, prowadzi kampanie uświadamiające w tym zakresie. Tymczasem badania pokazują, że <strong>skuteczność „leków” jest w przypadku depresji tak naprawdę niewielka, a liczba nawrotów po zaprzestaniu „leczenia” farmakologicznego – bardzo duża</strong>. Z całą pewnością łączy się to z brakiem tolerancji dla negatywnych emocji. To trochę wzajemnie napędzający się układ, który powoduje, że ludzie żyją pod jeszcze większą presją. Mają bowiem tendencję do postrzegania każdego sygnału, że nie są tak szczęśliwi jak „powinni”, jako sygnału potencjalnej choroby. Coś takiego widać na przykład w mediach społecznościowych, np. facebookowe profile zapełniane są raczej dowodami na dobre samopoczucie, radosnymi wydarzeniami albo zdjęciami, na których ludzie są szczęśliwi i uśmiechnięci. Mało kto pisze tam o momentach zwątpienia czy o swoim smutku.</p>
<p>Depresja bywa często momentem <strong>przewartościowania</strong>, tj. przyjrzenia się swoim wartościom i celom, które być może należałoby radykalnie przeorganizować. Kiedy ludzie zmagają się z depresją i jedyne, co mogą zrobić, to liczyć na „leki”<br />
– które działają albo nie, i po których bardzo często depresja nawraca<br />
– <strong>są w sytuacji tak naprawdę beznadziejnej</strong>. Kiedy jednak zrozumieją, że za nastrój odpowiada szereg złożonych czynników, na które mają wpływ, o ile je dostrzegą, wówczas przechodzą na zupełnie inną pozycję. Ludzie muszą zrozumieć, że <strong>nastrój</strong> jest pewnego rodzaju informacją, komunikatem. Nie bierze się znikąd, nie jest zawieszony w próżni – i że w doświadczaniu go oraz obchodzeniu się z nim bardzo istotna jest perspektywa, z której na niego patrzymy. Można obniżone nastroje przyjąć z ich dotkliwym charakterem, analizować ich jakości, próbować dociec, skąd się biorą. Jest to skądinąd pogląd bardzo podobny do wielu technik psychoterapeutycznych. I oparty przede wszystkim na tym, co dzisiaj wiemy o nastrojach. W tym sensie – wydaje się, że jest to przekaz zdecydowanie <strong>pozytywny</strong> i <strong>napawający nadzieją</strong>.</p>
<p>O ile depresję wciąż niestety diagnozuje się jako „chorobę”, to tzw. „<strong>melancholia</strong>” jest zjawiskiem kulturowym o niezwykle szerokim kontekście. Wiadomo bowiem „powszechnie”, że melancholii nie trzeba „leczyć”, ponieważ to „nie choroba” i da się z nią żyć. Środkiem na nią jest np. <strong>wiara</strong>, niekoniecznie w bóstwo, czy jakąkolwiek inną instancję wyższą, ale chociażby w to, <strong>że życie ma jakiś sens</strong>. Jednak „temperament melancholijny” uważany był niegdyś za najgorszy z możliwych. Osoba legitymująca się takim stanem osobowości cierpiała na nadmiar „czarnej żółci” znajdującej się w organizmie (człowiek miał składać się z czterech żółci, które powinny pozostawać ze sobą w harmonii i symbiozie). Melancholik był „chudy i sczerniały, skąpy, złośliwy, zachłanny, podstępny, tchórzliwy, nieufny, hardy i gnuśny, smutny, leniwy, niewdzięczny i ospały. Jedynym jego rysem dodatnim była skłonność do samotnych studiów”. Nie wszystko to pasuje do „melancholika współczesnego”, czyli najczęściej osoby w jakimś wariancie depresji. Nie wyłamuje się ona jednak ze schematu leniwej, niedołężnej życiowo jednostki, która<br />
– dotknięta dziwną, wewnętrzną usterką – nie potrafi zmierzyć się ze swoim bytem. Melancholia jest obecnie stanem, w którym nierozstrzygalny staje się <strong>problem sensu życia i świata</strong>.</p>
<p>Melancholię trzeba odróżnić od <strong>pesymizmu</strong> (łac. <em>pessimus</em> – najgorszy), tj. od <strong>postawy</strong>wyrażającej się w skłonności do dostrzegania tylko ujemnych stron życia, negatywnej oceny rzeczywistości oraz przyszłości. Pesymizm to także <strong>pogląd filozoficzny</strong>, który charakteryzuje brak wiary w przyszłość, w postęp społeczny, w celowość życia i jego wartość. <strong>Pesymizm psychologiczny</strong> to nastrój lub emocjonalna skłonność do dopatrywania się wszędzie przejawów lub zapowiedzi zła, z którymi wiąże się stosunek do świata nacechowany lękiem i poczuciem bezsilności. Skłonność zaś do przesadnego przewidywania wielu przeciwności, które mogą pojawić się na drodze do osiągnięcia zamierzonego wyniku to „<strong>pesymizacja</strong>”.</p>
<p>Według <strong>egzystencjalizmu ateistycznego</strong> człowiek pojawia się na świecie bez żadnego konkretnego celu, co więcej nie ma niczego, co uzasadniało by jego na nim bytność. Stąd bierze się <strong>dramatyzm istnienia</strong> ludzkiego – <strong>konieczność wzięcia całkowitej odpowiedzialności za własne życie</strong>. Nie jest to jednak takie proste, ponieważ istnienie jest niezwykle kruche i niepewne, dlatego też człowiek odczuwa lęk przed życiem. Analogicznie odczuwa również lęk przed śmiercią. Jest to także źródło jednego z głównych poglądów egzystencjalistów – że życie to bezsens, absurd.</p>
<p>Egzystencjalni ateiści przekonują, że człowiek <strong>jest pozostawiony sam sobie</strong>, dlatego musi robić wszystko, by zabezpieczyć swoją własną egzystencję. Nie może liczyć ani na innych ludzi, ani tym bardziej na Boga, ponieważ go nie ma. Nie wierzą oni w żaden transcendentny byt. Obecność innych ludzi jest tylko zagrożeniem dla jednostki, dlatego też wszyscy dążymy do zapanowania nad innymi. <strong>Tragizm ludzki</strong> wyraża się również w <strong>egzystencjalnej idei nieograniczonej wolności</strong>. Wolność totalna najzwyczajniej nas przerasta i jest źródłem frustracji, ponieważ ludzie nie potrafią się nią poprawnie posługiwać ani z niej korzystać. Ciągłe dokonywanie wyborów jest czynnością tak trudną, że na dobrą sprawę nikt nie jest w stanie sobie z tym poradzić. Albert Camus przekonywał w „Dżumie”, że obowiązkiem każdego jest <strong>bunt</strong>, czyli heroiczne tworzenie siebie w świecie porażonym przez absurd. Tylko na drodze buntu pojedyncza osoba jest w stanie zjednoczyć się z innymi, aby w ten sposób przezwyciężyć egoizm i osamotnienie.</p>
<p>Urealnienie <strong>nicości</strong> u Jean-Paul Sartre’a następuje w człowieku. Zgodnie z programem egzystencjalizmu człowiek jest bowiem napiętnowany niedającym się pokonać <strong>brakiem wynikającym z niepełności jego istoty</strong>. Każdy byt posiada określoną istotę, tylko nie człowiek: jego strona esencjalna jest z każdą sekundą inna, zmienna, określana przez jego egzystencję; Sartre dopowiada: nieistniejąca. Słynne zdanie Sartre’a „Człowiek jest tym, czym nie jest i nie jest tym, czym jest” dotyczy tego właśnie aspektu ludzkiej egzystencji: ciągłego niedookreślenia jego istoty, które skazuje go na zawieszenie w etycznej i zarazem ontologicznej próżni. Nicością jest życie człowieka – konkluduje Sartre – skoro jego krótkie wyłonienie się z nicości składa się wyłącznie z kolejnego pasma esencjalnego niebytu.</p>
<p>Ateistyczna, egzystencjalistyczna <strong>negacja Boga</strong> i usunięcie go z horyzontu naszego myślenia nie wyjaśniają bynajmniej ani problemu sensu świata i życia, ani dramatu zła i bólu. Jeśli zaneguje się istnienie Boga, wówczas <strong>człowiek sam musi dźwigać ogromne brzemię zła</strong>. Zarzut istnienia zła i oskarżenie zwracają się wtedy przeciwko niemu samemu. To on jest <strong>winny i odpowiedzialny za zło</strong>, które czyni. Staje się piekłem dla innych i dla samego siebie. Zło unicestwia, degraduje, załamuje nie tylko ciało, ale i ducha, triumfuje i rodzi ogrom cierpienia. <strong>Istnienie zła, bólu i cierpienia</strong> jest sytuacją mroczną, i niezrozumiałą samą w sobie. Ludzie są istotami szukającymi ocalenia i noszą w sobie przynajmniej niewyraźną intuicję, że istnieje świat szczęśliwy, bez łez, przemocy i boleści. Osoba wierząca ma poczucie absurdalności świata wydanego złu, ale nie zamyka się w samotnym i rozpaczliwym milczeniu. <strong>Wiara jest prawomocna</strong>. <strong>Jednak niewiara jest prawomocna także</strong>.</p>
<p>Warto w tym miejscu wspomnieć o przypadku osoby uważającej się przez całe życie za „ateistę” – i to w trzecim już pokoleniu. Po niedawnym tknięciu Boską Makaronową Macką – uwierzyła ona w Latającego Potwora Spaghetti (wystarczyło „pomyśleć o Nim czule”). Jej samopoczucie od razu znacznie się polepszyło: świadomość bezsensu i absurdu, irracjonalnego niepokoju i dezorientacji zniknęły, za to pojawiło się poczucie swobody i przynależności do wspólnoty. Napięcie, niepewność i lęk egzystencjalny poważnie się zmniejszyły, a <strong>humor</strong> wyraźnie jej dopisywał. I nie było przy tym tak, jak niektórzy sądzą (w tym niestety urzędy, ministerstwa i sądy administracyjne), że jej wiara w LPS była jakąś <strong>parodią</strong> i polegała na ciągłym naśmiewaniu się z „innowierców” – na nieustannym żartowaniu ich kosztem. Mowa tu bowiem o „prawdziwej wierze”, a nie o „parodii religii”, jako <strong>zjawisku kulturowym</strong> polegającym na działaniach i publikacjach „imitujących” istniejącą religię. Parodie te są najczęściej wyrazem protestu wobec nadmiernego, zdaniem ich twórców, wpływu religii na przestrzeń publiczną, zwłaszcza naukę i szkolnictwo (zob. np. wiara w Niewidzialnego Różowego Jednorożca). Mogą też być działaniem artystycznym bez jawnych intencji politycznych (np. Haruhizm). Formę parodii religii przyjmują czasem także ruchy fanowskie, czego przykładami są: Kościół Emacsa czy Iglesia Maradoniana (ze świętym za życia Diego i jego Boską Ręką). Istnieją też zjawiska mające cechy zarówno parodii religii, jak i religii właściwej, np. dyskordianizm („Śmiech jest także drogą do szczęścia”), Dudeizm (z prorokiem Lebowskim) i Kościół SubGeniuszu (życie to pogoń za „Slackiem”, luzem). Można również gdzieniegdzie spotkać wyznawców całkiem „wymyślonych” religii, jak Jediizm czy Matrixizm, traktujących je bardzo poważnie. Jednak, według wspomnianej wyżej osoby, Pastafarianizm jest wiarą w Boga jedynie prawdziwego, a nadto wyjątkowo wartościowego spożywczo.</p>
<p>Zdaniem zaś pewnego znanego pisarza, mającego najpewniej depresję, tak poszukiwane i cenione przez wszystkich, zarówno przez wierzących jak i niewierzących, <strong>poczucie humoru</strong> – nie może ich przed niczym uratować; humor właściwie niczemu nie służy. Ludzie mogą, jak stwierdził, podchodzić z humorem do życiowych wydarzeń przez lata, czasem przez bardzo długi czas, a w przypadku niektórych osób – aż do samej śmierci; ale w rzeczywistości „życie złamie im serce”. Niezależnie od zalet ich charakteru, takich jak odwaga, zimna krew i innych dobrych cech rozwijanych przez dany im czas, zawsze w ostateczności będą miały złamane serce. Przestaną wtedy żartować. „Pod koniec jest już tylko samotność, chłód i cisza. Pod koniec jest już tylko śmierć”.</p>
<p>Zatem w naszej kulturze ostatnie słowo należy niestety do <strong>śmierci</strong>. Z poczucia winy za zło może wywodzić się poczucie katastrofy. Może jednak być wytworem samej ciemności depresji. W ciemności tej człowiek styka się z nieskończonością śmierci. Śmierć jest katastrofą świata indywidualnego, ale zwykle świat indywidualny jest jednocześnie całym światem. Wprawdzie każdy wie, że po jego śmierci życie będzie się toczyć dalej, ale mimo to gdzie indziej tkwi w nim irracjonalne przekonanie, że jego śmierć oznacza koniec wszystkiego. Przekonanie to wynika stąd, że świat zewnętrzny jest dla każdego tylko jego światem przeżyć, czyli światem własnym. Nie można wyjść poza własny świat. Śmierć jest zagładą własnego świata, a tym samym całego świata. Osoba w głębokiej depresji jest w subiektywnym przeżyciu bliżej śmierci aniżeli na starość lub w ciężkiej chorobie somatycznej.</p>
<p>Zbliżenie do śmierci niesie ze sobą niebezpieczeństwo w postaci pokusy, by być w jej nieskończoność wciągniętym. Śmierć jest <strong>odpoczynkiem, końcem znoju życia</strong>, jest ucieczką przed tym wszystkim, co człowieka gnębi. Gdy świat odpycha, wówczas tylko śmierć pociąga. Dlatego w depresjach odsetek zamachów samobójczych w porównaniu z ogólną populacją wzrasta od kilkunastu do kilkudziesięciu razy. Zwykle są to poważne zamachy samobójcze i bardzo często skuteczne. <strong>Samobójstwo w depresji</strong> jest prawdziwym szukaniem śmierci, a nie „wołaniem o pomoc”. Natomiast gdy obniżenie dynamiki życiowej jest tak znaczne, że dana osoba nie jest w stanie zdobyć się na wysiłek związany z podjęciem żadnej trudnej decyzji (właśnie w bardzo głębokiej depresji) prawdopodobieństwo zamachu samobójczego jest na ogół mniejsze. Paradoksalnie, nierzadko zdarza się, że dopiero wówczas dokonuje ona zamachu na swe życie, gdy jej nastrój nieco się poprawi.</p>
<p>Znacznie lepiej z tymi wszystkimi zagadnieniami radzi sobie <strong>kultura i filozofia Wschodu</strong>. Według np. buddystów większość działań ludzkich jest bezwartościowa, o ile nie wręcz destrukcyjna. Działając pod wpływem żądzy lub strachu, nie można zrobić nic dobrego. Dlatego powstrzymanie się od robienia zła powinno poprzedzać czynienie dobra. Stąd potrzeba <strong>wstrzymania wszelkiej aktywności</strong> na czas niezbędny do zbadania własnych popędów i motywacji, ujrzenia całego fałszu w umyśle, oczyszczenia się ze szkodliwych iluzji. Dopiero wtedy można podjąć działania (Sri Nisargadatta Maharaj). Najważniejszą rzeczą jest odkryć, co jest najważniejszą rzeczą (Shunryu Suzuki). Lepiej jest nic nie robić, niż być zajętym robieniem niczego (Lao Tsu).</p>
<p>Jak stwierdza Budda: jedynym korzeniem cierpienia jest <strong>przywiązanie</strong>. Zrozumienie, że <strong>wszystko jest ulotne</strong> pomaga nam uwolnić się od przywiązania i bólu. Lecz i według niego są jednak wyjątkowe sytuacje, gdy ból nas przerasta.</p>
<p>Co robić, żeby nie poddać się depresji, nie popaść w melancholię ani nie pesymizować. Usilnie poszukiwać czy negować Boga, „nawracać się” na Buddyzm lub Pastafarianizm, podchodzić do życia z humorem? Może warto <strong>przeżyć nostalgię</strong>. Nostalgia to przyjemnie zabarwiona, lekko sentymentalna i niespecjalnie mocna tęsknota za przeszłością. Tradycyjnie uważało się ją za emocję niepożądaną, związaną z żalem i cierpieniem, a nawet chorobą psychiczną. Tymczasem badania zrealizowane w SWPS pokazują, że przeżywanie nostalgii może przynosić wiele korzyści. Podczas projektu badawczego, zrealizowanego w 2010 r. w ramach doktoratu pt. „Współpobudzenie pozytywnego i negatywnego afektu a jakość życia. Czerpanie korzyści z nostalgii”, przebadano w sumie 447 młodych osób w wieku<br />
20-34 lat. Badania przeprowadziła wspomniana wyżej dr Anna Braniecka, pod kierunkiem prof. Ewy Trzebińskiej z Katedry Psychologii Pozytywnej SWPS. Według nich przeżywanie nostalgii zwiększa efektywność radzenia sobie z problemami i <strong>chroni przed wystąpieniem objawów depresyjnych</strong>, lękowych oraz pogorszeniem się stanu zdrowia. Wśród pozytywów wymieniają one także wpływ na sprawne adaptowanie się do trudnych sytuacji, lepsze rozumienie siebie i otoczenia oraz zapobieganie kryzysom psychicznym. W przypadku nostalgii <strong>afekt pozytywny</strong>dotyczy przywołania przyjemnych wspomnień z przeszłości danej osoby, natomiast <strong>afekt negatywny</strong> wynika z utraty obiektu tych wspomnień. Zgodnie z hipotezami badawczymi okazało się, że przeżywanie nostalgii, a szczególnie umiejętność przekształcania w nią smutku, wywiera korzystny wpływ na zdrowie fizyczne badanej osoby, jej samopoczucie psychiczne oraz różne wyznaczniki wysokiej jakości życia.</p>
<p>Nostalgia, jako złożona z pozytywnego i negatywnego afektu, umożliwia bardziej adekwatne przeżywanie rzeczywistości, odzwierciedla jednocześnie jej dodatnie i ujemne elementy. Większość sytuacji życiowych nie jest wszak jednoznacznie korzystna czy też niekorzystna, ale łączy w sobie często przeciwstawne znaczenia. Dr Braniecka zauważa, że przeżywanie takich emocji jak nostalgia może być bliskie dowolnej osobie.</p>
<p>Wstrzyknijmy uległej languście, która walczy z bardziej dominującym osobnikiem, trochę <strong>serotoniny</strong>. Sprawi ona, że zwierzę będzie zwlekać z decyzją o wycofaniu się ze z góry przegranej potyczki. Antydepresanty znacząco zwiększają wytrwałość w walce z przeciwnościami – przynajmniej u skorupiaków. Homary poddane przewlekłej kuracji <strong>fluoksetyną</strong> walczą bardziej zaciekle niż osobniki z grupy kontrolnej, którym wstrzyknięto roztwór soli. Skorupiaki na antydepresantach narażają się na ryzyko śmierci, pomimo warunków sygnalizujących im, że najwyższy czas do odwrotu. Niestety, stan euforii wywołany przez wskazany lek sprawia, że nie potrafią odczytać życiodajnych sygnałów alarmowych.</p>
<p>Te rezultaty badań mogą niepokoić, zważywszy na fakt, że miliony ludzi na całym świecie przyjmują tzw. inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny (z ang. Selective Serotonin Reuptake Inhibitor, SSRI). Wyniki sprzedaży leków z tej grupy poszybowały w górę, od kiedy – w 1987 r. – <strong>Prozac</strong> zaistniał na rynku amerykańskim. Sukces preparatu opierał się na hipotezie, zgodnie z którą fluoksetyna stanowi remedium dla osób cierpiących z powodu „patologicznie” niskiego poziomu neuroprzekaźnika – serotoniny.</p>
<p>Taki wizerunek depresji – jako „biologicznego schorzenia z łatwością leczonego przez antydepresanty” – bardzo pomógł lekom z grupy SSRI w osiągnięciu sukcesu rynkowego. Bardzo pomogła im też firma <strong>Eli Lilly</strong>, producent Prozaca, swoją szeroko zakrojoną akcją marketingową. Rozpowszechniono 8 milionów broszur zatytułowanych „Depresja, wszystko, co powinieneś wiedzieć” i 200 tysięcy plakatów, zawierających listę symptomów depresyjnych oraz zachętę do skorzystania z terapii, ponieważ na rynku pojawił się „bezpieczny lek”.</p>
<p>Na rezultaty kampanii marketingowej nie trzeba było długo czekać. W Wielkiej Brytanii liczba recept na antydepresanty pomiędzy 1991 i 2001 r. wzrosła z 9 do 24 milionów. Fluoksetyna nie traci na popularności, ponieważ jej działanie jest piorunująco skuteczne. Osoby, które ją przyjmują, tracą zdolność odbierania sygnałów zagrożenia i słabiej odczuwają nieprzyjemne uczucia. Dzięki temu realizują cele, niewiele się nad nimi zastanawiając.</p>
<p>Antydepresanty <strong>pomagają wytrwać w wyścigu szczurów</strong>. Dzięki nim pacjenci znajdują w sobie siłę, żeby, jak to trafnie ujął Nigel Marsh (autor książek, coach, marketingowiec), spędzać życie w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują, żeby zrobić wrażenie na ludziach, których nie lubią.</p>
<p>Wspomniany wcześniej Harry Cleaver ujmuje to równie dobitnie. „Większość ludzi nie pracuje dziś nad tym, co sprawia im przyjemność, poszerza horyzonty, pozwala się rozwijać albo pomagać innym. Większość ludzi pracuje, bo musi. Pracuje, żeby przeżyć. Jak nie będzie pracować, to – w zależności od miejsca, w którym żyje – albo umrze z głodu, albo się spauperyzuje, albo trafi do zakładu zamkniętego jako jednostka antyspołeczna. W Stanach Zjednoczonych nawet oficjalna definicja zdrowia psychicznego jest ściśle związana z pracą. Warunkiem zwolnienia z instytucji zamkniętej jest to, czy możesz podjąć pracę. Stworzyliśmy szereg zaklęć, by uśmierzyć ból niewolniczego żywota, którego doświadczamy. Ale brutalna prawda jest taka, że życie większości z nas polega na tym, że musisz albo znaleźć pracę, albo związać się z kimś, kto taką pracę ma. I jedno, i drugie jest formą uzależnienia. A potem? Praca, praca, praca, praca. W czterech na pięć przypadków dzieje się to według scenariusza: robisz rzeczy, które ktoś inny każe ci zrobić,<br />
i w sposób, jaki ktoś inny chce, by to było zrobione. Nieważne, czy jesteś pracownikiem fizycznym czy umysłowym”.</p>
<p>Inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny <strong>osłabiają też uczucie wstydu i winy związane z utratą społecznego statusu</strong> oraz <strong>zmniejszają wrażliwość na krytykę społeczną</strong>. Osoby, które przyjmują fluoksetynę, rzadziej interpretują zachowania innych osób jako sygnały odrzucenia. Są też mniej zależne od akceptacji ze strony innych.</p>
<p>Prozac pomaga milionom ludzi na całym świecie. Jednak bardzo wielu nie tyle w osiąganiu osobistej równowagi, ile w lepszym przystosowaniu się do obecnie panujących norm społecznych. Lekarze coraz częściej zapisują fluoksetynę pacjentom, którzy chcieliby wytrwać w wyścigu szczurów, ale nie potrafią, bo przeszkadzają im: lęk, poczucie bezsensu oraz odczuwana wątpliwość: czy ja na pewno biegnę po właściwym torze?</p>
<p>Osoby cierpiące z powodu objawów depresji klasyfikowane są jako „chore psychicznie”, ponieważ tradycyjny model psychoterapii podkreśla racjonalne myślenie jako normę. Myśli depresyjnego pacjenta postrzegane są więc przez terapeutę jako nieracjonalne, zaburzone i nieadekwatne. Niestety, takie postawienie sprawy może tylko nasilić tkwiące w umyśle pacjenta poczucie porażki, nieadekwatności i bezwartościowości.</p>
<p>Co więcej,<strong> stwierdzenie, że dla ludzi myślenie racjonalne stanowi normę, to mit</strong>. Za jego rozpowszechnienie odpowiada sukces niefortunnej metafory postulowanej przed laty przez psychologów poznawczych – porównywali oni ludzki umysł do uniwersalnego komputera. Psychologowie ewolucyjni wykazali, dlaczego wspomniana metafora jest chybiona: ludzkie poznanie wykształciło się wszak nie po to, żeby rozwiązywać problemy ogólne, lecz w celu błyskawicznego reagowania na zagrożenia. W dużej mierze nasze poznanie nie jest racjonalne, lecz zależne od kontekstu; nie jest też zbyt dokładne, lecz może być piekielnie szybkie.</p>
<p>Profesor Paul Gilbert, szef Mental Health Research Unit oraz wykładowca psychologii klinicznej na Uniwersytecie Derby, stwierdza na łamach „Review of General Psychology”, że popularna dziś <strong>terapia poznawcza</strong> to uczenie pacjentów wyłączania albo osłabiania normalnych mechanizmów obronnych. Twórca poznawczej terapii depresji Aaron T. Beck uznaje, że depresja jest wynikiem patologicznych sądów pacjenta na własny temat – z tą opinią nie zgadza się prof. Gilbert. Badacz uważa, że należy informować pacjentów, iż tendencja do depresyjnych myśli w trudnej sytuacji, w jakiej się znaleźli, jest czymś absolutnie normalnym.</p>
<p>Istotnie, depresja w następstwie traumatycznych okoliczności jest naturalna. I zamiast tłumić jej początkowe objawy, warto wsłuchać się w nieprzyjemne sygnały płynące z organizmu i przekuć je na swoją korzyść. Choć nam współczesnym wydaje się to niedorzeczne, depresja wykształciła się po to, żeby pomóc przetrwać naszemu gatunkowi. Jest ona – jak to określa psychologia ewolucyjna – adaptacyjna, na co po raz pierwszy zwrócił uwagę brytyjski psychiatra John Price w 1967 r.</p>
<p>Antropolog John Tooby i psycholog Laura Cosmides twierdzą, że nasz umysł przypomina sieć dedykowanych określonym funkcjom modułów. Wykształciły się one w plejstocenie w celu rozwiązywania specyficznych problemów, zagrażających przetrwaniu i rozmnażaniu się naszych przodków, trudniących się wtedy zbieractwem i łowiectwem. Każdy z modułów ma swój neurologiczny odpowiednik. Mechanizmy te kształtowały się najprawdopodobniej przez 5 milionów lat; proces zakończył się<br />
ok. 10 tysięcy lat temu na obszarach Azji i Doliny Nilu. Wszystkie zachowania, które przynosiły ludziom reprodukcyjną korzyść, zapisane zostały w ludzkim genomie.</p>
<p>Jednym z nich jest właśnie depresja – <strong>mechanizm obronny</strong>, uruchamiany w sytuacjach, w których wysiłki jednostki mogą skutkować niepotrzebnym marnowaniem energii, ściągnąć na nią niebezpieczeństwo, narazić ją na utratę zasobów lub na śmierć czy uszkodzenie ciała.</p>
<p>Interesującego dowodu na to, że <strong>depresja jest „programem” odziedziczonym po praprzodkach</strong>, a nie chorobą psychiczną, dostarczył neurobiolog behawioralny prof. Antonio Damasio. Opisał przypadek 65-letniej pacjentki, w której rodzinie nigdy wcześniej nie było depresji, sama również nigdy na nią nie cierpiała, była natomiast dotknięta parkinsonizmem. Ponieważ jej organizm przestał reagować na mniej inwazyjne formy terapii, lekarze szukali obszaru mózgu, w którym można zamocować na stałe elektrodę w celu przyniesienia pacjentce ulgi. Wszczepienie jej spowodowało niespodziewaną reakcję emocjonalną pacjentki<br />
– nagle posmutniała i przestała mówić. Po kilku sekundach zaczęła płakać i sprawiała wrażenie totalnie nieszczęśliwej. Zaczęła skarżyć się na to, jak bardzo jest smutna, wykończona i wyzuta z energii. Jej opis brzmiał jak wyjęty wprost z podręcznika psychopatologii – żaliła się, że jest bezwartościowa, bezużyteczna i nie ma już po co żyć. Reakcja pacjentki zszokowała lekarzy i, oczywiście, odłączyli prąd. W ciągu niespełna dwóch minut jej zachowanie i postawa powróciły do poprzedniego stanu, a po objawach depresji nie został nawet ślad.</p>
<p>Depresję dało się zatem włączyć za pomocą elektrod i wyłączyć w taki sam sposób. Tłumaczy to wysoką skuteczność terapii <strong>elektrowstrząsowej</strong>, przy takim jej „leczeniu” (skutkiem ubocznym są zaniki pamięci, dlatego lekarze sięgają po nią w ostateczności).</p>
<p>Scena opisana przez prof. Damasio dowodziłaby istnienia modułu depresji ukształtowanego w czasach, kiedy ludzie żyli w małych grupach, liczących pomiędzy 20 a 150 osób. Praludzie byli wyjątkowo czuli na punkcie osobniczego statusu i jednocześnie wysoce od siebie uzależnieni w walce o przetrwanie. Zdaniem prof. Pricea, ówczesne ludzkie społeczności pod względem hierarchiczności przypominały stada pawianów – agresywnych małp prowadzących naziemny i stadny tryb życia toczących nieustanne boje o dominację. Według Pricea, ekonomika emocjonalna pawianów jest prosta: przejawiają one irytację względem położonych niżej w stadzie, niepokój wobec położonych wyżej, podniecenie na myśl o awansie i przygnębienie na myśl o spadku w hierarchii.</p>
<p>Zgodnie z hipotezą rywalizacji społecznej, opisanej przez Price’a w 1994 r. na łamach „British Journal of Psychiatry”, <strong>depresja wyewoluowała jako rytualna forma zachowania w obliczu porażki społecznej</strong>. Produkt depresji – tymczasowa psychologiczna niemoc, sygnalizuje uległość względem zwycięzcy konfrontacji. Choć osobnik traci status w hierarchii, to wychodzi z konfrontacji bez uszczerbku na zdrowiu. Depresja pełni więc funkcję sędziego sportowego w zawodach. Albo inna analogia: pies przegrywając w walce z silniejszym rywalem pokazuje brzuch<br />
– objawy depresji mówią silniejszemu osobnikowi: on ci nie zagraża, nie rób mu krzywdy.</p>
<p>Depresja więc to <strong>nieświadomy, niepodlegający wolicjonalnej kontroli program, ułatwiający zaakceptowanie porażki w rytualny sposób, a następnie oswojenie się z obniżeniem społecznej rangi</strong>. Zły nastrój sprzyja refleksji i wprowadzeniu stosownych korekt do obranego przez siebie kursu życiowego.</p>
<p>Obniżony nastrój pomaga wycofać się z sytuacji daremnych, nieopłacalnych lub niebezpiecznych. Depresja <strong>reaktywna</strong> wiąże się z kryzysami życiowymi<br />
– obecnie niosą je takie sytuacje, jak utrata pracy, rozwód, bankructwo. Pośpiech to zły doradca dla osób, które znalazły się na rozstaju dróg, bo koszty rozpoczynania życia od nowa są wysokie. <strong>W depresji czas zwalnia, co sprzyja unikaniu błędów</strong>.</p>
<p>Zdaniem biologa ewolucyjnego prof. Randolpha M. Nesse depresja może być użyteczna, gdy warto zaprzestać brnięcia w niesatysfakcjonującą inwestycję życiową i powstrzymać się od przedwczesnej pogoni za alternatywami. Pod wpływem pozytywnego afektu mamy tendencję do niezważania na niebezpieczeństwo i przeceniania szans na sukces. Natomiast <strong>afekt negatywny skłania do unikania ryzyka i potencjalnych zagrożeń</strong>. Na analogicznej zasadzie ostry, skrajnie nieprzyjemny ból fizyczny po urazie powstrzymuje nas od aktywności ruchowej, mogącej doprowadzić do poważniejszych obrażeń.</p>
<p>Depresja może być więc postrzegana nie jako „patologia”, ale jako <strong>komunikat</strong> <strong>emocjonalny</strong>, który mówi: nie brnij w to, wycofaj się. W licznych badaniach wykazano, że osoby, które mają zdolność do porzucania obranego celu w obliczu nieuchronnej porażki, są zdrowsze: cieszą się lepszym samopoczuciem, mają niższy poziom kortyzolu we krwi, rzadziej cierpią z powodu stanów zapalnych i deklarują mniej symptomów chorobowych.</p>
<p>Należy przy tym pamiętać, że <strong>depresyjne oprogramowanie napędzające nasze umysły jest przestarzałe</strong>, napisane przez naturę z myślą o specyfice plejstocenu. Warto poznać i zrozumieć inne atawistyczne mechanizmy, którym podlegamy. Jeden z nich to <strong>agorafobia</strong> (lęk przed przebywaniem w otwartej przestrzeni, tłumem itd.) – dziś do cna dysfunkcjonalna, w czasach pradawnych pomagała unikać miejsc, z których trudno byłoby uciec, schronić się. Innym przykładem jest <strong>niepokój</strong>, który wykształcił się jako system alarmowy, przestrzegający przed możliwym zagrożeniem i zmuszający do podjęcia niezwłocznej akcji. Niepokój miał (i w wielu przypadkach nadal ma) wartość dla przetrwania. Jeżeli nasz drzemiący praprzodek usłyszał odgłos trzaskającej gałązki, to w jego interesie leżało podjęcie niezwłocznego ruchu (ucieczki lub uzbrojenia się i zaalarmowania sojuszników). Koszty fałszywego alarmu były stosunkowo niewielkie, natomiast zachowanie spokoju groziło śmiercią. Program ten nie jest już tak bardzo użyteczny, jak w zamierzchłej przeszłości. Stanowi on wręcz przekleństwo dla milionów osób cierpiących z powodu irracjonalnego lęku.</p>
<p>Program depresji również nie jest idealnie przystosowany do wymogów epoki postindustrialnej. Prof. Nesse twierdzi, że zaburzenia nastroju są obecnie tak bardzo powszechne dlatego, że <strong>pozbawieni jesteśmy kontaktu z krewnymi, wiary oraz rytuałów</strong>, które odciągały naszych przodków od popadania w cykle depresyjne. Szczególnie pomocna dla zrozumienia współczesnej eksplozji przypadków depresji jest hipoteza społecznej rywalizacji – „epidemia depresji” może być efektem masowych porażek w zdobyciu albo utrzymaniu społecznego statusu i patologicznej pogoni za nieosiągalnymi celami.</p>
<p>Prof. Randolph M. Nesse oraz biolog ewolucyjny prof. George C. Williams podkreślają, że wiele aspektów chorób psychicznych stanowi systemy obronne na analogicznej zasadzie, jak kaszel zapobiega nagromadzeniu się flegmy w płucach. Objawy depresji <strong>są zjawiskiem naturalnym</strong>, nie można ich uznać za produkt uboczny zaburzonej biochemii mózgu. Co nie oznacza, że zawsze są użyteczne. Depresyjne myśli mogą ludziom poważnie zaszkodzić, gdy są zbyt intensywne i zbyt długotrwałe. Wtedy należy skorzystać z terapii.</p>
<p>W 2004 r., gdy świat wierzył już mocno w farmakologię jako panaceum na depresję, podczas dorocznego zjazdu Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego dr Michael Thase przedstawił dane, według których połączenie antydepresantów i psychoterapii daje najlepsze skutki w przypadku poważnej depresji, pomaga pacjentom szybciej podnieść się do pionu i rzadziej wystąpią u nich nawroty w porównaniu z tymi, których kuracja sprowadzała się do przyjmowania „leków”. Podczas tej samej sesji wykazano, że sama psychoterapia może wywołać zmiany w funkcjonowaniu mózgu – analogiczne do tych, które powoduje farmakoterapia. National Institute of Mental Health potwierdził, że sama psychoterapia, przy łagodnej oraz umiarkowanej depresji, daje równie dobre rezultaty, co kombinacja leków i psychoterapii.</p>
<p>Ewolucyjny psycholog kliniczny dr Stephen S. Ilardi proponuje <strong>sześcioskładnikową terapię depresji</strong>, która zakłada neutralizację krytycznych różnic pomiędzy obecnym środowiskiem a środowiskiem naszych praprzodków. Wychodzi z założenia, że pra­ludzie spędzali większą część dnia na zewnątrz, wystawieni byli na bezpośrednią i przedłużoną ekspozycję promieni słonecznych, przejawiali wysoki poziom aktywności fizycznej: polowali, zbierali, budowali schronienia, wytwarzali narzędzia. Żyli w małych, zwartych grupach,<br />
a nie w odizolowanych rodzinach. Ich diety znacznie różniły się od obecnych jadłospisów.</p>
<p>Na <strong>ewolucyjną terapię depresji</strong> składają się:</p>
<ul>
<li>zwiększenie konsumpcji tłuszczy z rodziny omega-3,</li>
<li>przynajmniej 30-minutowa bezpośrednia ekspozycja na promienie słoneczne każdego dnia,</li>
<li>ćwiczenia fizyczne,</li>
<li>codzienne kontakty towarzyskie z przyjaciółmi i rodziną,</li>
<li>zadbanie o właściwą higienę snu,</li>
<li>unikaniu ruminacji, czyli obsesyjnego myślenia, czy wszystko zrobiłem w porządku.</li>
</ul>
<p>Dla 75% pacjentów 14-tygodniowa terapia ewolucyjna zakończyła się sukcesem. Wysoka skuteczność terapii dr. Ilardi może stanowić dla nas powód do radości – tym bardziej że statystyki zapadalności na depresję alarmująco rosną.</p>
<p>Można zatem uznać, za antropologiem prof. Edwardem H. Hagenem i innymi badaczami, że współcześnie obowiązujący, zachodni model depresji jako „choroby psychicznej”, jest w dużej mierze niepoprawny. Począwszy od starożytności do lat 70. klinicyści nie uważali objawów depresyjnych za „patologię”; „chorobę” diagnozowano tylko wówczas, gdy objawy wystąpiły bez przyczyny, były zbyt nasilone lub zbyt długotrwałe względem czynnika, który je wywołał. Dopiero w latach 70. w oficjalnym podręczniku Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego wydano zalecenie diagnozowania tych objawów, jako „choroby psychicznej”, niezależnie od okoliczności (jedyny wyjątek od tej reguły stanowiło przeżywanie żałoby). Takie podejście jest coraz częściej kwestionowane, a zainteresowanie perspektywą ewolucyjną wzrosło. To dobra wiadomość dla cierpiących z powodu łagodnej lub umiarkowanej depresji. W modelu tradycyjnym narzuca się im stygmat „chorego psychicznie”. Model ewolucyjny z takim podejściem jest sprzeczny<br />
– z korzyścią dla pacjenta.</p>
<p>Wypada jeszcze zwrócić uwagę na <strong>dwojakie aspekty</strong> objawów depresji:</p>
<ul>
<li>Ruminacja – obsesyjne odtwarzanie w umyśle negatywnych wydarzeń, emocji oraz implikacji tych emocji. Często towarzyszy depresji, nasila występowanie innych depresyjnych objawów.</li>
</ul>
<p>Ale: część teoretyków uważa, że ruminacja to pozytywne zjawisko, pomagające zrozumieć przyczyny i konsekwencje złożonych problemów, które wywołały objawy depresji w celu uniknięcia ich nawrotu w przyszłości, a także przemyślenia własnych celów i strategii ich osiągania.</p>
<ul>
<li>Anhedonia – obniżona zdolność odczuwania pozytywnych emocji.</li>
</ul>
<p>Ale: pozytywne emocje zdaniem wielu uczonych nasilają podejmowanie ryzyka, smutek skłania do rezerwy, refleksji.</p>
<ul>
<li>Niepokój – bolesny stan nerwowości powodowany wyobrażonymi przyszłymi stratami. Prowokuje zamartwianie się i nadmierną czujność.</li>
</ul>
<p>Ale: w sytuacjach zagrożeń zapobiega nieprzemyślanym decyzjom.</p>
<ul>
<li>Zaburzenia snu – wybudzenie, forma nocnej hiperczujności, objaw szczególnie męczący.</li>
</ul>
<p>Ale: trudno go uniknąć, gdyż od zarania dziejów pomagał nam przetrwać rozliczne zagrożenia.</p>
<ul>
<li>Płaczliwość – sygnalizuje zaburzenia nastroju.</li>
</ul>
<p>Ale: jest też czytelnym sygnałem – prośbą o pomoc, o wsparcie społeczne.</p>
<ul>
<li>Zmęczenie – uniemożliwia podejmowanie działań</li>
</ul>
<p>Ale: także tych zbędnych.</p>
<ul>
<li>Pesymizm – zmniejsza inicjatywę, odpowiada za wycofanie się organizmu z realizacji obecnego i potencjalnego celu.</li>
</ul>
<p>Ale: bywa korzystny, jeśli przyszłe wysiłki mają znikome szanse powodzenia.</p>
<p>Według Johna F. Schumakera, psychologa klinicznego, akademika, pisarza i krytyka społecznego z Nowej Zelandii – wkrótce będziemy mieli do czynienia nie tylko z „epidemią depresji”, ale wręcz z „<strong>Epoką depresji</strong>”. Wygląda na to, że naszego marszu w tym właśnie kierunku nic już nie powstrzyma. Trzy dekady temu średnia wieku osób, u których odnotowano początki depresji, wynosiła 30 lat. Dzisiaj spadła do 14 lat. Badacze tacy jak Stephen Izard z Uniwersytetu Duke’a zwracają uwagę, iż tempo rozprzestrzeniania się depresji w uprzemysłowionych społeczeństwach Zachodu podwaja się z nadejściem każdego nowego pokolenia. Oznacza to, że ponad połowa młodych ludzi w wieku 18-29 lat nie uniknie tej przypadłości. Wystarczy dodać jedną generację, by dojść do straszliwego wniosku: praktycznie wszyscy padną ofiarą depresji.</p>
<p>Jak już wyżej wspomniano, w przeciwieństwie do wielu tradycyjnych kultur, w których nie istnieje ani depresja, ani określający ją termin, <strong>zachodnia kultura konsumpcyjna</strong> z pewnością jest na nią podatna. Jednakże regularność, z jaką powraca w naszych codziennych rozmowach i publikacjach, sprawiła, iż słowem „depresja” opisuje się teraz stany umysłu, które należy rozumieć inaczej. Po dokładniejszym przetestowaniu okazuje się bowiem, że gros osób rzekomo dotkniętych depresją faktycznie nie zdradza objawów zgodnych z postawioną diagnozą. W największej dotychczasowej analizie dr Ramin Mojtabai ze Szkoły Zdrowia Publicznego im. Johnsa Hopkinsa przebadał ponad 5.600 przypadków i stwierdził, iż tylko 38% z nich odpowiada klinicznym kryteriom depresji.</p>
<p>Zamieszanie potęguje równie podstępna „<strong>epidemia</strong> <strong>demoralizacji”</strong>, która dręczy współczesną kulturę. Ponieważ pewne jej symptomy są wspólne depresji, demoralizacja bywa błędnie klasyfikowana i „leczona” jako depresja. Główną przyczyną niskiej, 28% skuteczności antydepresantów jest to, że wysoki odsetek „leczonych” cierpi na demoralizację, czyli dolegliwość odporną na działanie takich środków.</p>
<p>W przeszłości nasze rozumienie demoralizacji ograniczało się do określonych przykładów ekstremalnych: wyniszczających obrażeń fizycznych, śmiertelnej choroby, obozów jenieckich lub taktyk wojskowych podkopujących morale. Ale istnieje też jej odmiana kulturowa, która znajduje swój bardziej subtelny wyraz i rozwija się za kulisami normalnego, codziennego życia w patologicznych realiach kulturowych, jakie panują obecnie. Współczesny „konsument” praktycznie nie ma szans, by uniknąć zarażenia <strong>demoralizacją wywołaną kulturowo</strong>.</p>
<p>W odróżnieniu do depresji – demoralizację definiuje się jako <strong>odmianę</strong> <strong>zaburzeń egzystencjalnych</strong> związanych z zagubioną „mapą poznawczą”. Jest to wszechogarniający kryzys psycho-duchowy, w uścisku którego czujemy się zdezorientowani i niezdolni do zlokalizowania znaczenia, celu lub źródeł zaspokojenia potrzeb. Świat traci swoją wiarygodność, a dawne poglądy i przekonania rozpadają się na wątpliwości, niepewność i utratę kierunku. Towarzyszy temu frustracja, złość i gorycz, a także poczucie uczestnictwa w przegranej sprawie lub bitwie. Etykieta „depresji egzystencjalnej” nie jest tu adekwatna, ponieważ demoralizacja stanowi realistyczną odpowiedź na okoliczności wywierające wpływ na życie danej osoby.</p>
<p>Przyswojona <strong>kultura konsumpcyjna</strong> osłabia struktury osobowości, mechanizmy obronne i kładzie podwaliny pod ostateczną demoralizację. Jej cechy napędowe – indywidualizm, materializm, hiperkonkurencja, chciwość, nadmierne skomplikowanie, przemęczenie, pośpiech i zadłużenie – odbijają się negatywnie na zdrowiu psychicznym i/lub społecznym. Poziom intymności, zaufania i prawdziwej przyjaźni odnotował w życiu ludzi gwałtowny spadek. Źródła mądrości, wsparcia społecznego i wspólnotowego, komfortu duchowego, rozwoju intelektualnego i edukacji życiowej po prostu wyschły. Bierność i wybory konsumenckie wyparły kreatywność i kunszt. Atrybuty odporności, chociażby cierpliwość, powściągliwość i hart ducha, zastąpiło zniecierpliwienie, przesadna pobłażliwość i masturbacyjne podejście do życia.</p>
<p>Badania pokazują, że w porównaniu z czasami minionymi <strong>większość ludzi nie potrafi dzisiaj zidentyfikować żadnej filozofii życia czy zbioru zasad przewodnich</strong>. Bez egzystencjalnego kompasu skomercjalizowany umysł ulega sile przyciągania „filozofii daremności” – jak określa ją Noam Chomsky – w obliczu której ludzie czują się odarci z siły sprawczej i znaczenia, które wykraczałoby poza zaprogramowaną rolę uległych konsumentów. Pozbawione głębokiej treści, oddalające się od innych i samego siebie, kruche konsumenckie „ja” łatwo ulega fragmentacji i zniechęceniu.</p>
<p>Naczelne zasady organizacyjne i praktyki kultury konsumpcyjnej zaprojektowano tak, by utrwalały „próżnię egzystencjalną” będącą prekursorem demoralizacji. Ta wewnętrzna pustka często przybiera spodziewaną postać <strong>chronicznego i nieuniknionego znudzenia</strong>. Wbrew zewnętrznym pozorom epoka konsumenta jest śmiertelnie nudna. Stan ten nie rodzi się dlatego, że wykonywane czynności są ze swej natury niezajmujące, lecz dlatego, że uczestnik nie odnajduje w nich znaczenia. Skoro żywot konsumenta kręci się wokół bezsensownych, sfabrykowanych, trywialnych, materialnych pragnień, zostaje on szybko wypełniony znużeniem i niezadowoleniem. Popada on w „zblazowanie” – stan totalnej niemożności reagowania na nowe podniety i bodźce wywołany nadmiarem wrażeń. To z kolei przeobraża się stopniowo w „<strong>nudę egzystencjalną</strong>”, czyli bytowanie nieinteresujące i niewdzięczne.</p>
<p>Konsumpcja jest wadliwą platformą motywacyjną społeczeństwa. Powtarzane, nieumiarkowane spełnianie zachcianek służy jedynie przyzwyczajaniu do bodźców i zmniejsza przyszły potencjał satysfakcji płynącej z tego, co jest konsumowane. W ten sposób miarowo rozwija się „<strong>anhedonia konsumencka</strong>”, w której konsumpcja traci zdolność zaspokajania i oferuje wyłącznie chwilową ucieczkę i wartość rytualną. Konsumpcjonizm i psychiczna martwota są nierozłącznymi towarzyszami.</p>
<p>Indywidualistyczne modele umysłu utrudniają nam zrozumienie wielu <strong>zaburzeń pochodzenia kulturowego</strong>. Aczkolwiek w ostatnich latach wzrosło zainteresowanie tematyką „zdrowia kulturowego” i „złej kondycji zdrowotnej” odbijających się na samopoczuciu ogólnym. Jednocześnie odchodzimy od naiwnych modeli behawioralnych i powracamy do oczywistego faktu, iż istota ludzka posiada fundamentalną naturę, a także osobny zestaw „ludzkich” potrzeb, które muszą być uwzględnione w planie kulturowym.</p>
<p>W swojej przełomowej książce „Porządek moralny” antropolog Raoul Naroll użył terminu „<strong>sieć moralna</strong>”, aby wskazać <strong>infrastrukturę kultury niezbędną dla dobrego samopoczucia jej członków</strong>. Przywołując liczne przykłady, udowodnił, że całe społeczeństwa mogą zapaść na wiele chorób umysłowych, gdy rozkład ich „sieci moralnej” przekroczy pewną granicę. Aby do tego nie doszło, społeczna sieć musi sprostać kluczowym psychospołecznym i duchowym wymaganiom ludzi. Należy do nich poczucie tożsamości i przynależności, inicjatywy integrujące społeczność, wspólne rytuały i przekonania nadające egzystencji kierunek.</p>
<p>W „Zdrowym społeczeństwie” Erich Fromm podobnie rozpoznał „ramy ukierunkowania” jako jedną z naszych kluczowych „potrzeb egzystencjalnych”. Ale podkreślił, że dzisiejsze „charaktery marketingowe” są spętane przez program kulturowy, który czynnie blokuje zaspokojenie tej i innych potrzeb, w tym potrzeby przynależności, zakorzenienia, tożsamości, transcendencji i stymulacji intelektualnej. Żyjemy w warunkach „obłędu kulturowego” – termin opisujący patologiczne niedopasowanie między kulturowymi strategiami inkulturacji a intrapsychicznymi wymaganiami uczestników kultury. Bycie normalnym nie jest już zdrową ambicją.</p>
<p>Dokonująca się obecnie mutacja kultury ludzkiej zmieniła ją w socjopatyczną machinę marketingową, zdominowaną przez priorytety gospodarcze i psychologiczną manipulację. Nigdy wcześniej indoktrynacja systemu kulturowego nie nakłoniła swoich uczestników do stłumienia tak dużej części ich człowieczeństwa. Tym wrogim przejęciem zbiorowej psychiki przewodzą coraz bardziej wyrafinowane przemysły <strong>propagandowe</strong> i <strong>dezinformacyjne</strong>, które mamią iluzją konsumenckiego szczęścia, szaleńczo nadmuchując nasze oczekiwania wobec materialnego świata. Współcześni konsumenci są najzacieklej atakowanymi przez propagandę osobami w historii. Bezwzględnie uporczywy, powtarzany efekt jest wysoce hipnotyczny, upośledza zdolność krytycznego myślenia, redukuje poczucie własnego „ja” i przekształca komercyjną nierzeczywistość w imitację znaczenia i celu.</p>
<p>Zagubieni, zdezorientowani i pokonani duchowo ludzie łatwiej ulegają <strong>perswazji</strong> i dają się zwieść przereklamowanym oczekiwaniom konsumpcji. W kulturze nierzeczywistości rozbudzone nadzieje nieustannie zderzają się z rzeczywistością doświadczenia. Skoro nic nie pokrywa się z treścią <strong>promocyjnego szumu</strong>, świat konsumenta to nieprzerwane pasmo rozczarowań. Chociaż większość tych zawodów dotyczy rzeczy nieistotnych, od których można bez trudu się zdystansować, to ich spiętrzenie tworzy emocjonalne tło <strong>frustracji</strong>, ponieważ głębsze potrzeby ludzkie są coraz bardziej zaniedbywane. Ciągłe głodzenie tych potrzeb podsyca ogólne rozczarowanie podejściem do życia. Z biegiem czasu fundamentalne założenia tracą stabilność.</p>
<p>W swojej istocie demoralizacja to <strong>zanik wiarygodności założeń, które pełnią funkcję umocowania egzystencji i przewodnika poczynań</strong>. Założenia warunkujące naszą lojalność wobec konsumpcjonizmu są szczególnie łamliwe, ponieważ nas odczłowieczają. W miarę ich postępującego rozpadu coraz trudniej jest identyfikować się z wartościami, celami i aspiracjami, które kiedyś były częścią naszej konsumenckiej rzeczywistości. Wynikłe <strong>uczucie porzucenia i zdążania w niewłaściwym kierunku odbiera się jako depresję</strong>, lecz jest ono odmianą demoralizacji, której w pewnym zakresie doświadczy niemal każdy konsument.</p>
<p>Przedstawiciele młodszych pokoleń nie unikną kursu nudy, rozczarowania i demoralizacji. Jako produkty niewidzialnych rodziców, skomercjalizowanej edukacji, marketingu „od kołyski” i obłąkańczego programu kulturowego <strong>muszą dostroić się do modelu konsumpcyjnego, wiedząc przy tym doskonale, że niszczy on planetę i zagraża ich przyszłości</strong>. W sposób zrozumiały młodzież należy zatem do <strong>pokolenia</strong> <strong>transu</strong>, z nienasyconym apetytem na każdą technologię, która może zredukować świadomość i przytłumić emocje. Gdy społeczeństwo pogrążone jest w kryzysie egzystencjalnym, zaś trajektoria życia emocjonalnego prowadzi w dół, trans pozostaje najprężniej rozwijającym się rynkiem konsumenckim.</p>
<p>Kiedy nasze rozbite założenia ustąpią miejsca demoralizacji, pojawia się problem odbudowy nieświadomych podstaw naszego życia. Profesje psychologiczna i psychiatryczna w aktualnych, znanych nam formach są mało przydatne w kuracji zaburzeń zakorzenionych w kulturze i normalności. <strong>Indywidualna terapia nie uleczy zdemoralizowanego społeczeństwa</strong>. Efektywne podejścia musi cechować wnikliwość i skoncentrowanie na kulturowych źródłach ludzkich założeń, tożsamości, wartości i centrów znaczenia. Niezbędne jest <strong>usunięcie programowania kulturowego, wzmocnienie ochrony przed wpływami kultury, ćwiczenie nieposłuszeństwa i kształtowanie charakteru</strong> – w zamierzeniu mają one skonstruować światopogląd, który <strong>lepiej połączy człowieka z samym sobą, innymi ludźmi i światem przyrody</strong>.</p>
<p>Głównym zadaniem jest <strong>wyleczenie chorej kultury</strong>, a nie chorych ludzi. Erich Fromm podsumowuje to wyzwanie słowami: „<em>Nie możemy spowodować, by ludzie przy zdrowych zmysłach dostosowali się do tego społeczeństwa. Potrzebujemy społeczeństwa, które jest dostosowane do potrzeb ludzi</em>”. Recepta Fromma obejmowała powołanie Najwyższej Rady Kultury, która byłaby organem doradczym rządów w zakresie działań naprawczych i zapobiegawczych. Perspektyw na tego rodzaju rozwiązanie, jak również na naukę o zmianie kultury, wciąż nie ma. Demokracja w dzisiejszym przebraniu jest strażnikiem kulturowego szaleństwa.</p>
<p><strong>Rewolucja kulturowa spóźnia się</strong> co najmniej o kilka dekad. Prawdą jest, że <strong>społeczeństwo ludzi zdemoralizowanych nie zbuntuje się</strong>, nawet jeśli siedzi na ogromnej beczce prochu, którą jest wezbrana frustracja. Wiarygodność przeciwdziała demoralizacji, tak więc frustracja mogłaby doczekać się uwolnienia, gdyby dodano do niej wiarygodną przyczynę lub wiarygodne przywództwo.</p>
<p>Można by ulec wrażeniu, że wiarygodność, sens i celowe działania zostaną sprowokowane przez liczne zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa i przetrwania, jakie niesie ze sobą <strong>zabójczy konflikt między kulturą konsumpcyjną a potrzebami planety</strong>. Fakt, że tak się nie dzieje świadczy o wysokim stopniu demoralizacji zatruwającej epokę konsumenta. Jej mocno osadzona infrastruktura i śladowe oznaki zbiorowego oporu sugerują, iż nasz skostniały system – nazywany też „<strong>kapitalizmem katastrof</strong>” – będzie dominował, dopóki <strong>globalny upadek</strong> nie nakłoni nas do obrania nowych kierunków kulturowych.</p>
<p>W 1992 r. Unia Zaniepokojonych Naukowców (Union of Concerned Scientists) i ponad 1700 niezależnych naukowców, w tym większość żyjących laureatów Nagrody Nobla w dziedzinach nauk ścisłych, napisała „Ostrzeżenie naukowców z całego świata dla ludzkości”. Ci zaniepokojeni profesjonaliści <strong>wezwali ludzkość do ograniczenia destrukcji środowiska</strong> i przestrzegli, że „jeśli mamy uchronić świat przed prawdziwymi problemami, <strong>konieczna jest wielka zmiana w naszym sposobie zarządzania Ziemią i istniejącym na niej życiem</strong>”. W swoim manifeście autorzy pokazali, że ludzie są na kursie kolizyjnym ze światem przyrody. Wyrazili zaniepokojenie występującym, nieuchronnie zbliżającym się lub potencjalnym zniszczeniem planety Ziemi wskutek zanikania warstwy ozonowej, kurczenia się zasobów wody słodkiej, eliminacji organizmów morskich, rozszerzania się martwych stref w oceanach, wylesiania, destrukcji bioróżnorodności, globalnego ocieplania się i nieustannego wzrostu liczby ludności. Podkreślili konieczność pilnego wprowadzenia fundamentalnych zmian, aby uniknąć konsekwencji, do jakich nieuchronnie prowadził ówczesny kurs ludzkości.</p>
<p>Autorzy wyrazili obawę, że <strong>ludzkość nadmiernie eksploatuje ekosystemy Ziemi</strong>, poza granice możliwości dalszego wspierania sieci życia. Opisali, jak szybko zbliżamy się do granic tego, co może tolerować biosfera, bez poniesienia znacznej i nieodwracalnej szkody. Naukowcy apelowali, byśmy ustabilizowali ludzką populację, opisując jak duża liczba mieszkańców Ziemi – która od 1992 r. gwałtownie wzrosła o kolejne 2 miliardy, czyli o 35% – powoduje obciążenia dla Ziemi, które mogą zniweczyć inne dążenia do osiągnięcia przyszłego zrównoważonego rozwoju. Usilnie namawiali, byśmy ograniczyli emisje gazów cieplarnianych (GHG) i zaprzestali wykorzystywania paliw kopalnych, powstrzymali wylesianie i odwrócili trend zmniejszającej się różnorodności biologicznej.</p>
<p>W dwudziestą piątą rocznicę ich apelu spoglądamy wstecz na to ostrzeżenie i oceniamy odpowiedź ludzkości, analizując dostępne dane z wcześniejszych lat. Od 1992 r., poza ustabilizowaniem warstwy ozonowej w stratosferze, ludzkość nie dokonała wystarczającego postępu w kompleksowym rozwiązywaniu przewidywanych wówczas problemów środowiskowych, a co najgorsze, większość z nich ulega znacznemu nasileniu.</p>
<p><strong>Szczególnie niepokojąca jest</strong> <strong>obecna tendencja potencjalnie katastrofalnej zmiany klimatu</strong>, wynikająca z rosnącego stężenia gazów cieplarnianych, emitowanych wskutek spalania paliw kopalnych), wylesiania, produkcji rolnej, a szczególnie hodowli zwierząt przeżuwających. Zapoczątkowaliśmy także <strong>masowe wymieranie</strong>, szóste w ciągu ostatnich 540 milionów lat, w ramach którego wiele obecnych form życia może zniknąć lub być co najmniej zagrożonych wyginięciem do końca obecnego stulecia.</p>
<p>Ludzkość otrzymuje właśnie <strong>drugie ostrzeżenie</strong>, zilustrowane tymi alarmującymi trendami. <strong>Zagrażamy własnej przyszłości</strong> przez swoją niepohamowaną, choć geograficznie i demograficznie zróżnicowaną, <strong>konsumpcję</strong> i niedostrzeganie nieustannego szybkiego <strong>wzrostu populacji</strong> jako głównego czynnika sprawczego wielu ekologicznych, a nawet społecznych zagrożeń. Brak odpowiedniego ograniczania przyrostu naturalnego, rewizji systemu ekonomicznego uzależnionego od wzrostu, redukcji gazów cieplarnianych, systemu zachęt do korzystania z energii odnawialnej, ochrony siedlisk, odtwarzania ekosystemów, ograniczania zanieczyszczeń, zatrzymania defaunacji i powstrzymania inwazyjnych gatunków obcych – wszystko to dowodzi, że <strong>ludzkość nie podejmuje pilnych działań niezbędnych do ochrony naszej zagrożonej biosfery</strong>.</p>
<p>Od 1992 r. wiele się nauczyliśmy, ale poziom zaawansowania pilnie potrzebnych zmian w polityce środowiskowej, zachowaniach ludzi i nierównościach globalnych jest wciąż dalece niewystarczający. Droga do zrównoważonego rozwoju może przybierać różne formy, a wszystkie one wymagają <strong>presji społeczeństwa obywatelskiego, dowodów naukowych, politycznego przywództwa i dogłębnego zrozumienia instrumentów polityki, rynków i innych czynników sterujących</strong>.</p>
<p>Czołowi amerykańscy psychologowie w raporcie pt. „Zdrowie psychiczne i nasz zmieniający się klimat: wpływ, konsekwencje i wytyczne”, przygotowanym przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologicznym i zajmującą się ekologią organizację non-profit ecoAmerica z Waszyngtonu, alarmują, że wspomniane „zmiany klimatu” mają potężny, niszczący wpływ nie tylko na środowisko naturalne, ale i na <strong>zdrowie i kondycję psychiczną</strong> ludzi na całym świecie.</p>
<p>O wpływie zmian klimatycznych na psychikę człowieka najczęściej mówiono dotąd w kontekście kojarzonych ze wspomnianym ociepleniem, gwałtownych zjawisk pogodowych i katastrof naturalnych. Trauma u poszkodowanych, szok wywołany urazami, śmiercią bliskich osób, uszkodzeniem lub utratą własności – to tylko niektóre z negatywnych konsekwencji. W pierwszych reakcjach ludzi dominują żal, gniew, złość i inne podobnie intensywne emocje, które potem ustępują miejsca <strong>długotrwałemu zespołowi stresu pourazowego</strong> (Posttraumatic Stress Disorder, PTSD). Typowymi objawami PTSD są: napięcie lękowe, uczucie wyczerpania, poczucie bezradności, doświadczanie nawracających, intruzywnych wspomnień traumatycznego wydarzenia, flashbacków lub koszmarów sennych o tematyce związanej z doznaną traumą oraz unikanie sytuacji kojarzących się z doznaną traumą. U niektórych osób objawy PTSD mogą utrzymywać się przez wiele lat i przejść w <strong>trwałą zmianę osobowości</strong>.</p>
<p>Mówiąc o tym związku, autorzy raportu powołują przykład sytuacji w USA po przejściu huraganu „Katrina” w 2005 r., gdzie na zniszczonych terenach podwoiła się liczba samobójstw i przypadków myśli samobójczych. Zespół lękowy PTSD diagnozowano u co szóstej osoby dotkniętej kataklizmem, a 49% tych osób cierpiało na stany lękowe i zaburzenia nastroju, w tym depresyjne. Identyczna sytuacja prawdopodobnie zaistnieje w miejscu uderzenia huraganu „Harvey” – kolejnego bezprecedensowego żywiołu, który w ubiegłym roku zatopił amerykańskie centrum petrochemiczne w Teksasie. „Harvey” zrzucił tak dużo deszczu, że według NASA dosłownie wcisnął skorupę ziemską na 2 centymetry. Populacja stanu liczy ponad 30 milionów. Spadło 3.800.000 litrów wody na osobę. Pełny obraz jego toksycznej spuścizny dopiero zaczyna się wyłaniać.</p>
<p>Reakcje na przebiegające gwałtownie zdarzenia i katastrofy to jednak tylko jedna strona medalu. Wpływ długookresowych, stopniowych zmian klimatu nie jest bezpośredni, ale równie dotkliwy. Chodzi o wymienione już wyżej konsekwencje tych zmian, które tak bardzo pogarszają jakość życia i tak poważnie obciążają psychikę objętych nimi ludzi, że zmuszają ich nawet do migracji. Wśród możliwych na to reakcji psychologowie wymieniają, między innymi, utratę własnej tożsamości – również zawodowej, utratę poczucia kontroli i autonomii, odczuwanie bezradności i strachu. Utrzymujący się dłuższy czas stres prowadzi z kolei do uzależnień, zaburzeń i depresji.</p>
<p>Jeszcze innym przypadkiem są ekoaktywiści (zwani również „ekologami”) działający w rozlicznych organizacjach na całym świecie. Wypada tu zacytować Aldo Leopolda,amerykańskiego leśnika, członka ruchu ochrony dzikiej przyrody, jednego z prekursorów filozofii ekologicznej, swoistej „etyki Ziemi”. „Jedną z kar edukacji ekologicznej jest to, że żyjesz samotnie w świecie ran”. Słowa tego właśnie cytatu przemawiają do nich z dużą siłą, utożsamiają się z nimi. Z trudem radzą sobie z widokiem zanikającej natury, z żalem i przemożnym poczuciem straty.</p>
<p>Naukowcy ostrzegają też w raporcie przed <strong>skutkami na poziomie wspólnot lokalnych</strong>. Konieczność nagłego lub długookresowego mierzenia się ze zmianami klimatycznymi może rozbijać jedność wspólnoty i podsycać wrogość oraz agresję zarówno między jednostkami, jak i grupami. Dlatego autorzy raportu rekomendują, by zachęcać ludzi do wzajemnej pomocy i wspierania się oraz do podtrzymywania więzi społecznych. Z raportu wynika, że „indywidualna zdolność poszczególnych ludzi do przeciwstawienia się traumie zwiększa się, gdy są oni częścią jakiejś grupy, nawet internetowej”, a ponadto, że „większe wsparcie społeczne podczas katastrofy naturalnej i bezpośrednio po niej jest powiązane z niższymi wskaźnikami zaburzeń”.</p>
<p>Potwierdza to Dahr Jamail, amerykański dziennikarz śledczy, niezależny korespondent wojenny i autor kilku książek. „Odkryłem, że nieodzowna jest także zintegrowana społeczność lokalna – grono zaufanych przyjaciół, z którymi mogę porozmawiać, podzielić się swoim brzemieniem i przetworzyć porcję najnowszych złych wieści. Wiemy, co się zbliża, jesteśmy przyparci do muru. Zwiększamy więc kolektywną odporność. Jutro klimat i środowisko będą w gorszej kondycji niż dzisiaj. Faszyzm rozprzestrzenia się i pustoszy zaciekle. Chociaż poprawa jest wykluczona, nie szczędzimy starań, by zredukować swój indywidualny ślad węglowy. Samodzielnie generuję energię i uprawiam żywność. Takie podejście nie zmieni rozwoju planetarnych wypadków, ale jest ze wszech miar moralne. Chcę przypomnieć, że bez względu na to, gdzie mieszkamy, w naszej okolicy znajdziemy skrawek przyrody, który wciąż funkcjonuje – las, rzekę lub łańcuch górski. Najwyższa pora, żebyśmy wyszli z domów i spędzili z nimi jak najwięcej czasu, ponieważ ich dni są policzone.”.</p>
<p>W raporcie podkreśla się też <strong>pozytywny wpływ na psychikę wyboru bardziej </strong>„<strong>ekologicznego</strong>”<strong>stylu życia</strong>. Przykładowo: już samo pokonywanie drogi pieszo lub rowerem znacznie zmniejsza, według badań, poziom stresu. Człowiek pozbawiony wsparcia mechanicznego przemieszcza się dość wydajnie. Jeden gram swojej wagi przenosi na odległość jednego kilometra w dziesięć minut, zużywając 0.75 kalorii. Poruszający się <strong>pieszo</strong> jest bardziej wydajny pod względem termodynamicznym niż jakikolwiek napędzany motorem pojazd i większość zwierząt. W stosunku do swojej wagi wykonuje w ruchu więcej pracy niźli woły (i szczury), mniej zaś aniżeli konie (i jesiotry). Przy takim wskaźniku wydajności człowiek zdołał się wszędzie osiedlić. Z tą wydajnością plemiona nomadów wykorzystują poza obozowiskiem mniej niż 8% swojego budżetu czasu społecznego. Zaś człowiek <strong>na rowerze</strong> może poruszać się trzy lub cztery razy szybciej aniżeli pieszy, lecz zużywa w ten sposób pięć razy mniej energii. Jeden gram swojej wagi przenosi na równej drodze na odległość jednego kilometra kosztem zaledwie 0.15 kalorii. Rower jest idealnym przetwornikiem, który dopasowuje metaboliczną energię człowieka do oporu ruchu. Wyposażony w to narzędzie człowiek przewyższa pod względem wydajności nie tylko wszystkie maszyny, lecz także zwierzęta.</p>
<p>Rozwijaniu bardziej przyjaznych dla środowiska i zdrowia ludzi form transportu sprzyjają odpowiednie systemy zieleni miejskiej. Priorytetowe znaczenie powinno mieć utrzymywanie na terenach niezabudowanych jak największych obszarów zieleni wysokiej – parkowej, a nawet leśnej. Dają one możliwość poprowadzenia przez zadrzewione tereny ścieżek rowerowych i pieszych. Przyczyniają się do poprawy jakości życia w miastach i utrzymania bioróżnorodności – są siedliskami wielu gatunków roślin i zwierząt. Większa <strong>dostępność parków , lasów i innych terenów zielonych</strong> znakomicie działa również na zdrowie psychiczne, gdyż niezależnie od statusu socjoekonomicznego, wieku czy płci częstsze spędzanie czasu na łonie natury również redukuje poziom stresu, obniża ciśnienie i ryzyko chorób cywilizacyjnych.</p>
<p>Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się nieszczęść i katastrofalnej utracie różnorodności biologicznej, <strong>ludzkość musi wdrożyć bardziej przyjazną dla środowiska alternatywę dla dotychczasowego biegu spraw</strong>. Ta recepta została wyraźnie wyartykułowana przez czołowych naukowców przed 25 laty, ale w większości przypadków nie skorzystaliśmy z ich przestrogi. Musimy dostrzec, na poziomie codziennego życia i na szczeblu rządowym, że <strong>Ziemia, wraz z wszelkim istniejącym na niej życiem, jest naszym jedynym domem</strong>. Wkrótce będzie za późno, aby zmienić obecny kurs, a czas ucieka. „Rasa ludzka umrze na cywilizację” (Ralph Waldo Emerson, 1803-1882).</p>
<p>Sprawą dramatycznych zmian klimatu przejęli się już poeci. „Kiedy parę lat temu uznałem, że warto zainteresować się nieco głębiej kwestią tzw. zmiany klimatu – myślałem o czymś w rodzaju parogodzinnej lektury dostępnych źródeł, wystarczającej do zdobycia pewności, że nie dzieje się nic wielkiego, a alarmistyczne wyimki publikowane niekiedy tu i ówdzie są w oczywisty sposób przesadzone. Po wielu tygodniach zagłębiania się w kolejne źródła i opracowania całe to przekonanie musiało zmieścić się w niejasnej wątpliwości: »przecież gdyby to była prawda« – myślałem – »wszyscy mówilibyśmy o tym nieustannie; temat nie schodziłby z łam gazet i ludzkich języków, a każde wydanie każdego programu informacyjnego zaczynałoby się od aktualnego stanu kluczowych wskaźników«. Nic takiego jednak się nie dzieje…” (Piotr Czerski).</p>
<p><strong>~ nadesłane przez anonimowego czytelnika do www.zielonazmiana.pl</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/depresja-nie-oznacza-ze-jestes-slaby/">Depresja nie oznacza, że jesteś słaby&#8230;</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Podejście współczucia w kontekście więzi</title>
		<link>https://myway-eu.pl/podejscie-wspolczucia-w-kontekscie-wiezi/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[dorota]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 05 Jun 2018 09:51:24 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Badania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://nowa.myway-eu.pl/podejscie-wspolczucia-w-kontekscie-wiezi/</guid>

					<description><![CDATA[<p>„Współczucie to doświadczenie (oraz uczucie) silnej intencji wspierania danej osoby i pomocy jej w uświadomieniu sobie, że przekonanie dotyczące naszej odrębności od reszty świata jest źródłem wszelkiego rodzaju cierpienia. Doświadczenie współczucia zawiera w sobie element inteligencji – nie jest obojętne. Pozwala osobie, która doświadcza współczucia, na bycie świadomą kontekstu sytuacji, w której się znajduje, oraz&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/podejscie-wspolczucia-w-kontekscie-wiezi/">Podejście współczucia w kontekście więzi</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>„Współczucie to doświadczenie (oraz uczucie) silnej intencji wspierania danej osoby i pomocy jej w uświadomieniu sobie, że przekonanie dotyczące naszej odrębności od reszty świata jest źródłem wszelkiego rodzaju cierpienia. Doświadczenie współczucia zawiera w sobie element inteligencji – nie jest obojętne. Pozwala osobie, która doświadcza współczucia, na bycie świadomą kontekstu sytuacji, w której się znajduje, oraz na umiejętny dobór odpowiedniego rejonu cierpienia, którym potrzebuje się zająć”.<br />
– Julia E. Wahl (2017)</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>CZYM JEST WSPÓŁCZUCIE – ANALIZA POJĘCIA</strong></p>
<p>Współczucie jest sposobem odnoszenia się do siebie samego i innych w sposób troskliwy w obliczu naszej ludzkiej niedoskonałości (ciała, genów, umysłu, relacji), błędów, które popełniamy, trudności, które życie przynosi.</p>
<p>Odnosimy się tutaj do trzech rodzajów czy też przepływów współczucia:</p>
<ul>
<li>współczucia wobec siebie samego,</li>
<li>współczucia, które umiemy otrzymać od innych,</li>
<li>współczucia, które dajemy innym.</li>
</ul>
<p>Współczucie wobec siebie samego składa się z trzech elementów:</p>
<ul>
<li>życzliwości wobec siebie samego (co kontrastuje z samokrytyką, obwinianiem siebie),</li>
<li>byciem uważnym wobec przeżywanej trudności (zamiast unikania jej lub też zagłębiania się w nią),</li>
<li>świadomości, że trudności są częścią historii wszystkich ludzi (co stoi w kontraście do poczucia izolacji) (Neff, 2003).</li>
</ul>
<p>Współczucie tym samym zawsze odnosi się do relacji – z samym sobą oraz z innymi.</p>
<p>Choć współczucie jest cechą ogólnoludzką i odnosi się do wszystkich tradycji kontemplacyjnych świata, to obecnie najlepiej znaną definicją, jest ta proponowana przez lidera buddyzmu tybetańskiego Gelukpa, Dalajlamy, według której:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>WSPÓŁCZUCIE</p>
<p>„to wrażliwość na cierpienie swoje i/lub innych istot z jednoczesnym głębokim zaangażowaniem (zobowiązaniem) w celu zmniejszenia i zapobiegania temu cierpieniu”.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Mamy zatem do czynienia z dwoma różnymi umiejętnościami:</p>
<ul>
<li>tym, w jaki sposób potrafimy być z trudnością w naszym życiu</li>
<li>oraz mądrością wyboru odpowiedniego zachowania w celu zmniejszenia tego cierpienia (czy to cierpienia na poziomie ciała, emocji, czy też relacji).</li>
</ul>
<p>Jak jednak twierdzi brytyjski psycholog, psychoterapeuta oraz twórca Terapii Skoncentrowanej na Współczuciu (ang. Compassion-Focused Therapy), Paul Gilbert, w celu zrozumienia współczucia musimy także zrozumieć, co je wyłącza i blokuje. Nie chodzi tutaj o niczyją winę, lecz o to, w jaki sposób nasze ciało funkcjonuje w pewnych okolicznościach. Niektóre rodzaje pozytywnych uczuć mogą bowiem być zagrażające: w związku z poprzednimi doświadczeniami możliwe, że niebezpiecznie jest czuć się bezpiecznie, że ktoś to nasze poczucie bezpieczeństwa nadużył. Możliwe też, że współczucie kojarzy się z takimi przekonaniami, jak: forma słabości, pobłażania, poddania się, że ktoś może nas wykorzystać (może w przeszłości wykorzystał). Może mamy przekonanie, że krytyka i rygor „robią dobrze”, motywują, wspierają rozwój, dają siłę. Jednak paradoksalnie to właśnie współczucie może wzmocnić naszą odporność na poziomie fizycznym i psychicznym, co z kolei w sposób bezpośredni przekłada się na nasze zachowanie, codzienne funkcjonowanie w różnych okolicznościach.</p>
<p>Hipoteza ta potwierdzana jest przez rosnącą ilość badań. Warto tu wymienić m.in. badanie Lutza i zespołu (2009), które pokazało, że praktyka wyobrażania sobie współczucia wobec innych powoduje zmiany w korze czołowej i systemie odpornościowym. Kolejne doniesienia wskazują, że:</p>
<ul>
<li>trening we współczuciu zmniejsza poczucie wstydu i samokrytyki (u pacjentów z chroniczną depresją) (Gilbert &amp; Proctor, 2006),</li>
<li>wyższy poziom samowspółczucia koreluje z niższymi poziomami depresji i lęku (Neff, 2003; Neff,  Hseih, &amp; Dejitthirat, 2005; Neff, Rude, &amp; Kirkpatrick,  2007), poczuciem satysfakcji z życia i poczuciem społecznego połączenia/więzi (Neff, Kirkpatrick, &amp; Rude, 2007), a także pozytywnym afektem (Neff, Rude, et al.,  2007).</li>
</ul>
<p>Współczucie wobec siebie samego może też być buforem tamującym ruminacje prowadzące do lęku i depresji (m.in. w australijskim badaniu pacjentów z nowotworem Przedzieckiej i zespołu z 2012); jest kojarzone ze zmniejszonymi objawami psychopatologicznymi stresu i depresji, i zwiększa jakość życia u pacjentów z chorobami chronicznymi (badanie portugalskie Pinto-Gouvei i zespołu z 2013).</p>
<p>Warto też wspomnieć, jak ważne jest współczucie z poziomu biologii i naturalnej selekcji. Wbrew temu, co potocznie się myśli, Charles Darwin nie mówił o „przetrwaniu najsilniejszych”, dosłownie „najsprawniejszych” (ang. survival of the fittest), ale o przetrwaniu najbardziej życzliwych (survival of the kindest). To inny myśliciel tamtych czasów, Herbert Spencer, ukuł termin survival of the fittest i w ten sposób zinterpretował przekaz Darwina. W swoim klasycznym dziele Pochodzenie człowieka Darwin twierdził, że tylko te populacje mają największą szansę przetrwania, które charakteryzują się największą ilością współczujących jednostek. Współczucia i troski uczymy się dzięki innym, przeglądamy się w umysłach innych, tym samym ucząc się siebie i ucząc się współczucia wobec innych oraz siebie. To pozwala nam przetrwać, zadbać o siebie i innych.</p>
<p><strong>WSPÓŁCZUCIE A UWAŻNOŚĆ</strong></p>
<p>Odnosząc się do różnic pomiędzy praktyką uważności a współczucia, często mówi się, że współczucie jest sercem uważności (ang. mindfulness). Związane jest to z intencją – bez niej praktyka uważności staje się mechaniczna i powierzchowna, tylko wtedy uważność jest narzędziem, które ma na celu, żebyśmy poczuli się lepiej, zredukowali nasze napięcia i byli poznawczo lepiej funkcjonujący (w sensie pamięci, koncentracji). Traci jednak swoje głębsze znaczenie odnoszące się do elementów etyki i wartości: poczucia połączenia ze światem, nie tylko w sensie połączenia ze swoimi emocjami, myślami, ciałem, ale także w kwestii poczucia połączenia z przyrodą i innymi ludźmi, wzajemnego wspierania się.</p>
<p>Uważność pomaga nam zwolnić (na poziomie ciała i naszych myśli). Jednak również pomaga otworzyć się nam na bardzo trudne emocje, wspomnienia. Może przypomną się nam bolesne sytuacje rodzinne, byli partnerzy, pojawia się tzw. niskie poczucie wartości, poczucie straty, to, czego nie chcemy o swojej przeszłości i o sobie samym pamiętać i widzieć. Jeżeli  otworzymy się na nie bez życzliwości, ciepła, wtedy doświadczenie to może nas przerosnąć, czyli wpierw budujemy odporność psychiczną (ang. resilience). W tym właśnie będzie pomagać nam praktyka współczucia. Profesor Paul Gilbert zwraca uwagę na to, że umiejętność zaangażowania się w nasz ból, zrozumienie jego źródła różni się od umiejętności zapobiegania i zmniejszania bólu. Pierwsza umiejętności odnosi się do uważności, a druga właśnie do współczucia.</p>
<p><strong>PODEJŚCIE WSPÓŁCZUCIA W KONTEKŚCIE TERAPII – TERAPIA SKONCENTROWANA NA WSPÓŁCZUCIU</strong></p>
<p>Obecnie istnieje już także kilka interwencji umożliwiających wzmocnienie czy też odblokowanie naszego współczucia, zarówno w formie czysto terapeutycznej (Compassion-Focused Therapy), jak i treningowej (m.in. Mindful Self-Compassion – MSC, Compassion Cultivation Training – CCT). Odnosząc się do jednej konkretnej interwencji, skupmy się na Terapii Skoncentrowanej na Współczuciu, która opiera się na psychologii ewolucyjnej, a zwłaszcza na teorii mentalności społecznej (ang. social mentality theory). Teoria ta wskazuje na znaczenie wczesnych doświadczeń interpersonalnych, które pomagają ludziom rozwinąć konkretne sposoby odnoszenia się do siebie i do innych w późniejszym życiu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>MODEL TERAPII CFT BYŁ PIERWOTNIE STWORZONY Z MYŚLĄ O OSOBACH, KTÓRE:</p>
<ul>
<li>często doświadczały wstydu,</li>
<li>były bardzo krytyczne wobec siebie samych,</li>
<li>trudno było otrzymywać troskę od innych,</li>
<li>doświadczenia faktu, że tradycyjne formy i podejścia terapii nie pomagały.</li>
</ul>
<p>&nbsp;</p>
<p>Model ten czerpie z wielu dziedzin psychologii (m.in. społecznej, rozwojowej i ewolucyjnej), neuronauki, a także podejść kontemplacyjnych. Można go tym samym uznać za model integracyjny.</p>
<p><strong>TRZY SYSTEMY AFEKTYWNE I TROSKLIWE WIĘZI SSAKÓW</strong></p>
<p>Szczególną cechą Terapii Skoncentrowanej na Współczuciu jest odnoszenie się do wewnętrznych i zewnętrznych doświadczeń, które uruchamiają odpowiednie systemy emocjonalne.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>PIERWSZY SYSTEM</p>
<p>Uczymy się, że bardzo trudno jest zarządzać ludzkim umysłem, naszymi systemami emocjonalnymi i że sposób, w jaki reagujemy, nie jest naszą winą, ale często po prostu automatyczną odpowiedzią m.in. na zagrożenie. W tej sytuacji, w systemie związanym z wyłapywaniem zagrożeń i ochroną, uruchamiamy takie emocje, jak: niepokój, złość, obrzydzenie. Nasze zachowanie służy obronie: ciało przygotowuje się do walki, ucieczki, ewentualnie poddaniu się, zamrożeniu, dostajemy dużą dawkę kortyzolu, nasza uwaga jest zawężona na tym, co mamy zrobić w celu obrony. System ten jest związany z systemem sympatycznym (współczulnym) układu nerwowego, który odpowiada za tzw. odpowiedź stresową.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>DRUGI SYSTEM</p>
<p>Napędu, witalności lub inaczej osiągania związany  jest z oczekiwaniem takich emocji, jak: przyjemność, ekscytacja. Zachowanie, które ma tu miejsce, to głębokie zaangażowanie, mamy poczucie energii, entuzjazmu. Uwaga w tym systemie jest też zawężona i skupia się na zdobyciu tego, co potencjalnie może zapewnić nam przyjemność. Dostajemy dużą dawkę adrenaliny.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>TRZECI SYSTEM</p>
<p>Ukojenia, zadowolenia (inaczej system kojąco-afiliacyjny). Związany jest z uczuciami dobrostanu, poczucia więzi, troski i czułości. Uwaga tutaj jest rozszerzona i jesteśmy w stanie doświadczyć społecznego poczucia więzi z innymi, otrzymać ukojenie od innych i od siebie samego. W tym systemie nie doświadczamy zagrożenia, nie potrzebujemy niczego zdobywać, ochraniać się. Jesteśmy w stanie zwolnić na poziomie ciała (fizjologii) i umysłu (myśli i emocji). Możemy odpocząć. Pojawia się oksytocyna, czyli tzw. hormon miłości lub więzi. System ten jest też połączony z systemem parasympatycznym (przywspółczulnym) układu nerwowego, który odpowiada za tzw. odpowiedź relaksacyjną. System przywspółczulny rozwinął się u ssaków  w ramach więzi i tym samym jest wrażliwy na wszelkie bodźce dotyczące troski, poczucia bezpieczeństwa (w tym przede wszystkim emocjonalnego). System kojąco-afiliacyjny powstał w świecie ssaków mniej więcej 150–180 mln temu. Ten świat znacząco różnił się od gadów tym, że ssaki bardzo dużo inwestowały w celu ochrony, troski o swoje potomstwo, które jest bardzo wrażliwe, bez możliwości samodzielnego przetrwania bez pomocy bliskich opiekunów. Potomstwo ssaków sygnalizuje, gdy potrzebuje opieki, wsparcia, gdy znajduje się w stresie, a stres ten (system zagrożenia) regulowany jest poprzez kontakt z opiekunem, który wspiera dotykiem, pokarmem czy inną troskliwą czynnością lub też samą obecnością. Z czasem taka sytuacja wspiera rozwój odpowiednich sieci nerwowych w systemie kojenia, pozwala także na ekspresję odpowiednich genów (epigenetyka) i rozwój odpowiednich kompetencji psychologicznych. Rodzic daje wsparcie, doświadcza działania hormonu oksytocyny, a to z kolei także wspiera aktywowanie oksytocyny u potomstwa. Tworzy się zatem poczucie bezpiecznej więzi i także zwiększa nasze szanse przetrwania. Jak twierdzi Cozolino (2007): „Nie funkcjonujemy na zasadzie przetrwania najsilniejszych, ale na zasadzie przetrwania tych, którzy byli zaopiekowani”.</p>
<p>Zapoznając się z tymi trzema systemami, uczymy się, które sytuacje, osoby, miejsca, aktywności uruchomiają odpowiednie systemy i nie tyle chodzi nam o to, żeby któregokolwiek z nich się pozbyć, ale żeby były w większej równowadze między sobą.</p>
<p>Poprzez zapoznanie się z tym, w jaki sposób funkcjonujemy, możemy stopniowo nauczyć się nowych sposobów reagowania i tym samym wziąć odpowiedzialność za to, co jesteśmy w stanie zmienić i kontrolować, zyskujemy też zatem poczucie sprawstwa. W tym rodzaju pracy psychologicznej możemy wyćwiczyć nasz umysł w celu:</p>
<ul>
<li>doświadczenia współczucia wobec siebie i innych,</li>
<li>nauczyć się dawać sobie samemu ukojenie,</li>
<li>kultywować odwagę i mądrość.</li>
</ul>
<p>Powoli aktywujemy wewnętrzne procesy (poznawcze, afektywne i fizjologiczne), które będą się przekładać na konkretne zmiany w naszym podejściu do myśli, uczuć, a w końcu do siebie samego i innych. Uczymy się, że możemy nawet do najtrudniejszych doświadczeń podchodzić ze współczuciem, a nasza tożsamość nie jest jednowymiarowa: nie jestem swoim zaburzeniem, swoim smutkiem, złością, krytyką. Jestem tym, kto doświadcza tych różnych uczuć i okoliczności, i może popatrzeć na nie z perspektywy mądrego współczucia, dając sobie samemu lub innym ukojenie. W taki sam sposób, jaki dawałaby nam je najbardziej ukochana osoba lub chociażby najmądrzejszy nauczyciel.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Bibliografia:<br />
Gilbert P. (2009). Introducing compassion-focused therapy. BJPsych Advances in Psychiatric Treatment (15), 199–208.<br />
Gilbert P. (2010). Compassion focused therapy: The CBT distinctive features series. London: Routledge.<br />
Neff K. D. (2003). Development and validation of a scale to measure self-compassion. Self and Identity, 2, 223–250. doi:10.1080/15298860309027<br />
<a href="https://psychologiawpraktyce.pl/autor/julia-e-wahl"> </a></p>
<p><a href="https://psychologiawpraktyce.pl/autor/julia-e-wahl">JULIA E.– WAHL</a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a href="https://myway-eu.pl/podejscie-wspolczucia-w-kontekscie-wiezi/">Podejście współczucia w kontekście więzi</a> pochodzi z serwisu <a href="https://myway-eu.pl">myway-eu.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
